Sanacja uratowała Yamo

opublikowano: 09-07-2019, 22:00

Prawo Spółka z branży komputerowej przetrwa dzięki restrukturyzacji. Układ poparli niemal wszyscy wierzyciele

Kiedy pod koniec ubiegłego roku pytaliśmy przedstawicieli spółek zajmujących się restrukturyzacją firm o naprawy, które zakończyły się sukcesem, trudno im było podać choćby jeden oczywisty przykład. Takim przypadkiem pochwaliła się właśnie spółka PMR Restrukturyzacje, która była zarządcą w sanacji firmy Yamo, dystrybuującej sprzęt komputerowy i oprogramowanie.

Sukces sanacji Yamo może być przykładem dla wielu przedsiębiorców,
którzy nie wiedzą o istnieniu narzędzi restrukturyzacyjnych. Czekają, aż
problemy same się rozwiążą, co często prowadzi do upadłości — mówi Małgorzata
Anisimowicz, prezes PMR Restrukturyzacje.
Zobacz więcej

WARTO SPRÓBOWAĆ:

Sukces sanacji Yamo może być przykładem dla wielu przedsiębiorców, którzy nie wiedzą o istnieniu narzędzi restrukturyzacyjnych. Czekają, aż problemy same się rozwiążą, co często prowadzi do upadłości — mówi Małgorzata Anisimowicz, prezes PMR Restrukturyzacje. Fot. Grzegorz Styczyński

Yamo działa na polskim rynku od 25 lat. Firma zaczynała z niewielkim wkładem własnym i ogromnym entuzjazmem. Najpierw sprzedawała sprzęt komputerowy, potem zmieniła profil na dystrybucję. Powodziło jej się. Jej roczny obrót sięgał 30 mln EUR. Jednak kryzys w branży komputerowej spowodował, że wpadła w kłopoty finansowe. Zadłużenie wyniosło kilka mln zł. Firma postanowiła skorzystać z możliwości przetrwania, jaką daje prawo restrukturyzacyjne.

We wrześniu 2016 r. wydział gospodarczy Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Fabrycznej otworzył postępowanie sanacyjne Yamo. Zarządcą została kancelaria PMR Restrukturyzacje. Spis wierzytelności zatwierdzono we wrześniu 2017 r., a głosowanie nad układem odbyło się pod koniec 2018 r. Proces trwał więc niecałe trzy lata. Układ przyjęty na zgromadzeniu wierzycieli pod koniec 2018 r. Sąd Rejonowy dla Wrocławia-Fabrycznej zatwierdził w czerwcu. Nie znamy jego szczegółów.

Wiadomo jednak, że zawarte w nim propozycje są ściśle związane z wynikami spółki. Zapewnia on wierzycielom regulowanie należnych im spłat w zależności od poziomu obrotów i przychodów, jakie będzie w stanie osiągać spółka. Warto wspomnieć, że w ostatecznym głosowaniu, w którym wymagana jest zgoda wierzycieli reprezentujących dwie trzecie sumy wierzytelności, prawie wszyscy opowiedzieli się za przyjęciem układu (100 proc. wierzycieli z grupy I i IV, 87,33 proc. z grupy II i 96,34 proc. z grupy III).

— Tak wysokie poparcie pokazuje dużą świadomość wierzycieli, że alternatywą skutecznej restrukturyzacji jest upadłość, która nie pozwoliłaby na zaspokojenie ich roszczeń w takim stopniu jak układ — mówi Małgorzata Anisimowicz, prezes PMR Restrukturyzacje. Jacek Mońko, prezes Yamo, nie żałuje, że trzy lata temu zdecydował o naprawie firmy.

— Wychodzimy z kłopotów, chociaż straciliśmy wielu dostawców, bo nie mieliśmy pieniędzy na zakupy. Odeszła też część klientów. Restrukturyzacja uchroniła nas jednak przed upadłością. Jesteśmy słabsi, ale najważniejsze, że przetrwaliśmy — mówi Jacek Mońko.

Niezbędne finansowanie

Łatwo jednak nie było. Zdaniem prezesa Yamo w trakcie restrukturyzacji szczególnie problematyczne okazało się to, że partnerzy biznesowi i finansowi traktowali spółkę tak, jakby była w upadłości.

— A przecież ich przychylność jest w takiej sytuacji kluczowa — mówi Jacek Mońko.

Większość partnerów biznesowych nie chciała udzielać kredytu kupieckiego, firma prawie za wszystko musiała płacić gotówką. Trudno rozmawiało się z bankami. Niełatwo było porozumieć się również z wierzycielami reprezentującymi instytucje państwowe.

— Jednak dla nich ważnym argumentem był fakt, że firma przez cały okres restrukturyzacji płaciła wysokie podatki — mówi Małgorzata Anisimowicz.

Najlepiej przebiegała współpraca z wierzycielami biznesowymi, z którymi firma kooperuje od lat. Równie kłopotliwy jak podejście wierzycieli do restrukturyzacji był dla Yamo brak możliwości finansowania bieżącej działalności. Jednak dzięki staraniom zarządcy udało się pozyskać finansowanie.

— To w dużej mierze zdecydowało o sukcesie restrukturyzacji. Poprawialiśmy płynność finansową poprzez uzyskanie kredytów kupieckich w zaprzyjaźnionych firmach i podpisanie umowy faktoringowej. Ten ostatni sposób był kosztowny, ale większość firm faktoringowych nie finansuje spółek w procesie restrukturyzacji — mówi prezes Yamo.

Ponadto spółka wyemitowała obligacje przez specjalistyczny fundusz inwestycyjny.

Siła sugestii

Firmom, które dopiero rozpoczynają restrukturyzację, Jacek Mońko radzi zadbać o dobrą komunikację z wierzycielami w jej trakcie. Bo to właśnie oni zdecydują, czy głosować za zaproponowanym układem, czy nie. Do takiej komunikacji należy się oczywiście rzetelnie przygotować, aby móc przedstawić wierzycielom aktualną sytuację spółki, jej możliwości generowania przychodów i symulację pokazującą możliwości spłaty wierzytelności w różnych opcjach. Warto w tym celu przygotować tzw. test prywatnego wierzyciela.

— Mimo że dokument formalnie bada możliwość udzielenia pomocy publicznej, to w przypadku Yamo posłużył też innym wierzycielom do oceny opłacalności propozycji układowych w ramach postępowania restrukturyzacyjnego — stawiając na drugiej szali upadłość. Wyniki głosowania pokazały, że przyjęcie układu jest znacznie bardziej korzystne — wspomina mecenas Marek Kochański z kancelarii FKK Fluder Klocek Kochański Adwokaci i Radcowie Prawni SKA, wspierającej Yamo w restrukturyzacji.

Co ważne, wierzyciele powinni być na bieżąco informowani przez zarząd spółki, przy wsparciu zarządcy restrukturyzacyjnego, o postępach sanacji.

— Trzeba rozmawiać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać, przekonując do swoich racji — radzi Jacek Mońko.

Dodaje, że warunkiem udanej restrukturyzacji jest też znalezienie dobrego doradcy restrukturyzacyjnego, który ma doświadczenie w postępowaniach tego typu i dysponuje zespołem fachowców, którzy są w stanie wesprzeć przedsiębiorcę.

Za wcześnie na oceny

Przykład Yamo pokazuje, że prawo restrukturyzacyjne działa i daje firmom szansę na przetrwanie. Wciąż jednak niewiele jest podobnych sukcesów. Co prawda, jak wynika z kwietniowego raportu spółki Zimmerman Filipiak Restrukturyzacja, zatwierdzeniem układu zakończyło się do tej pory 48 proc. wszystkich postępowań restrukturyzacyjnych, które znalazły finał przed sądem. W przypadku sanacji, najtrudniejszego postępowania, spośród 299 procesów układ został zawarty tylko w 35 przypadkach. Sęk jednak nie w tym, że pozytywnych finałów w ogóle nie ma, tylko w tym, że niemal w każdym przypadku proces nie przebiega zgodnie z planem, który został przewidziany w ustawie.

Restrukturyzacje trwają znacznie dłużej, niż przewidziano w przepisach. Często zdarza się też, że zarządcy chwytają się niestandardowych rozwiązań, żeby tylko spółkę choćby częściowo uratować. Ponadto, jak podkreśla Anna Pukszto, partner w kancelarii Dentons, o sukcesach trudno mówić także dlatego, że tak naprawdę mamy z nimi do czynienia, kiedy układ nie tylko zostanie przyjęty i zatwierdzony, ale przede wszystkim wykonany, a dłużnik z powodzeniem kontynuuje działalność. A okres wykonania układów zwykle jest kilkuletni, więc na kompleksową ocenę postępowań trzeba jeszcze poczekać.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy