Ściąć, przewieźć i obrobić

Jan Kaliński
opublikowano: 25-04-2006, 00:00

Maszyny ścinające wypierają tradycyjne piły spalinowe. To na świecie. W Polsce mechanizacja wciąż jest bardzo słaba.

Piły spalinowe. Nadal są głównym narzędziem do pozyskiwania dre-wna. Ale w tym procesie wykorzystywane są również inne specjalistyczne maszyny. Zapotrzebowanie na nie nakręca rynek. Efekty są już widoczne. Polski rynek związany z branżą przemysłu drzewnego rozwija się lepiej niż w poprzedniej dekadzie.

— Wzrosła liczba tartaków, a wraz z nimi zapotrzebowanie na specjalistyczne urządzenia. W większości pochodzą one z rynku wtórnego — ceny nowych maszyn są wysokie. Urządzenia sprowadzane są z Niemiec i Austrii. Tam uważane za wyeksploatowane, u nas wciąż są atrakcyjnym towarem. Przy okazji — brawa dla polskich mechaników, którzy doskonale radzą sobie z naprawami — mówi Anna Bator z tartaku Bator.

Prace ręczne

Na terenie lasów państwowych mogą pracować sprywatyzowane ZUL-e — Zakłady Usług Leśnych. Większość z nich to małe przedsiębiorstwa, które nie mogą sobie pozwolić na drogie urządzenia. Cena nowego harvestera — urządzenia do automatycznego ścinania drzew — to 350 tys. EUR, forwarder — służący do zrywki, czyli wywozu ściętego drewna do najbliższej drogi — kosztuje 200 tys. EUR. Trudno się dziwić, że popyt na maszyny używane, których koszt waha się w granicach 20-50 tys. EUR, jest dużo większy.

— Rocznie uzyskuje się w naszym kraju około 30 mln m sześc. drewna. Blisko 100 proc. tej masy jest pozyskiwane metodą ręczną, czyli pilarką spalinową. Liczba specjalistycznych, wielooperacyjnych maszyn do ścinania drzew — harvesterów — sięga zaledwie dwudziestu kilku sztuk. I tylko parę z nich to maszyny względnie nowe. Roczna wydajność jednego harvestera wynosi 20-40 tys. m sześc. drewna. Należy tu dodać, że udział procentowy ścinki mechanicznej w Skandynawii przekracza 90 proc., a nasi najbliżsi sąsiedzi (Niemcy, Czechy, kraje bałtyckie) osiągają wskaźniki kilkudziesięcioprocentowe. W Polsce to jakieś 2 proc. — opowiada Piotr Miszczuk, dyrektor techniczny w Agrex Arcon.

Stan mechanizacji pozyskania drewna jest w Polsce najniższy w całej Unii Europejskiej.

Metodyczne cięcie

Ścięte drzewa trzeba przetransportować do tartaku. Tu zwykle przydaje się popularny ciągnik Ursus. Ale nierzadko jeszcze można spotkać zakłady, w których wciąż pracują... konie.

— Dominujący model pozyskania drewna w Polsce to: ścinka, okrzesanie i przerzynka — ręcznie, za pomocą pilarki spalinowej. Następnie zrywka — przeważnie rolniczym ciągnikiem z wciągarką lub przyczepą. Zdarza się, że w lasach można spotkać jeszcze konie — twierdzi Piotr Miszczuk.

Można wyróżnić dwie techniki pozyskania drewna. Pierwsza to metoda full tree, czyli drewna długiego — najpopularniejsza w Polsce, w Europie już rzadko spotykana. Pilarz sam odcina gałęzie i czub, następnie kłoda przetransportowywana jest do tartaku, gdzie następuje jej rozkrajanie.

— Rośnie popularność traków taśmowych. Są tańsze od pionowych i nie potrzebują solidnych, drogich fundamentów. Można na nich przecinać kłody o dużych średnicach, co nie zawsze jest możliwe w przypadku traków pionowych. Taśmówki często zamawiane są u polskich producentów. Nieduże, ale dobrze prosperujące tartaki z trakiem pionowym decydują się na zakup taśmówki, aby zwiększyć swoje możliwości produkcyjne i usługowe — przyznaje Anna Bator.

Drugą metodą pozyskania drewna jest cut to lenght (CTL), czyli drewna kłodowanego. W tym przypadku odbiorca zamawia kłodę o konkretnych wymiarach. Harvester ścina, okrzesuje i rozkraja drewno na kłody o odpowiednich parametrach. Forwarder przetransportowuje je do miejsca wywozu. Surowca nie ciągnie się po ziemi. Metoda ta jest powszechnie stosowana w Skandynawii.

Gdy drewno dotrze już do tartaku, musi zostać wysuszone. Małe przedsiębiorstwa radzą z tym sobie w różny sposób.

— Suszarnie do drewna najczęściej kupowane są na rynku wtórnym lub wykonywane metodą chałupniczą. Przeważnie nie spełniają norm związanych z procesem suszenia drewna (procent wilgotności, cyrkulacja powietrza itp.), ale i tak są przydatne. Inwestowanie w nowoczesną suszarnię jest kosztowne (200 tys. zł), a pieniądze nie zwracają się szybko. Jednak coraz więcej indywidualnych klientów i firm poszukuje suszonej tarcicy — tłumaczy Anna Bator.

Pełna automatyzacja

Mechanizacja polskiego przemysłu drzewnego postępuje opornie. Jednak zapotrzebowanie na nowoczesne maszyny będzie rosło. Nowe technologie powoli zastąpią tradycyjne.

— Nie ma żadnych problemów z zaopatrzeniem w maszyny i urządzenia, jedyną barierą jest cena — zapewnia Anna Bator.

Potencjał polskiego rynku jest duży, wszyscy wielcy producenci są obecni w Polsce. Koszty pozyskania 1 m sześc. metodą ręczną i maszynową zbliżają się do siebie.

— Ewolucja w budowie maszyn zmierza w stronę poprawy wydajności i komfortu pracy. Skandynawscy projektanci pracują nad maszynami „bez operatora”. Pomysł wszczepiania elektronicznego „chipa” w sadzonkę drzew umożliwi w przyszłości automatyczne namierzenie i identyfikację drzew, a tym samym dokonanie ścinki i zrywki maszynami bez operatora. Świat nas przegonił, w Polsce metoda CTL dopiero raczkuje — podsumowuje Piotr Miszczuk.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jan Kaliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu