Zapowiadane w ubiegłym roku nowe zasady oskładkowania umów-zleceń wkraczają na ostatnią ścieżkę legislacyjną. Rada Ministrów przyjęła we wtorek projekt nowelizacji ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych oraz niektórych innych ustaw, przedłożony przez ministra pracy i polityki społecznej, który zawiera te zmiany. Teraz kolej na parlament. Jeśli prace w Sejmie i Senacie przebiegną sprawnie, nowela wejdzie w życie w tym roku. Projektowane vacatio legis to trzy miesiące po ogłoszeniu w Dzienniku Ustaw. Nowe zasady opłacania składek od ubezpieczeń emerytalnego i rentowego w przypadku umów-zleceń prowadzą do tego, aby odprowadzano je od kwoty nie niższej niż minimalne wynagrodzenie za pracę (o ile ubezpieczony taki przychód osiąga). W 2014 r. płaca ta wynosi 1680 zł. Proponowane regulacje będą dotyczyć osób, które mają co najmniej dwie umowy-zlecenia oraz osób prowadzących pozarolniczą działalność, dodatkowo wykonujących pracę na podstawie umowy-zlecenia, których podstawa wymiaru składek jest niższa niż minimalne wynagrodzenie. Składka ma być pobierana od jednej umowy (o wartości równej lub wyższej niż płaca minimalna) albo od kilku umów (których łączna wartość jest równa lub wyższa niż wynagrodzenie minimalne).
Równanie umów w zatrudnieniu
Rada Ministrów podkreśla, że obecnie niektórzy płatnicy w przypadku kilku umów- -zleceń ubezpieczają zleceniobiorców tylko od pierwszej umowy, najniżej płatnej, w pozostałych przypadkach odprowadzają tylko składkę na ubezpieczenie zdrowotne. Premier Donald Tusk powiedział po posiedzeniu rządu, że obecnie w wielu przypadkach osoby pracujące na dwóch lub więcej umowach-zlecenia, płacą symboliczne składki. I zapowiedział urealnienie jej poziomu.
Rząd zwraca ponadto uwagę, że pracownicy, którzy pracują w tym samym miejscu i często wykonują taką samą pracę, podlegają innym zasadom ubezpieczenia, które zależą od tego, jaką podpisali umowę. Zaproponowane zmiany zmierzają do zrównania pod tym względem umowy-zlecenia z umową o pracę. Wyższe składki dadzą m.in. zatrudnionym szansę na uzyskiwanie wyższych świadczeń z systemu ubezpieczeniowego, np. zasiłków na urlopach rodzicielskich. Rząd spodziewa się też, że pracownicy nie stracą na nowym rozwiązaniu, jeśli pracodawcy wezmą koszty składek na siebie. Władysław Kosiniak-Kamysz, minister pracy, podkreśla też, że nowe rozwiązanie pozwoli na wyrównanie szans pracodawców. Obecnie firmy, zatrudniające pracowników na umowach-zleceniach zamiast na umowach o pracę, zaniżają swoje koszty i stają się bardziej konkurencyjne. Przegrywają na tym uczciwi pracodawcy, którzy zatrudniają pracowników na umowach o pracę.
Pracodawcy: za krótkie vacatio legis
Konfederacja Lewiatan przyznaje, że przygotowane zmiany mogą zwiększyć bezpieczeństwo pracowników. Jednak w jej ocenie, trzymiesięczne vacatio legis nie wystarczy, by przygotować się do zmian.
— Zmiany w zasadach funkcjonowania umów-zleceń stanowią olbrzymie wyzwanie dla pracodawców, przede wszystkim ze względu na groźbę drastycznego wzrostu kosztów realizacji bieżących umów z kontrahentami. Niewystarczające vacatio legis uniemożliwi skuteczne renegocjacje długoterminowych kontraktów ze zleceniobiorcami — wyjaśnia Marek Kowalski, ekspert Konfederacji Lewiatan, prezes Polskiej Izby Gospodarczej Czystości.
Wysokie koszty zrodziły patologię
KRZYSZTOF JAKUBOWSKI
wiceprezes InterKadry, Agencji Pracy Tymczasowej i Doradztwa Personalnego
Proponowane przez rząd zmiany w zasadach oskładkowania umów-zleceń powinny wyeliminować obecną patologię na rynku pracy. Część pracodawców świadomie wykorzystuje obecne reguły, zawierając najpierw taką umowę na bardzo niską kwotę, aby odprowadzać niskie składki do ZUS, a potem dopiero tę właściwą z wyższym wynagrodzeniem, od którego nie są płacone żadne składki. Należy jednak zadać sobie pytanie, dlaczego do takiej patologii doszło. To skutek zbyt wysokich obciążeń przedsiębiorców kosztami zatrudnienia. Ktoś może powiedzieć, że we Francji są jeszcze wyższe. To prawda, jednak w obecnej sytuacji gospodarczej w Polsce te obciążenia są zbyt wysokie. Przeciwny natomiast jestem wprowadzeniu składek ZUS od wynagrodzeń członków rad nadzorczych. Te honoraria nie mają charakteru stałego, ich wysokość nie jest stała. Ponadto mówimy o wysokiej klasy specjalistach, od których zależy w dużej mierze wynik finansowy firmy. Co prawda „ozusowanie” wynagrodzeń za pracę w radach nadzorczych nie wyrządzi ich członkom ogromnej krzywdy, jednak uważam ten pomysł za niestosowny.
SONDA
Na zmianach ucierpią pracownicy
PAWEŁ TOMCZYK
travel manager w Grupie Why Not Travel
Moim zdaniem, objęcie składkami ZUS wszystkich umów-zleceń to kolejny, niezbyt dobry pomysł na załatanie dziury budżetowej. Pracownicy powinni mieć wybór, czy chcą pracować na etacie i zarabiać mniej, czy dostawać wyższe wynagrodzenie na umowie-zlecenia. Do tego to się generalnie sprowadza. Dla samych przedsiębiorców ta zmiana prawdopodobnie nie będzie miała większego znaczenia i nie wpłynie na ich kondycję. To pracownicy, którzy dostaną niższe wynagrodzenia po objęciu umów-zleceń składkami ZUS, będą najbardziej poszkodowani.
Powiększy się szara strefa, spadnie zatrudnienie
KATARZYNA KASPRZAK
dyrektor ds. rozwiązań business Discovery w MIS
Objęcie składkami ZUS wszystkich umów-zleceń może drastycznie zmniejszyć zatrudnienie, szczególnie tam, gdzie umowa-zlecenia jest dużym plusem w oczach pracodawcy. Ucierpią choćby studenci, a także branże, takie jak np. ochroniarska, gdzie pracuje sporo emerytów, którzy w ten sposób chcą sobie dorobić. Dla wielu osób umowy-zlecenia to jedyny sposóbna lepszy dochód. Nie oceniam jednak tego pomysłu skrajnie negatywnie, bo na pewno pracownicy odprowadzający składki będą mieli zapewnioną lepszą ochronę, ale trzeba mieć świadomość, że jeśli „ozusujemy” wszystko, co się da, spowoduje to uciekanie pracowników w szarą strefę albo zmniejszanie zatrudnienia przez przedsiębiorców.
Nierozsądne dokręcanie śruby
SŁAWOMIR GOMÓŁKA
prezes Przedsiębiorstwa Drzewnego Sławland
Jako przedsiębiorcę zabolał mnie sposób wprowadzania zmian. Przez długie lata tzw. umowy śmieciowe chroniono, a nawet popierano, uważając je za dobre rozwiązania w czasie kryzysu, po czym nagle, bez poparcia ekonomicznymi argumentami, rząd odwraca się od tego. Trzeba też pamiętać, że obecne przepisy dają również szansę osobom poszukującym pracy na jej znalezienie i pracującym na jej utrzymanie. Jednocześnie nie wierzę, aby zmiany przyniosły oczekiwany efekt dla gospodarki i budżetu. Tych, którzy obecnie mogą jeszcze płacić podatki, wykazują zatrudnienie i płacą składki do ZUS, może nie być na to stać po zmianie przepisów. Wydaje mi się, że projektowana nowelizacja szczególnie dotknie małe, kilkuosobowe firmy i one wesprą szarą strefę. Przynajmniej na początku zmiany przyniosą negatywny skutek. Zamiast „dokręcać śrubę”, rząd powinien dawać większe szanse słabszym przedsiębiorcom, aby podejmowali działalność i mogli spokojnie czekać na lepsze czasy.
Projekt zapowiada także objęcie obowiązkowym ubezpieczeniem emerytalnym i rentowym członków rad nadzorczych (RN). Obecnie od ich wynagrodzeń odprowadzane są wyłącznie składki zdrowotne. Honoraria te byłyby „oskładkowane” bez względu na to, czy osoby te posiadają, czy nie inny tytuł do ubezpieczeń społecznych. Obowiązkowe ubezpieczenie trwałoby przez cały okres odpłatnego sprawowania tych funkcji. W ocenie resortu pracy (autora projektu zmian), często możliwość bycia członkiem rady nadzorczej i osiągane z tego tytułu przychody rekompensuje niższe od możliwego do uzyskania na rynku wynagrodzenie z pracy. Ponadto osobom tym, jeśli są zarazem pracownikami spółki, nie przysługuje pensja za czas zwolnienia na uczestnictwo w posiedzeniach rady. I to powinno być zrekompensowane honorariami za sprawowanie funkcji w radzie, które obecnie nie jest objęte obowiązkiem ubezpieczeniowym i rzutuje przez to na niższą wysokość możliwych do otrzymania innych świadczeń.