W zeszłym tygodniu projekt nowelizacji ustawy o zapasach ropy i gazu oraz, przy okazji, kilku innych ustaw, które mogą ograniczyć szarą strefę, miał przejść drugie czytanie, ale zostało ono przełożone. Miał też stanąć na posiedzeniu rządu, ale w końcu spadł z agendy. Trudno znaleźć przyczynę opóźnień. — Ministerstwo Gospodarki ma przygotować i wnieść do rozpatrzenia przez Radę Ministrów propozycję poprawek — odpowiada biuro prasowe kancelarii premiera. Popytaliśmy więc w resorcie gospodarki.

— To Urząd Regulacji Energetyki (URE) ma jeszcze postulaty związane z wydawaniem nowego typu koncesji [chodzi o przewidzianą w nowelizacji koncesję na import paliw — red.]. Będziemy o tym rozmawiać — tłumaczy Tomasz Tomczykiewicz, wiceminister gospodarki.
— Na ostatnim posiedzeniu komisji nadzwyczajnej ds. energetyki nie zgłaszaliśmy żadnych uwag. Nasze uwagi zostały przekazane już pod koniec marca — zaprzecza biuro prasowe URE. Wcześniejsze postulaty URE obejmowały m.in. zwiększenie budżetu o 150- -200 tys. zł na utworzenie dwóch, trzech dodatkowych etatów do obsługi nowych koncesji. Czy to o ten postulat chodzi?
— Czekamy na spotkanie z resortem gospodarki. Spodziewamy się go po świętach wielkanocnych. Wtedy dopiero będzie wiadomo, czego dotyczą poprawki — mówi Tomasz Nowak z PO, członek sejmowej komisji nadzwyczajnej ds. energetyki.
Kosztowne opóźnienie
— Każdy dzień opóźnienia w przyjęciu nowelizacji oznacza, że szara strefa będzie działać dłużej. Ze szkodą dla firm i państwa — komentuje Krzysztof Romaniuk, dyrektor ds. analiz rynku paliw w Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego. Chodzi w szczególności o zapis o nowym rodzaju koncesji dla firm, które importują paliwa. To one, w większości importujące paliwo zza wschodniej granicy, są bowiem najczęściej podejrzewane o nieodprowadzanie podatku VAT, dzięki czemu są w stanie zaoferować niskie ceny.
Nowelizacja przewiduje, że importerzy będą musieli wykazać się zabezpieczeniem majątkowym wartości 10 mln zł. To duża kwota, na którą mogą sobie pozwolić tylko duże firmy.
Mniejsze sięgną zapewne po gwarancje bankowe. Koszt takiej gwarancji można szacować na nie więcej niż 250 tys. zł. Przedstawiciele PKN Orlen, największej firmy paliwowej, chętnie powołują się na przykład Czech, gdzie zastosowano podobne przepisy. Efekt był taki, że z około 2 tys. podmiotów posiadających koncesje na handel paliwami na rynku zostało 200.
Reszta się wycofała, co interpretuje się jako niechęć potencjalnych oszustów do wyciągania grubych milionów na zabezpieczenia majątkowe, zwłaszcza że oszustwa polegają na powoływaniu firmy na krótki okres zawarcia „lewych” transakcji. Potem się ją likwiduje, by skarbówka nie miała skąd ściągnąć VAT.
Stalowy przykład
W Polsce podmiotów z koncesją na handel paliwami ciekłymi jest około 8800. Jest nadzieja, że nowelizacja ustawy również w Polsce zaowocuje zniknięciem z rynku podejrzanych podmiotów, choć mniejsi rynkowi gracze są sceptyczni.
— Zasada solidarnej odpowiedzialności się nie sprawdziła, sceptyczny jestem również, jeśli chodzi efekt wprowadzenia koncesji na import oraz zabezpieczenia na 10 mln zł. Rekomendowałbym zdecydowanie zastosowanie odwróconego VAT w paliwach. Sprawdził się za granicą, widać już też, że sprawdza się w polskiej branży stalowej — twierdzi Ireneusz Jabłonowski z sieci stacji Huzar PSB.
Stracone miliardy
Na rynku oleju napędowego, który jest największą częścią szarej strefy, budżet państwa traci 3-4 mld zł rocznie, głównie poprzez wyłudzenia VAT i oszustwa akcyzowe — szacuje Polska Organizacja Przemysłu i Handlu Naftowego. Tracą też firmy działające legalnie, bo muszą borykać się z zaniżonymi cenami, a rynek paliw ciekłych jest trudny i bez tego.
Firmy, z którymi rozmawialiśmy, obawiają się, że z powodu szarej strefy cały ten rok zaliczą do słabych, bo nawet po przyjęciu nowelizacji trzeba jeszcze przeczekać półroczny okres przejściowy. Na szarą strefę nie zadziałała obowiązująca od stycznia nowa ustawa o VAT. Nie ma jeszcze danych, ale eksperci już sygnalizują, że nieuczciwych transakcji nie ubyło.