Zamiast dwóch agentów obsługi naziemnej wkrótce może pojawić się czterech. Walka na ceny powinna wyjść na dobre pasażerom.
Na warszawskim Okęciu może pojawić się kolejny agent handlingowy, czyli spółka zajmująca się obsługą bagażową, płytową, paliwową, towarów i poczty — wynika z opublikowanego właśnie rozporządzenia ministra infrastruktury.
— W portach, w których ruch roczny jest równy lub większy niż 2 mln pasażerów lub 50 tysięcy ton ładunków, dopuszczalna ilość agentów wzrośnie o 100 proc. Zgodnie z rozporządzeniem, w warszawskim porcie lotniczym, a wkrótce może również w Krakowie i Katowicach, istnieje możliwość funkcjonowania trzech agentów obsługi naziemnej. W przypadku, gdy usługi te świadczone są również przez zarządzającego portem lotniczym, agentów może być czterech. Według dotychczasowych regulacji mogło działać jedynie dwóch agentów dla tych kategorii — wyjaśnia Krzysztof Kapis, prezes Urzędu Lotnictwa Cywilnego.
PPL nie protestuje
Na Okęciu usługi świadczy obecnie dwóch agentów. LOT Ground Services (LGS) oraz Warsaw Airport Services (WAS). Pierwszy z nich należy wciąż w 51 proc. do LOT i w 49 proc. do PPL. Obie strony finalizują obecnie transakcję, po której LOT stanie się właścicielem całej spółki. Obecnie strony czekają na zgodę ministra skarbu. Z kolei WAS jest w całości własnością PPL, czyli spełniony jest warunek, by na Okęciu pojawiły się dwie nowe spółki handlingowe.
— Każda firma, która będzie chciała świadczyć usługi naziemne, jest u nas mile widziana — deklaruje Zbigniew Lesiecki, prezes PPL.
Efekt rozporządzenia będzie widoczny za kilka miesięcy — tyle bowiem trwają procedury przetargowe.
— Większa konkurencja powinna się przełożyć na spadek opłat za obsługę naziemną, które stanowią dużą część kosztów ponoszonych przez linie lotnicze. Można wówczas liczyć na większą liczbę połączeń — ocenia Krzysztof Kapis.
Pasażerowie skorzystają
Dla pasażerów i przewoźników to dobra wiadomość.
— Jesteśmy zadowoleni z obecnych usług na Okęciu, ale zawsze większa konkurencja przekłada się na niższe ceny dla nas, a w konsekwencji dla pasażerów — mówi Eryk Kłopotowski, rzecznik SkyEurope.