Rząd debatuje nad przyszłorocznym budżetem

APATOR Spółka Akcyjna
opublikowano: 2002-07-02 13:02

Marta Karpińska

WARSZAWA (Reuters) - Rada Ministrów może dziś przyjąć założenia do projektu przyszłorocznego budżetu. Według deklaracji Ministra Finansów Marka Belki deficyt budżetu wyniesie 40 miliardów złotych, czyli tyle samo co w tym roku.

Zamrożenie przyszłorocznego deficytu budżetowego na poziomie około pięciu procent Produktu Krajowego Brutto (PKB) wywołało krytykę ze strony prezesa Narodowego Banku Polskiego (NBP) Leszka Balcerowicza. Powiedział on, że taki deficyt jest de facto oznaką poluzowania polityki fiskalnej, ponieważ spodziewane jest ożywienie gospodarcze.

Także ekonomiści uważają, że rząd - który za priorytet przyjmuje wstąpienie Polski do Unii Europejskiej w 2004 roku - powinien dążyć do zmniejszania poziomu deficytu budżetowego, tak by w ciągu najbliższych lat osiągnął on wymagany w strefie euro poziom trzech procent PKB.

Minister finansów Marek Belka zapowiedział już, że projekt ustawy budżetowej zakłada wzrost gospodarczy w 2003 roku na poziomie 3,1 procent wobec około 1,0 procent zakładanych w tym roku.

"Dla rządu, który chce dołączyć do strefy euro najwcześniej jak to możliwe, przyszłoroczny deficyt na poziomie około pięciu procent jest zdecydowanie za wysoki" - powiedział Maciej Reluga, główny ekonomista z BZ WBK.

"Ale po ostatnich 'przeciekach' zakładających deficyt budżetowy powyżej tegorocznego, rynek odetchnie nawet jeśli skończy się na zapowiadanych 40 miliardach" - dodał.

Zdaniem źródeł rządowych, ministerstwo do ostatniej chwili dopracowywało szczegóły założeń budżetowych. Zdaniem ministra Belki ostatnie bardziej optymistyczne prognozy co do wpływów z podatków pośrednich pozwoliły między innymi na utrzymanie poziomu deficytu na niezmienionym poziomie, pomimo poprzednich założeń, że może on ulec zwiększeniu.

Obecny rząd obrał sobie za cel fiskalny ograniczanie wzrostu wydatków budżetowych, mając nadzieję, że zakładany na 2004 rok wzrost gospodarczy na poziomie pięciu procent zwiększy poziom dochodów, pomagając zredukować poziom deficytu do wymaganego w strefie euro trzech procent PKB.

Belka informował, że przyszłoroczne wydatki, powiększone zgodnie z regułą "inflacja plus jeden punkt procentowy", wyniosą 192,5 miliarda złotych - co przy utrzymaniu deficytu na tegorocznym poziomie - oznaczałoby dochody w wysokości 152,5 miliarda.

Ministerstwo Finansów spodziewa się, że średnioroczna inflacja pozostanie niemal na takim samym poziomie i wyniesie w przyszłym roku 3,0 procent.

Posiedzenie rządu rozpoczęło się we wtorek o godzinie 12.00, natomiast godzina konferencji prasowej zostanie podana później.

KLUCZOWY DEFICYT EKONOMICZNY

Podczas gdy deficyt budżetowy jest jedynym wskaźnikiem, którego poziom rząd musi utrzymać, ekonomiści uważają, że rynki będą czekały również na wskazówki dotyczące planowanego poziomu przyszłorocznego deficytu ekonomicznego.

Wydatki publiczne są bacznie obserwowane i często krytykowane przez bank centralny. NBP uważa, że brak dyscypliny fiskalnej jest jedną z przyczyn, która powstrzymuje go przed głębszymi obniżkami stóp procentowych.

Deficyt ekonomiczny, do którego wlicza się budżety agencji rządowych oraz samorządów, ale nie wlicza się transferów do funduszy emerytalnych, ma w tym roku według założeń rządowych wynieść 4,8 procent PKB. Według nieoficjalnych informacji jedna z wersji przyszłorocznego budżetu zakładała go na poziomie 4,5 procent.

Zgodnie z prawem rząd musi do końca września przesłać do Sejmu projekt przyszłorocznej ustawy budżetowej.

((Reuters Serwis Polski, tel +48 22 653 9700, fax +48 22 653 9780, [email protected]))