Mazowiecka "Solidarność" uważa, że firma Frito Lay dokonała zamachu na samorządność związków zawodowych i łamie prawa pracownicze; związkowcy zapowiadają na środę pikietę przed siedzibą firmy w Warszawie. Tymczasem pracownicy Frito Lay alarmują, że związek działa na ich szkodę; boją się o pracę.
"Tę wojnę wygramy!" - przekonywali w poniedziałek na konferencji prasowej przedstawiciele mazowieckiej "S" oraz branży spożywczej. Dodali, że chcą przywrócenia do pracy szefa komisji zakładowej "S" we Frito Lay Sławomira Zagrajka, który niedawno został zwolniony dyscyplinarnie z pracy. Zdaniem związkowców - bezprawnie.
"Jestem zaskoczona tym, że region Mazowsze angażuje się w obronę pana Zagrajka, kiedy wie, że manipulował on bazą członkowską i oszukiwał pracodawcę i swoich kolegów. Nie rozumiem, dlaczego idą z nami na wojnę, także tego, że grożąc bojkotem naszych produktów, uderzają w pracowników, których związek z definicji powinien bronić" - powiedziała PAP dyrektor ds. komunikacji korporacyjnej PepsiCo, do którego należy Frito Lay Małgorzata Skonieczna.
"Chcemy konstruktywnej współpracy ze związkami zawodowymi, ale nie możemy tolerować sytuacji, kiedy firma jest okradana i wyłudzane są od nas pieniądze" - zaznaczyła.
Eskalacja konfliktu pomiędzy władzami zakładu Frito Lay w Grodzisku Mazowieckim (Mazowieckie) a związkowcami nastąpiła po tym, gdy "Super Express" ujawnił w grudniu, że Zagrajek miał podrabiać podpisy pod deklaracjami związkowców, a dzięki zawyżonej liczbie członków miał prawo do tzw. etatu związkowego (szefowi związku zawodowego skupiającego powyżej 150 członków przysługuje tzw. etat związkowy, czyli zwolnienie z obowiązku świadczenia pracy z zachowaniem prawa do wynagrodzenia).
"Artykuł był sponsorowany" - twierdzi pełniący obowiązki przewodniczącego regionu Mazowsze Jerzy Woźniak i zapowiada złożenie doniesienia do prokuratury na dziennik. "W firmie Frito Lay panują warunki XIX-wiecznego kapitalizmu" - przekonywał i oceniał, że z łamania praw pracowników i związków Frito Lay uczyniło politykę firmy.
Bojkot produktów firmy Frito Lay na Śląsku zapowiedziała już wcześniej górnicza "Solidarność". "S" mazowiecka chce pójść dalej i wystąpić do zachodnich związków (m.in. skandynawskich) o ich niekupowanie. Ponadto "zastanawiamy się, czy nie wykorzystać struktur związkowych w oświacie, by uświadomić dzieciom, jak wstrętna jest ta firma i żeby zastanowiły się taż, czy warto kupować wyroby tej firmy" - przyznał Woźniak.
Poniedziałkowej konferencji przysłuchiwało się kilkunastu pracowników grodziskiego zakładu. Pomiędzy nimi i przedstawicielami "S" doszło do ostrej wymiany zdań. "Jesteście tutaj gośćmi (...), ale proszę o zachowywanie się jak przystoi gościom" - uspokajał zebranych Woźniak i wywoływał kolejną falę wypowiedzi zdenerwowanych pracowników ironizując: "rozumiem, że reprezentujecie tu państwo pracodawcę".
"Boimy się tego bojkotu. Możemy stracić miejsca pracy, bo klient pójdzie do sklepu i powie: +aha, w tych chipsach była jakaś afera - dobra, nie biorę+. A to się przekłada na tysiące paczek, których my nie wyprodukujemy, więc nie będziemy pracować. Martwimy się o dobro naszych rodzin, dzieci" - mówiła pakowaczka, która w firmie pracuje od początku jej powstania.
Przedstawiciele załogi żalili się, że związkowcy nie chcą z nimi rozmawiać. "Wysyłaliśmy pisma z prośbą o spotkanie związku z reprezentacją pracowników, zawsze otrzymywaliśmy negatywną odpowiedź" - mówił jeden z obecnych na konferencji pracowników. Wszyscy przedstawiciele załogi zapewniali, że reprezentują wyłącznie siebie i zgadzali się: "(Związkowcy) dbają tylko o ciepłe posadki".
W oświadczeniu przekazanym mediom pracownicy firmy napisali m.in., że "pan Zagrajek i inni działacze związkowi od dawna przekazują mediom nieprawdziwe informacje na temat zakładu i stosunków tam panujących; kłamią również na temat liczebności i roli związku w życiu zakładu".
Pracownicy wystosowali też petycję do Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność". Domagają się w niej m.in. "zaprzestania działań, które w konsekwencji doprowadzą do likwidacji miejsc pracy", obiektywnej kontroli działalności zakładowej "Solidarności" we Frito Lay oraz zbadania przyczyn, dla których "zakładowa +Solidarność+ działa na szkodę pracowników".
Po ukazaniu się artykułu w "SE" firma Frito Lay przeprowadziła 12 i 13 grudnia ankietę wśród pracowników, by zweryfikować liczbę członków zakładowej "S". Wynika z nich, że na 378 osób, które wypełniły karty, 6 osób zadeklarowało przynależność do związku.
Frito Lay zwolniło Zagrajka i złożyło do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przez niego przestępstwa. Firma zarzuciła mu m.in., że podawał nieprawdziwą liczbę członków związku (171) i dzięki temu wyłudził z firmy co najmniej 7 tys. zł.
Zagrajek tłumaczył PAP, że związek ma prawo do utajnienia nazwisk członków. Według niego, "ankieta tylko teoretycznie była dobrowolna"; poradził więc związkowcom, aby nie przyznawali się do członkostwa. Zagrajek uważa, że zwolniono go, bo "nagłośnił on sprawę molestowania we Frito Lay". (Proces w sprawie molestowania seksualnego pracownic fabryki chipsów toczy się od sierpnia przed grodziskim sądem).
Helsińska Fundacja Praw Człowieka złożyła doniesienie do prokuratury zawiadomienie o nieprawidłowościach podczas przeprowadzenia anonimowej ankiety.