Rząd uderzy w prywatną medycynę

  • Alina Treptow
opublikowano: 06-11-2012, 00:00

Rząd szykuje medyczną ofensywę, która może być gwoździem do trumny przedsiębiorców. Tylko zmiany w radioterapii mogą zastopować inwestycje warte setki milionów złotych

W branży medycznej zrobiło się nerwowo. Z powodu medialnych zapowiedzi Donalda Tuska oraz przedstawicieli resortu zdrowia część przedsiębiorców już widzi siebie w roli Hamleta, wypowiadającego słynną frazę: „być albo nie być”. W obszarze radioterapii raczej „nie być” dla części zapowiadanych inwestycji w ośrodki radioterapii, których wartość przekracza grubo pół miliarda złotych. Co tak przestraszyło przedsiębiorców?

Bariery dla prywatnych

Chodzi o plany stworzenia krajowej sieci onkologicznej. Wybrane przez resort zdrowia placówki, m.in. radioterapii, będą odpowiadały za politykę leczniczą w tym obszarze. Sęk w tym, że lecznice, które się do niej nie dostaną, lub takie, które dopiero powstają, są na straconej pozycji. Pierwsze mogą mieć problemy z uzyskaniem kontraktu z NFZ, nowe inwestycje mogą zostać natomiast na papierze.

— Samo powstanie sieci to kolejna bariera wejścia na rynek — uważa Barbara Werchowiecka-Rusinek, prezes Radiology Therapeutic Center Poland (RTCP), spółki, która zapowiedziała inwestycje w ośrodki radioterapii warte blisko 0,5 mld zł.

Oprócz RTCP inwestycje planują holenderski Euromedic, szpital bródnowski oraz Voxel. Wartość wszystkich wynosi około 800 mln zł. Barier może być jednak jeszcze więcej. Ministerstwo Zdrowia nie wypowiedziało się wczoraj na ten temat. Jednak według informacji, które docierają do przedsiębiorców, o wejściu do sieci lub nie mają też decydować — obok resortu — tzw. placówki koordynujące, specjalizujące się w onkologii. To one wskażą, jakich pacjentów i w ramach jakich procedur będą leczyć podmioty im podległe. Przedsiębiorcy łapią się za głowę.

— Nie może być tak, aby podmiot, z którym np. planuję konkurować, podejmował decyzję, czy mam szansę wejść do ministerialnej sieci, kogo mam leczyć i jak — uważa Maciej Kowalski, prezes Euromedic Onkoterapia, spółki będącej w Polsce liderem w radioterapii.

Według rozmówcy zbliżonego do Ministerstwa Zdrowia, podczas ostatniego spotkania zorganizowanego przez Igora Radziewicza-Winnickiego, wiceministra zdrowia, była mowa o ośrodkach koordynujących (ma ich być 15), ale nie było mowy o ich tak wielkich uprawnieniach.

Dzisiaj resort przygotowuje się do tworzenia grup roboczych, które ustalą m.in., jakie wymagania będą stawiane placówkom medycznym, które zechcą zapisać się do sieci onkologicznej. Z tego powodu Jacek Liszka, prezes giełdowej sieci diagnostycznej Voxel, w odróżnieniu od rywali, jest bardziej optymistyczny. — Plan mamy taki, żeby wejść do sieci — mówi Jacek Liszka.

Koniec wolnego rynku

Może jednak nie być tak łatwo, biorąc pod uwagę ostatnie wypowiedzi premiera Donalda Tuska. W programie Moniki Olejnik „Kropka nad i” Donald Tusk powiedział, że pieniądz publiczny powinien pracować w placówkach publicznych, „a nie żeby był dzielony, nie zawsze fair, w taki sposób, że jego część jest wyprowadzana do sektora prywatnego” [na świadczenia medyczne, które są najlepiej wyceniane przez Narodowy Fundusz Zdrowia — red.]. Takie wypowiedzi zmroziły krew w żyłach przedsiębiorcom, szczególnie tym, którzy większość obrotów generują w ramach kontraktu z NFZ.

— To powrót do socjalizmu. Przecież nie po to wpuszczono na rynek przedsiębiorców, by ich teraz z niego wypędzać — twierdzi Marcin Szulwiński, założyciel medycznej Grupy Nowy Szpital. — Po co przekazywać te 2 mld zł, które trafiają dzisiaj do firm medycznych, placówkom publicznym, które w większości wydają je nieefektywnie — uważa prezes prywatnego szpitala, chcący zachować anonimowość. Zdaniem Romualda Ściborskiego, prezesa PCZ, jeśli zapowiedzi premiera się ziszczą, w medycynie przestanie istnieć wolny rynek. Co więcej, taka decyzja może być sporym obciążeniem dla budżetu państwa.

— Prywatne podmioty budują, remontują, wyposażają za prywatne pieniądze. Publiczne podmioty dostają na to fundusze od samorządów czy Ministerstwa Zdrowia — uważa przedsiębiorca z branży medycznej, chcący zachować anonimowość.

Zdaniem przedsiębiorców, premier poszedł o jeden most za daleko, bo jeśli wypowiedź traktować dosłownie, to kurek z publicznymi pieniędzmi zakręcony zostanie tzw. podstawowej opiece zdrowotnej, czyli przychodniom, a w niej segment prywatny stanowi większość, gdzie więc pójdą leczyć się pacjenci.

Zdaniem Andrzeja Mądrali, wiceprezydenta Pracodawców RP, przedsiębiorcy z branży medycznej zaczynają panikować. — Wyłożyli prywatne pieniądze, zaciągali kredyty na inwestycje, które muszą teraz spłacać. Brak kontraktu z NFZ dla sporej części może się źle skończyć — uważa Andrzej Mądrala. Zdaniem Adama Rozwadowskiego, prezesa giełdowego Enel-Medu, niepubliczne placówki powinny mieć takie same prawa jak publiczne. Nie obciążały budżetu państwa, milionowe inwestycje przeprowadzały za prywatne pieniądze. — Nie można ich teraz za to karać — uważa Adam Rozwadowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Alina Treptow

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu