Sadownicy są skazani na ekspansję

Michalina SzczepańskaMichalina Szczepańska
opublikowano: 2016-09-29 22:00

Producenci jabłek nie mają co liczyć na zniesienie embarga. Muszą szukać innych odbiorców — uważa MSZ.

Producenci jabłek i powiązane z nimi firmy są w finansowej zapaści, a tegoroczne ceny — jeszcze niższe niż ubiegłoroczne — ich dobijają. Z tego powodu wyszli na ulicę, a jednym z postulatów strajku sprzed dwóch tygodni było ponowne otwarcie rynku rosyjskiego, bo to oni — jak tłumaczą — są ofiarą sankcji. Resort spraw zagranicznych właśnie odpowiedział na postulaty sadowników.

NIE DRZWIAMI, TO OKNEM:
NIE DRZWIAMI, TO OKNEM:
W pierwszych miesiącach po wprowadzeniu rosyjskiego embarga na żywność, w tym jabłka, znacznie wzrosła ich sprzedaż do Rosji w przetworzonej formie dozwolonego jabłkowego koncentratu. Teraz pojawia się kolejna opcja — produkowania na miejscu.
Bloomberg

Podkreśla, że to nie sankcje „mające na celu powstrzymanie agresywnejpolityki, lecz ograniczenia handlowe wprowadzone bez uzasadnienia przez Moskwę” są przyczyną problemów polskich sadowników. Nie pozostawia złudzeń: nic się nie zmieni.

„Ministerstwo Spraw Zagranicznych uważa, że obecnie sprawą najważniejszą jest kontynuowanie dalszych działań na rzecz znalezienia rynków alternatywnych dla eksportu polskich jabłek i innych owoców” — czytamy w piśmie w przesłanym do Związku Sadowników RP.

Resort podkreśla, że dzięki zaangażowaniu ministerstw, ambasad, ale też producentów spadek dostaw na rynek rosyjski został zrekompensowany w 2014 r. (czyli w roku wprowadzenia embarga) dostawami do innych odbiorców.

Najmocniej wzrosły dostawy do Francji, Wielkiej Brytanii i Algierii, a z bardziej egzotycznych rynków — do Hongkongu. Sadownicy powtarzają jednak jak mantrę: sęk w tym, że Rosja była nie tylko największym odbiorcą naszych jabłek, ale kupowała odmiany, które nie są powszechnie akceptowane w krajach Europy Zachodniej.