Rząd wygrawalkę o złotego

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2011-09-26 00:00

BGK i NBP rzuciły wyzwanie spekulantom. Ta operacja powinna się udać — mówią ekonomiści

Duet ze Świętokrzyskiej skarcił inwestorów grających na osłabienie złotego. Ministerstwo Finansów i Narodowy Bank Polski wspólnie interweniowały na rynku walutowym. Najpierw zasoby euro, pochodzące z funduszy unijnych, wymieniał w imieniu rządu Bank Gospodarstwa Krajowego. Po chwili dołączył się bank centralny, wymieniając na złote rezerwy walutowe. — Ta interwencja nie miała na celu jakiejkolwiek obrony poziomu kursu. Widzieliśmy na rynku elementy spekulacji i chodzi o to, by było to trudniejsze. Dziś, jak ktoś chce grać na osłabienie złotego, to musi wiedzieć, że może zderzyć się z interwencją NBP — mówi Marek Belka, prezes banku centralnego.

Błyskawiczny efekt

To druga oficjalna interwencja NBP od 2000 r., odkąd

mamy płynny kurs walutowy. Poprzednia nastąpiła 9 kwietnia 2010 r. (na dzień przed śmiercią prezesa Sławomira Skrzypka), kiedy NBP osłabił naszą walutę. — To odważna decyzja, bo presja na osłabianie złotego jest silna i niełatwo ją przełamać. Dlatego na jednej interwencji pewnie się nie skończy. Rząd i NBP muszą udowodnić inwestorom determinację. Inaczej rynek nie weźmie interwencji na poważnie — uważa Rafał Benecki, analityk ING Banku Śląskiego. Efekt był natychmiastowy i musiał spowodować potężne straty inwestorów grających przeciwko złotemu. Nasza waluta zyskała 12 gr do euro (potaniało do 4,39 zł), 11 gr do dolara (3,25 zł) i 11 gr do franka (3,59 zł). Amunicji jest jeszcze sporo. Rezerwy walutowe NBP na koniec sierpnia wynosiły równowartość 307 mld zł, a MF, według szacunków rynkowych, ma jeszcze do dyspozycji 6-8 mld EUR z funduszy UE. Czy to wystarczy? Ekonomiści uważają, że akcja może się powieść. — NBP i rząd wydają się bardzo zdeterminowane do obrony złotego. Kurs doszedł widocznie do poziomu, który uznawany jest przez instytucje za bolesny — ocenia Elisabeth Andreew, ekonomistka banku Nordea.

Strategia wschodzących

Według Rafała Beneckiego, rząd i NBP przyjęły słuszną strategię — będą korygować kurs, niż bronić określonego poziomu. — Ostatnio złoty osłabiał się nienaturalnie szybko — bardziej, niż wynikało ze zmian na kursie EUR/USD i bardziej niż inne waluty regionu. Interwencja ma usunąć te anomalie — mówi Rafał Benecki. Akcji sprzyja też fakt, że podobne interwencje w ostatnich dniach przeprowadziło wiele krajów, np. Indonezja czy Rosja. — Banki centralne rynków wschodzących się uaktywniły, chcą chronić swoje waluty. Ta świadomość może zniechęcać inwestorów do spekulacji — mówi Rafał Benecki. Polski rząd interweniuje na rynku głównie z powodu długu publicznego. Część analiz mówi, że jeśli cena euro na koniec roku przekroczy 4,60 zł, dług publiczny przebije próg ostrożnościowy 55 proc. PKB.