Członek zarządu Czeskiego Banku Narodowego (CNB) Pavel Rzeżabek poinformował, że wprowadzenie euro w Czechach pochłonęłoby miliardy koron (tj. setki milionów złotych).
"Jedynie sama wymiana technologii oraz systemów informatycznych w administracji państwowej będzie kosztowała miliardy" - powiedział w środę Rzeżabek, jednocześnie ostro krytykując czeski rząd za bezczynność w tej sprawie. Bardzo sceptycznie odniósł się też do możliwości wprowadzenia euro w Czechach w roku 2010.
Według Rzeżabka, w kraju nie są przeprowadzane niezbędne reformy finansowe, a przy konstruowaniu budżetu w ogóle nie uwzględnia się konieczności poniesienia w najbliższych latach znacznych wydatków, związanych z wprowadzeniem euro.
Premier Jirzi Paroubek oświadczył we wrześniu, że będzie wspierać wprowadzenie euro w roku 2010. "Ja jednak osobiście jestem pesymistą" - skometował jego wypowiedź Rzeżabek. "Jeśli reformy nie rozpoczną się natychmiast, stanie się to później, a być może o wiele później" - dodał. Bez odpowiednich reform, w przypadku zmniejszenia się tempa wzrostu gospodarczego poniżej obecnych pięciu procent, roczny deficyt budżetu przekroczy obowiązująca państwa strefy euro granicę 3 procent produktu krajowego brutto. Kwestia wprowadzenia euro stanie się wówczas bezprzedmiotowa.
Według Rzeżabka, potrzebne są przede wszystkim zmiany w polityce zatrudnienia, w ubezpieczeniach społecznych i ochronie zdrowia oraz ogólnie nowe podejście do kwestii wydatków budżetowych. Tymczasem w budżecie na przyszły rok zaplanowano wyraźnie wyższy wzrost wydatków niż wpływów.
Robert Miklas