Ryzykowna gra premiera Grecji

  • Przemysław Kwiecień
opublikowano: 13-02-2015, 00:00

Alexis Tsipras przypomina trochę linoskoczka.

Alexis Tsipras przypomina trochę linoskoczka. Tłum wybrał go na fali oczekiwań na spektakl, który teraz musi zaserwować. Wysokie ryzyko, wysoka stawka. Uwielbienie tłumu lub śmierć — w tym przypadku polityczna.

Alexis Tsipras radził sobie dzielnie, stojąc na dachu wysokiego budynku pod szyldem „opozycja”. Rozgrzał grecką publiczność do tego stopnia, że ta uczyniła z niego premiera i teraz musi wejść na linę. Chcąc nie chcąc, gdyż zadanie jest dużo trudniejsze, niż mogło mu się wydawać.

Dlaczego? Aby przejść na drugą stronę, Alexis Tsipras musi wynegocjować kontynuację pomocy finansowej od Zachodu, ale jednocześnie spełnić przynajmniej część swoich populistycznych zapowiedzi, głównie skierowanych do uboższej części społeczeństwa. Zapowiedział on już zerową stawkę podatku dla najmniej zarabiających oraz podniesienie płacy minimalnej, ale też wstrzymanie prywatyzacji w sektorze infrastrukturalnym.

Tymczasem Europa, szczególnie Niemcy, nie chcą o tym słyszeć. Grecki rząd może zatem ugiąć się pod międzynarodową presją i ryzykować bycie okrzykniętym zdrajcą w kraju bądź też grać twardo, ryzykując katastrofę ekonomiczną greckiej gospodarki. W jednym scenariuszu spada w lewo, w drugim w prawo — z podobnym efektem dla niego.

Głosy sugerujące, że wystąpienie ze strefy euro byłoby dla Grecji dobre, pojawiały się już w 2012 r., notabene głównie w brytyjskich mediach, niekoniecznie przychylnych idei unii monetarnej. Z reguły jednak prezentowały one bardzo spłyconą analizę ograniczającą się do konkluzji, iż deprecjacja drachmy uczyniłaby grecki eksport konkurencyjnym, zapewniając Grekom lepszy byt.

Wobec faktu, iż obecnie wpływy budżetowe pokrywają wydatki bez uwzględnienia obsługi długu wydaje się, że bankructwo połączone z wprowadzeniem drachmy byłoby świetnym interesem. Rzeczywistość jednak jest znacznie mniej kolorowa.

Przede wszystkim trzeba pamiętać, że Grecy swoje oszczędności trzymają w euro. Rząd musiałby zakazać wypłaty euro z banków i przekonwertować je na drachmę po arbitralnie ustalonym kursie, prowadząc do natychmiastowego, skokowego zubożenia społeczeństwa. Banki nie mogłyby wypłacać euro, bo odcięte od pomocy EBC nie będą mieć dostępu do tej waluty. Firmy zadłużone w euro poza greckim systemem bankowym w wielu przypadkach byłyby skazane na bankructwo.

Trudno powiedzieć, w jaki sposób Grecy finansowaliby import, kontrahenci z pewnością nie chcieliby widzieć drachmy przez wiele lat. Wobec ograniczonej ilości „twardej waluty” import musiałby zostać znacznie ograniczony. Nie jest jasne też, jaka byłaby pozycja eksporterów, zakładając, iż przetrwaliby oni dewaluację.

Grecja prawdopodobnie musiałaby opuścić UE, nie tylko tracąc fundusze strukturalne, ale też dostęp do wielu rynków. Efekt słabszej waluty wymagałby zatem dość długiego czasu. Wszystko to prowadziłoby do dalszego znacznego zubożenia społeczeństwa i spadku jakości życia. Być może za 10 lat Grecja odzyskałaby konkurencyjność, ale z pewnością już bez Alexisa Tsiprasa na stanowisku premiera.

Tymczasem wypowiedzi europejskich polityków zdają się sugerować, iż są oni gotowi spisać Grecję i pożyczone jej pieniądze na straty w imię obrony minimum zasad wzajemnej odpowiedzialności za projekt euro. To jest ta część rzeczywistości, którą Alexis Tsipras widzi, dopiero będąc na linie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Przemysław Kwiecień, CFA X-Trade Brokers DM

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu