Schroders: Rosja dużo groźniejsza od Grecji

Marek WierciszewskiMarek Wierciszewski
opublikowano: 2015-03-19 00:00

Zaognienie sytuacji na linii Rosja-Zachód to znacznie bardziej poważne zagrożenie dla globalnej gospodarki niż wyjście Grecji ze strefy euro, uważa Keith Wade z towarzystwa Schroders.

Odcięcie dostaw rosyjskiego gazu na Zachód jest realnym zagrożeniem, choć prawdopodobieństwo takiego scenariusza nie jest wysokie, powiedział Pb.pl Keith Wade, główny ekonomista towarzystwa Schroders.

Takie posunięcie, możliwe w wypadku dalszego zaostrzenia konfrontacji na linii Rosja-Zachód, oznaczałoby potężne uderzenie w rosyjską gospodarkę. Jednak o tym, że władze na Kremlu mogłyby się przed nim nie cofnąć, świadczą poprzednie ich posunięcia, w tym zwłaszcza aneksja Krymu.

— Scenariusz wstrzymania dostaw gazu oznaczałby szok naftowy w globalnej gospodarce i ponowne wejście strefy euro w recesję. Tymczasem Rosja, dla której bieżący rok i tak jest stracony, nie miałaby szans na wyjście ze stagflacji w dającej się przewidzieć przyszłości — powiedział Keith Wade.

Według prognoz towarzystwa Schroders, Rosję w tym roku czeka 5-procentowy spadek PKB przy jednoczesnym wzroście inflacji związanym z tym, że załamanie rubla z opóźnieniem przekłada się na poziom cen w kraju. Zdaniem specjalisty, by mówić o przełomie w rosyjskiej gospodarce, będzie potrzebne potwierdzenie, że zawieszenie broni na Ukrainie jest trwałe. Tymczasem poprawa relacji z Zachodem jest kluczem, by zatrzymany został odpływ międzynarodowego kapitału. Niezależnie od sytuacji na perspektywach gospodarki nie przestanie ciążyć sytuacja rynku ropy.

— Rynek ropy odbije się od dna dopiero w pierwszej połowie przyszłego roku. Potrzebne do tego są cięcia produkcji w USA. Nie będzie o nie łatwo, bo kiedy już wykona się odwiert, opłaca się go wykorzystywać.

Tymczasem Arabia Saudyjska nie zamierza ciąć wydobycia — powiedział Keith Wade. Znacznie lepiej globalna gospodarka przygotowana jest na ryzyko wyjścia Grecji ze strefy euro, ocenia specjalista. To dlatego, że europejskie instytucje finansowe naprawiły swoje bilanse, a gospodarkę unii walutowej chroni program skupu aktywów przez EBC. Mimo to sytuacja jest niepokojąca, bo język obu stron zmienił się na bardziej konfrontacyjny, a to oznacza, że o osiągnięcie porozumienia będzie trudniej.

— Wciąż wierzę, że dojdzie do porozumienia, jednak rozbieżności między oboma stronami się pogłębiają, a na rozmowach zaczyna ciążyć brak zaufania. Europejscy partnerzy nie mogą być pewni, że Grecja wywiąże się ze swoich zobowiązań — powiedział Keith Wade.

Specjalista Schroders pozytywnie ocenia perspektywy globalnych rynków akcji, w tym zwłaszcza rynków europejskich i japońskiego. Gorzej powinna sobie radzić w jego ocenie Wall Street, gdzie wyceny są wyśrubowane oraz rynki wschodzące, na perspektywach których ciąży słaba kondycja gospodarki chińskiej. Właśnie z tego powodu pod presją pozostaną rynki surowcowe, przynajmniej dopóki nie dojdzie do dostosowania po stronie podaży. Nadal słabo spisywać powinny się waluty „surowcowe”: dolar australijski oraz korona norweska.

— Australijski bank centralny będzie dalej obniżał stopy procentowe, choć trzeba przyznać, że przy stopach obowiązujących w innych krajach wciąż są one bardzo atrakcyjne dla inwestorów. Tymczasem notowania korony mają szanse zacząć odbijać się dopiero wraz z pierwszymi sygnałami ograniczenia produkcji ropy na świecie — ocenił Keith Wade.

Tymczasem wraz z poprawą sytuacji w strefie euro pojawia się szansa na osłabienie uważanego za bezpieczną walutę franka. Do ponownego skoku notowań franka mogłoby wprawdzie dojść w razie zaostrzenia kryzysu w Rosji. Jednak w takim wypadku szwajcarski bank centralny mógłby przeciwdziałać napływom kapitału, dalej obniżając i tak już ujemne stopy procentowe. Pole do zejścia do parytetu (1,0) mają tymczasem notowania euro do dolara. Sytuacja na tej parze w najbliższych tygodniach będzie zależała głównie od tego, czy w czerwcu Fed zdecyduje się na podwyżkę stóp procentowych.