Sam podatek nie jest zły, ale warto go dopracować

Andrzej Mikosz
opublikowano: 2003-09-15 00:00

Wprowadzenie podatku od dochodów kapitałowych osiąganych od sprzedaży akcji i obligacji niewątpliwie jest krokiem w kierunku ujednolicenia zasad opodatkowania wszelkich dochodów. Jako takie nie powinno być z zasady źle oceniane. Oczywiście jeżeli uznajemy, że dochód osobisty (z pracy lub z oszczędności) jest moralnie dopuszczalnym przedmiotem opodatkowania. Ale „w szczegółach jednak diabeł gości…”

A tych szczegółów jest co najmniej kilka: niedokończona prywatyzacja, rachunek korzyści i strat związanych z bardzo prawdopodobnym obniżeniem popytu na akcje prywatyzowanych spółek spowodowane skomplikowanymi rozliczeniami podatku i przygotowanie domów maklerskich do generowania informacji, pozwalającej na obliczenie podatku dochodowego.

Prawdą jest to, że ustawodawca nie wprowadza nowego podatku, lecz likwiduje ulgę. Jest jednak co najmniej widoczne, że ustawodawca nie przemyślał wszystkich skutków. Zakończenie wakacji podatkowych i nałożenie na inwestorów obowiązku samodzielnego obliczania podatku może spowodować, że dla wielu graczy inwestowanie czy spekulowanie na giełdzie stanie się dużo droższe i być może nie warte ryzyka. Wyobraźmy sobie spekulanta, który w jednym miesiącu zarobił dużo. Ma na 20 kolejnego miesiąca zapłacić podatek. Jako spekulant zajmuje jakąś pozycję na rynku, ale tym razem nie trafia. Traci. W dniu, w którym przychodzi do płacenia, tak naprawdę ma mniej, niż miał przed pierwszą, zyskowną inwestycją. Ale podatek zapłacić trzeba… To może lepiej nie podejmować ryzyka?…

W ten sposób najprawdopodobniej fiskus wyleje dziecko z kąpielą. Dążąc do ujednolicenia zasad opodatkowania dochodów albo całkiem zlikwiduje jedno z ich źródeł, albo przynajmniej mocno wystraszy tych, którzy swoimi spekulacjami na giełdzie zapewniają jakąkolwiek jej płynność.