Po raz kolejny okres przedwyborczy okazał się najlepszym momentem do składania żądań płacowych. Tym razem swoje ugrali urzędnicy skarbowi. Wystarczyło postraszyć demonstracją przed kancelarią premiera Jarosława Kaczyńskiego, a podwyżki od razu zostały obiecane. Średnio po 245 zł brutto na osobę.
— Nie są to w pełni satysfakcjonujące podwyżki, ale w pewnym stopniu nas zadowalają. Lepszy rydz niż nic. Rezygnujemy więc z pikiety pod gmachem kancelarii premiera, która miała odbyć się 16 października — komentuje Tomasz Ludwiński, szef NSZZ Solidarność Pracowników Skarbowych.
Znalezione 205 mln zł
Skarbowcy od kilku miesięcy domagali się podwyżek zarobków (obecnie średnie miesięczne wynagrodzenie to 3,2 tys. zł brutto). Argumentowali, że wiele grup zawodowych sektora publicznego dostaje podwyżki, a oni od kilku lat muszą obejść się smakiem, choć spada na skarbówkę coraz więcej obowiązków. Jednak te prośby nie trafiały do ich szefowej — wicepremier i minister finansów Zyty Gilowskiej. Konsekwentnie nie przyjmowała ich do wiadomości. Związkowcy nie konkretyzowali wysokości oczekiwanych podwyżek, licząc na ich ustalenie na satysfakcjonujacym poziomie w trakcie negocjacji z szefem rządu. Nieoficjalnie mówili, że liczą na podwyżki rzędu 1-1,5 tys. zł.
Jednak premier nie przystąpił do negocjacji. Wtedy zagrozili akcją protestacyjną przed kancelarią szefa rządu. 16 października. I czekali na reakcję rządu, licząc na skuteczność szantażu tuż przed wyborami.
Mieli rację. Rząd zgodził się na podwyżki. Marian Banaś, wiceminister finansów podczas spotkania z Tomaszem Ludwińskim, szefem fiskalnej „S”, zapewnił, że w projekcie ustawy budżetowej na 2008 r. uwzględniono wzrost kwoty bazowej o 2,3 proc. To nie koniec.
— Problem niskich wynagrodzeń był i jest troską również pani premier i gdy tylko pojawiła się taka możliwość, zaakceptowała mój wniosek o przeznaczenie dodatkowej kwoty 205 mln zł na podwyższenie uposażeń i wynagrodzeń pracowników izb oraz urzędów skarbowych i celnych. Rezultatem uzyskania tej dodatkowej kwoty będzie wzrost przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia o blisko 245 zł brutto — informuje Marian Banaś.
To zapewni rządowi spokój ze strony skarbowców.
— Okres przedwyborczy znowu okazał się dobrym momentem dla zorganizowanej grupy zawodowej opłacanej z budżetu na wymuszenie na rządzie podwyżek płac. Albo więc te podwyżki im się należały, albo rząd kupił sobie spokój przed wyborami — komentuje Andrzej Sadowski, wiceszef Centrum im. Adama Smitha.
Wcale nie jest jednak powiedziane, że skarbówka odniosła wielki sukces. Być może dostała to, co miała już i tak obiecane.
— Obie podwyżki oznaczają wzrost wynagrodzeń o ponad 9 proc. — oblicza Marian Banaś.
To oznaczałoby mniej więcej tyle samo, ile obiecał budżetówce pod koniec sierpnia premier. Oto bowiem płace mają wzrosnąć w 2008 r. o 9,3 proc. wobec 2007 r. Tak zakłada porozumienie zawarte między Jarosławem Kaczyńskim a szefem Solidarności.
Celnicy walczą dalej
Takie same podwyżki, jak skarbowcy, mają obiecane celnicy. Ci jednak żądają więcej, bo po 1,5 tys. zł na osobę. Wczoraj rozpoczęli uderzający niestety w przedsiębiorców strajk włoski, polegający na przesadnie skrupulatnym wykonywaniu wszelkich czynności oraz wydłużaniu procedur.
— My nie ustąpimy tak jak skarbowcy. Będziemy protestować aż do skutku, czyli do uzyskania satysfakcjonujących nas podwyżek — stawia sprawę na ostrzu noża Iwona Fołta, szefowa Federacji Związków Zawodowych Służby Celnej.
Co ciekawe, celnicy nie planują protestu przed kancelarią premiera.
— Taka pikieta nie przyniosłaby i tak żadnego rezultatu — tak uważa Iwona Fołta.
Pewnie innego zdania są skarbowcy...
Jarosław Królak, [email protected]