Rząd nakazuje optymizm

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2013-09-04 00:00

Lejtmotywem rozpoczętego wczoraj w Krynicy- Zdroju XXIII Forum Ekonomicznego są „Perspektywy nowego ładu”.

W stosunku do hasła ubiegłorocznego, akcentującego trudne czasy i kryzys, nastąpiła zdecydowana werbalna poprawa. Zgodnie z tradycją tak samo zatytułowana była sesja inauguracyjna, notabene pierwszy raz w dziejach forum zlokalizowana w lokalu zastępczym, jako że legendarna główna pijalnia wód wreszcie doczekała się zasłużonego remontu.

Forum z założenia jest spotkaniem światów polityki i biznesu, uzupełnionych przez naukę, kulturę i media. Przez wiele lat było w Polsce jedynym takim przedsięwzięciem, z ambicjami bycia pomostem między kresami Unii Europejskiej a strefą poradziecką — na długo przed startem unijnego programu partnerstwa wschodniego. W latach świetności jednego dnia gościło kilku prezydentów, a innego kilku premierów. Merytoryczna jasność krynickiej gwiazdy już dawno wyblakła, ale w obsadzie personalnej forum trzyma fason. W tym roku premier Donald Tusk towarzyszył kolegom — Robertowi Fico ze Słowacji i Valdisowi Dombrovskisowi z Łotwy, przyjechał także wicepremier Ukrainy — Aleksander Wikuł.

Klasie politycznej będącej przy władzy hasłowe przestawienie krynickiej zwrotnicy bardzo odpowiada. Jednak chwalebne objawienia rządców zawsze trzeba przepuścić przez filtr ich prawdopodobieństwa. Z wielokrotnych bytności na krynickim deptaku i wysłuchaniu tysięcy wzniosłych tez — do tej pory pozostaję pod wrażeniem zapowiedzi Donalda Tuska z roku 2008 na temat perspektywy wejścia Polski do Eurolandu: „Dzisiaj możemy odpowiedzialnie powiedzieć, że naszym celem jest rok 2011”. Wypada uwzględnić, że był premierem jeszcze młodym stażem, zjawił się w Krynicy-Zdroju pierwszy raz, a dosłownie trzy doby po zakończeniu tamtego forum… upadł bank Lehman Brothers i wszystkie gospodarcze prognozy na świecie wzięły w łeb. Ale nawet bez eksplozji kryzysu i tak nie mieliśmy wtedy szans na spełnienie kryteriów z Maastricht w podanym czasie, podobnie zresztą jak nie mamy dzisiaj. Z pustej deklaracji premiera najlepiej zapamiętałem słowo „odpowiedzialnie”. Wczoraj doświadczony już szef rządu również „wziął odpowiedzialność”, że w Polsce nie będzie nie tylko recesji, ale nawet stagnacji i wkraczamy na ścieżkę szybkiego wzrostu. Obwieścił narodowe zwycięstwo nad kryzysem i nakazał, zwłaszcza polskim przedsiębiorcom, optymizm.

Ujawnienie szczegółów podstaw tego zawierzenia odłożył do najbliższych dni. W środę ogłoszona zostanie wreszcie decyzja o wyborze wariantu położenia przez państwo ręki na pieniądzach otwartych funduszy emerytalnych, a w czwartek — ostateczny kształt projektu budżetu na rok 2014, w tym rozmiary deficytu. Optymistyczne założenia wzrostowe wywołują nadzieję, że następny budżet nie będzie wymagał nowelizacji w trakcie roku. To byłby rzeczywisty sygnał powrotu polskiej gospodarki oraz finansów publicznych do jako takiej równowagi. Ale jak się nie uda, to trudno — kolejny raz ogłosi się pomyłkę ministra finansów Jacka Rostowskiego (zakładam, że dotrwa) i księgowo się pożongluje, jak przy nowelizacji tegorocznej. Rzecz jasna — odpowiedzialnie.