Rząd chce uniknąć wojen dłużników

Katarzyna KapczyńskaKatarzyna Kapczyńska
opublikowano: 2016-07-13 22:00

Dzięki przepisom opracowanym w Ministerstwie Rozwoju być może uda się rozwiązać problem wielomiliardowych roszczeń, szczególnie na rynku budowlanym

Ministerstwo Rozwoju przygotowało zmianę przepisów, które mają ułatwić funkcjonowanie przedsiębiorcom. Jeden z projektów dotyczy usprawnienia systemu spłaty wierzytelności, który działa bardzo kiepsko, zwłaszcza w budownictwie. Wiele firm boryka się z problemem trudnych do wyegzekwowania roszczeń, zatorami płatniczymi itp. Dzięki nowym przepisom łatwiej odzyskają należności, a urzędnicy będą mogli zawierać z nimi porozumienia i ugody, zamiast latami czekać na wyroki sądów.

Roszczeniowa batalia

Tylko w kontraktach wykonanych w poprzedniej perspektywie dla Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) roszczenia firm budowlanych sięgają 6 mld zł. Rządowa instytucja nie daje za wygraną i także żąda od nich miliardów złotych z tytułu kar za opóźnienia czy — bezprawne jej zdaniem — zejście z placu budowy. Spory w sądach mogą trwać latami. Jerzy Szmit, wiceminister infrastruktury, sugerował co prawda zawieranie ugód przez strony roszczeniowych sporów, jednak w praktyce nie jest to łatwe.

— Urzędnicy często obawiają się kontroli służb i zamiast ryzykować, czekają na rozstrzygnięcie sądu. Obecne przepisy w wielu sporach nie sprzyjają zawieraniu ugody — mówi Barbara Dzieciuchowicz, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa. Tego zdania jest także Ministerstwo Rozwoju. „Strona publiczna w przypadku powstania sporu co do przypadającej jej należności cywilnoprawnej (…) >>jest skazana na jego zakończenie w drodze procesu sądowego. W przeciwnym wypadku może narazić się na ryzyko zarzutu bezpodstawnego odstąpienia od dochodzenia należności budżetowej. (…) W niektórych sytuacjach właściwszym rozwiązaniem byłoby realne wyegzekwowanie mniejszej kwoty od dłużnika niż nieuzyskanie zapłaty. Dotyczy to sytuacji, w których z uwagi na upływ czasuzwiązanego z oczekiwaniem na wynik sprawy dochodzi do upadłości dłużnika lub istotnego pomniejszenia stanu jego majątku” — napisał resort w uzasadnieniu do projektowanych przepisów. GDDKiA oraz inni publiczni zamawiający do tej pory borykają się z odzyskaniem ewentualnych należności od firm, które zbankrutowały, realizując na ich zlecenie kontrakty w poprzedniej perspektywie.

Budująca zgoda

Resort rozwoju zamierza więc prawnie określić zasady, dzięki którym państwowi inwestorzy będą mogli wykonać lub zlecić analizy wskazujące, czy bardziej opłaca im się procesować, czy porozumieć z kontrahentem i wynająć mediatora, który pomoże zawrzeć ugodę. „Dzięki mediacji koszty rozwiązania sporu mogą być niższe nawet o 40 proc. od kosztów procesu” — twierdzi Ministerstwo Rozwoju. Propozycje cieszą przedsiębiorców. — Resort proponuje na przykład, by w sprawach oczywistych, m.in. po niekorzystnym dla strony publicznej wyroku sądu arbitrażowego, nie ponosić dodatkowych kosztów przegranej walki sądowej. To słuszny kierunek — jeśli nie zostanie storpedowany przez liczne instytucje kontrolne, wart jest całkowitego poparcia — zapewnia Rafał Bałdys, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa. Podobnego zdania jest Piotr Kledzik, prezes PORR Polska Infrastructure — proponowane zmiany go cieszą, uważa jednak, że szczegółowe przepisy wymagają dopracowania.

Zator na budowie

Przedstawiciele sektora budowlanego zwracają także uwagę na inne propozycje resortu, które mogą sporo zmienić na rynku budowlanym. Resort proponuje np., by instytucje państwowe obligatoryjnie przekazywały do biur informacji gospodarczej dane dotyczące zobowiązań publicznoprawnych. Dzięki temu przedsiębiorcy łatwiej sprawdzą wiarygodność kontrahentów. Kolejna propozycja resortu to wprowadzenie notarialnych nakazów zapłaty, co wyeliminuje długotrwałe sądowe egzekucjenależności. „Około 10 proc. faktur w Polsce regulowanych jest z opóźnieniem przekraczającym 90 dni. To trzeci najgorszy wynik w Europie” — szacuje resort rozwoju na podstawie danych Bisnode Polska. Najwięcej problemów jest oczywiście w budowlance. „Aż 13 z 61 spółek giełdowych działających w branży budowlanej jest wpisanych do rejestru dłużników niewypłacalnych Krajowego Rejestru Sądowego, a ich niespłacone długi wynoszą 4,03 mld zł, co stanowi 46 proc. kwoty zadłużenia wszystkich spółek giełdowych” — napisano w uzasadnieniu zmiany przepisów. Rafał Bałdys twierdzi, że gorzej niż w budowlance jest tylko w transporcie. Popiera przepisy mające usprawnić system i rozładować w branży zatory płatnicze, uważa jednak, że resort zbyt skupia się na wsparciu podwykonawców, zamiast zadbać o jednakowe podejście do wszystkich firm sektora. Resort rozwoju natomiast proponuje jeszcze więcej — chce rozszerzyć zabezpieczenia dla podwykonawców, zmieniając przepisy dotyczące solidarnej odpowiedzialności inwestorów.

— Intencją pomysłodawców jest ochrona firm sektora MŚP. Martwi nas jednak, że ich problemy określono głównie jako kłopoty firm podwykonawczych, działających na zlecenie generalnych wykonawców. Wygląda na to, że niedokładnie rozpoznano przyczyny powstawania zatorów płatniczych. Zarówno w sektorze komercyjnym, jak i publicznym wynikają one z wadliwej praktyki wyboru głównego wykonawcy. Silna konkurencja rynkowa wymusza wojny cenowe, kusi inwestorów do podpisania kontraktów z podmiotami składającymi ryzykowne oferty, a to właśnie podwykonawcy takich kontraktów są szczególnie narażeni na konsekwencje kłopotów, w które wpadają główni. Proponowany w projekcie szerszy dostęp mniejszych firm do informacji na temat rzetelności partnerów nie rozwiąże problemu. Zawsze znajdzie się podwykonawca, który z takiej informacji nie skorzysta lub świadomie ją zignoruje, licząc na zdobycie jakiegokolwiek kontraktu, bo na przykład ma pusty portfel zamówień — twierdzi Rafał Bałdys.