Sam tego chciałeś...

Jacek Zalewski
30-05-2005, 00:00

... Grzegorzu Dyndało. Pognębiony bohater XVII-wiecznej Molierowskiej komedii intrygi pozostaje klasycznym symbolem kogoś, kto „ma za swoje”. Trudno nie uważać za współczesnego Dyndałę prezydenta Jacquesa Chiraca — w kontekście francuskiego referendum ratyfikującego Konstytucję dla Europy.

W tym miejscu konieczne jest zastrzeżenie. Otóż niniejszy komentarz pisany był jeszcze przed zamknięciem wczoraj o godz. 22 lokali referendalnych we Francji. Siła wyższa — po prostu w niedzielę druk naszego biznesowego dziennika rusza wcześniej. Czytelnik ma więc nad autorem tego tekstu ogromną przewagę, albowiem w poniedziałek rano wyniki głosowania są już pewne. Autor mógł opierać się tylko na ostatnich sondażach przedreferendalnych oraz na wieściach nadchodzących z Francji przez cały dzień. Z tych sygnałów wychodziła przewaga głosów NON nad OUI.

Wielki znak zapytania nad ratyfikacją Konstytucji dla Europy zawisł już 29 października 2004 r., podczas uroczystego podpisywania traktatu na rzymskim Kapitolu. Szefowie państw i rządów wyjątkowo mało — jak na szczyt Unii Europejskiej — się wówczas uśmiechali. Dominował raczej frasunek, czy opasłe tomisko nie trafi do muzeum. Padały propozycje ratyfikacji „kaskadowej”, poczynając od państw o największym poparciu dla Konstytucji do tych najbardziej sceptycznych. Francja była powszechnie uważana za lidera i sama się tak tytułowała...

Zasadne są opinie, iż Francuzi wczoraj głosowali nie nad Konstytucją — chociaż każdy wyborca otrzymał jej egzemplarz — lecz że uczestniczyli w plebiscycie popularności prezydenta i rządu. To tylko część prawdy. Przede wszystkim było to zaległe referendum w sprawie rozszerzenia Unii Europejskiej! Tak to czkawką odbija się asymetria — społeczeństwa nowej dziesiątki członkowskiej akceptowały akcesję do UE, natomiast obywateli starej piętnastki nikt o zdanie nie pytał, bo w ich imieniu zgodę wyrazili politycy. Przecież odstraszająca Francuzów perspektywa przenoszenia produkcji do krajów o niższych podatkach czy też mityczny najazd „polskich hydraulików” nie mają nic wspólnego z samą Konstytucją, natomiast z rozszerzeniem UE — jak najbardziej.

Niechęć Francuzów datuje się co najmniej od przemiany Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej w Unię Europejską w roku 1992 — przecież unijny traktat założycielski z Maastricht ratyfikowali ledwie, ledwie. Paradoks polega na tym, iż wspólnoty nie lubią, natomiast kierować nią uwielbiają! Od czasów Roberta Schumana dumna Francja mianowała sama siebie przewodnikiem europejskiego stada, co tak jaskrawo wyszło właśnie w procesie tworzenia Konstytucji. Personifikacją takiej postawy jest rzadko spotykany nawet w klasie politycznej narcyzm Jacquesa Chiraca.

Jakie mogą być konsekwencje odrzucenia Konstytucji dla Europy? Formalnie — żadne! Obowiązują przecież dotychczasowe unijne traktaty, po raz ostatni znowelizowane w Nicei w grudniu 2000 r. Gdyby ktoś miał wątpliwości, Traktat Nicejski jest oczywiście tworem francuskim. Według pyszniącego się po jego przyjęciu prezydenta Chiraca — to nowoczesny dokument stanowiący impuls rozwojowy UE, odpowiadający na wyzwania związane z jej rozszerzeniem o kolejne państwa, dobrze organizujący wspólnotę do podjęcia globalnej rywalizacji, etc. etc.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Sam tego chciałeś...