Rząd chce nowych barier zamiast ułatwień

Agnieszka Zielińska
opublikowano: 2006-09-26 00:00

Obowiązujące dziś przepisy budowlane hamują rozwój inwestycji. Powinny więc zostać szybko zmienione. Niestety, nowe propozycje rządu sytuacji nie poprawią.

O potrzebie nowelizacji ustawy o zagospodarowaniu przestrzennym i prawa budowlanego mówi się nie od dziś. Powód? Obie ustawy są nieprecyzyjne i niespójne, co skutkuje niską podażą gruntów i zmniejszeniem inwestycji mieszkaniowych. W Ministerstwie Budownictwa przygotowano więc nowe projekty. Zgodnie z nimi, obecne studia uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego, które ma większość gmin, będą zastąpione tzw. planami kierunkowymi. Niestety, na ich podstawie nie będzie można wydawać decyzji o warunkach zabudowy.

Do kosza

Ministerstwo jednak chce, aby plany kierunkowe wyznaczały politykę przestrzenną gmin i wskazywały lokalizację inwestycji ważnych z ich punktu widzenia. Dokumenty zawierałyby również harmonogram sporządzania planów miejscowych. Na przygotowanie ich gminy miałyby trzy lata. To nie koniec propozycji. Na terenach zabudowanych do wydania pozwolenia na budowę wystarczały przepisy urbanistyczne, określające m.in. dopuszczalną wysokość budynków, geometrię dachu i kolor elewacji. Projekt przewiduje również uproszczenia w procedurze uchwalania nowych planów.

— Gminy, które nie uchwalą planów ani przepisów urbanistycznych, będą wydawały decyzje o warunkach zabudowy tylko przez trzy lata. Na ich podstawie będą również wydawane pozwolenia na budowę — mówi Elżbieta Janiszewska-Kuropatwa, wiceminister budownictwa i infrastruktury.

Ci, którzy uzyskają decyzję o warunkach zabudowy na podstawie obecnie obowiązującej ustawy, będą mieli pięć lat na uzyskanie zgody na budowę. Jeśli gmina nie zdąży uchwalić przez ten czas planu zagospodarowania albo przepisów urbanistycznych, wybudowanie czegokolwiek po tym terminie będzie niemożliwe. Nowy projekt przewiduje również rozwiązania awaryjne. Będą to tzw. krajowe i regionalne standardy urbanistyczne, określające powszechnie obowiązujące warunki sytuowania obiektów budowlanych. Na ich podstawie pozwolenia na budowę będą wydawane tylko w szczególnych przypadkach. Projekt ministerstwa prawdopodobnie w październiku trafi do Sejmu. Pomysł urzędu krytykują jednak deweloperzy.

— Propozycja ministerstwa nie wprowadza żadnych pozytywnych zmian, a stwarza kolejne problemy. Gminy nie mają obowiązku sporządzania planów miejscowych. Chybiony jest również pomysł, aby unieważnić tzw. studia uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego i zastąpić je planami kierunkowymi. W 2004 r. na gminach wymuszono obowiązek sporządzania studiów. Skutek jest taki, że ma je dziś ponad 95 proc. wszystkich gmin. Tymczasem okazuje się, że trzeba je wyrzucić do kosza. Jest jeszcze coś groźniejszego. Propozycja ministerstwa zakłada, że za trzy lata nie będzie już w ogóle decyzji o warunkach zabudowy, a to oznacza, że jeżeli do tego czasu gmina nie uchwali nowych planów, czeka ją kompletny paraliż — ocenia Jacek Bielecki, dyrektor Polskiego Związku Firm Deweloperskich.

Projekt opracowany przez ministerstwo nie uwzględnia postulatów zgłoszonych przez deweloperów kilka miesięcy wcześniej. Proponowali oni, aby w sytuacji braku aktualnego planu decyzje o warunkach zabudowy wydawane były na podstawie studiów uwarunkowań zagospodarowania przestrzennego, które ma większość gmin. Zdaniem deweloperów, rozwiązałoby to problem braku gruntów pod inwestycje, zwłaszcza w dużych miastach.

Bez zmian

Ministerstwo zapowiedziało również zmiany w prawie budowlanym. Dotyczą one przede wszystkim zaostrzenia rygorów dotyczących eksploatacji budynków.

Zgodnie z nimi, każdy właściciel i zarządca budynku będzie musiał zapewnić bezpieczeństwo użytkowanego obiektu „w razie wystąpienia niekorzystnych zjawisk oddziałujących na obiekt”, czyli np. w zimie. Nowe przepisy wejdą w życie jeszcze w tym roku.

Niestety, nie obejmą zmian postulowanych przez branżę, czyli przede wszystkim uproszczenia przepisów budowlanych. Powód? W tej sprawie resort na razie nie podjął jeszcze decyzji.

— Musimy dopiero przyjrzeć się obowiązującym przepisom. Zakres koniecznych zmian jest jednak bardzo szeroki — ocenia Elżbieta Janiszewska-Kuropatwa.

Jej zdaniem, może to oznaczać konieczność opracowania zupełnie nowej ustawy.

To z kolei oznacza, że na radykalne zmiany przepisów środo-wisko będzie musiało jeszcze poczekać.

— To bardzo zła wiadomość. Obowiązujące obecnie prawo budowlane wywodzi się z PRL. Biurokracja dominuje w nim nad zdrowym rozsądkiem. Minister Polaczek, gdy obejmował resort budownictwa i infrastruktury, utrzymywał, że szybka zmiana prawa budowlanego jest nieodzowna, bo jego zachowanie w obecnym kształcie hamuje proces inwestycyjny. Niestety, złożonych wcześniej obietnic nie dotrzymano do dziś.