Rzeźnicy biją się o ubój rytualny

Marcel Zatoński
opublikowano: 21-03-2013, 00:00

Rynek wart 2 mld zł przenosi się do Czech i Niemiec — alarmują przedsiębiorcy i rolnicy.

Wczoraj pod polskim Sejmem ok. 2 tys. osób protestowało w obronie zwyczajów muzułmanów i Żydów — nie chodziło jednak o wolność religijną, ale gastronomiczną. Przedsiębiorcy i rolnicy, zaangażowani w eksport mięsa wołowego i drobiowego pochodzącego z uboju rytualnego (czyli takiego, w którym zwierzęta m.in. nie są ogłuszane przed śmiercią), chcieli przekazać marszałek Sejmu petycję, w której przekonują do zniesienia obowiązującego od 1 stycznia zakazu takiej działalności.

— To jest rynek wart rocznie 1,5-2 mld zł, a działające na nim firmy dają bezpośrednio zatrudnienie 6 tys. osób — do tego dochodzą tysiące rolników produkujących na ich potrzeby. Nad zdobyciem i utrzymaniem zagranicznych kontraktów zakłady pracowały od blisko dekady, tymczasem teraz mogą stracić je niemal z dnia na dzień — mówi Witold Choiński, prezes Związku Polskie Mięso.

Autorzy petycji uważają, że polską branżę mięsną spotykają szykany, jakich nie ma nigdzie indziej na kontynencie. Podkreślają, że ubój rytualny dopuszczalny jest w 22 krajach Unii Europejskiej (w tym u wszystkich wspólnotowych sąsiadów Polski), a zakazują go jedynie władze Słowenii i Szwecji oraz najmniejszych unijnych gospodarek, czyli Estonii i Malty.

— Polskie kontrakty niemal natychmiast wywędrowały do Czech i Niemiec, a w części na Słowację. Wprowadzony zakaz od uboju bez ogłuszania tak naprawdę nie uratował żadnych zwierząt — bo i tak ktoś te dostawy mięsa halal do Turcji czy koszernego do Izraela musi zrealizować — a dobija polskich przedsiębiorców i rolników — mówi Jerzy Rey, przewodniczący rady Związku Polskie Mięso.

W Polsce ubojem rytualnym trudniło się ok. 80 zakładów mięsnych. Ich właściciele teraz wynajmują rzeźnie za granicą, by móc nadal realizować kontrakty. To jednak rozwiązanie tylko na krótką metę.

— Jeśli nic się nie zmieni, rozważymy kupno zakładu w jednym z sąsiadujących krajów. To jednak przełoży się na zmniejszenie zatrudnienia w Polsce — mówi Tomasz Kubik, prezes ZPM Biernacki. Skutki zakazu oburzają też hodowców bydła.

— Jeśli zakłady na stałe przeniosą produkcję za granicę, to albo będą gorzej płacić za nasze bydło — bo dojdą koszty transportu — albo zaczną je po prostu kupować na innych rynkach. A my się z hodowli na potrzeby Polski nie utrzymamy, bo spożywa się tu tylko 2 kg wołowiny na głowę rocznie, znacznie poniżej unijnej średniej — mówi Sławomir Szyszka, reprezentujący porozumienie związków i organizacji rolniczych z Wielkopolski, Lubuskiego i Kujawsko-Pomorskiego.

Obrońcy uboju rytualnego dzisiaj będą chcieli przekonać do swoich postulatów ministra rolnictwa, liczą też na spotkanie z premierem. Łatwo jednak nie będzie, bo przeciwnicy uboju wszystkie ich argumenty zbijają jednym — proceder ten jest ich zdaniem okrutny i niehumanitarny.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy