Celem MBA nie jest mnożenie wiedzy, ale zwiększenie szans na życiowy i zawodowy sukces.
Aby przetrwać we współczesnym świecie, trzeba się uczyć, oduczać i uczyć na nowo — przekonuje znany futurolog Alvin Toffler. Wiele jest osób, które z takim nastawieniem podjęły studia Master of Business Administration. Nie chcą odcinać kuponów od swoich dotychczasowych osiągnięć. Są ciekawe świata i głodne nowości. Wciąż podwyższają sobie poprzeczkę wymagań. A program MBA — mniejsza o to, czy polski, czy zagraniczny, najważniejsze, że dobry — pomaga im sięgać po niemożliwe.
Ludzie na ogół trzymają się wydeptanych ścieżek, utartych sposobów myślenia i działania. Tyle że metody, które sprawdzały się wczoraj, niekoniecznie pomagają rozwiązywać problemy biznesu dzisiaj. Czas pójść drogą mniej uczęszczaną. Studia MBA mogą nam w tym pomóc.
Wybór własnej drogi
Piotr Biernacki, consultant w Roland Berger Strategy Consultants, skończył London Business School
- Nawet osoby po studiach i z kilkuletnim doświadczeniem zawodowym nie zawsze wiedzą, co tak naprawdę chciałyby w życiu robić. Studia MBA pomagają odkryć zawód czy ścieżkę kariery, która najbardziej odpowiada naszym predyspozycjom, oraz otwierają drzwi do realizacji wybranej drogi. Dużo dają rozmowy z koleżankam i kolegami, którzy pracowali w danej branży. Reprezentują oni różne profesje — są wśród nich finansiści, prawnicy, doradcy personalni, ludzie mediów, reklamy, PR. Ja spotkałem również lekarzy, żołnierza, marynarza, dziewczynę z MTV i chłopaka z Ferrarii. Ponadto w klubach studenckich odbywają się spotkania z absolwentami, którzy od kilka lat pracują w bankowości albo konsultingu. Dzielą się oni swoimi przemyśleniami. Co więcej — już po pierwszym roku studenci odbywają praktyki w firmach. Dzięki temu mogą sprawdzić, co znaczy być bankierem inwestycyjnym albo specjalistą od marketingu na przykład w Procter & Gamble. Najlepsze szkoły przyciągają najlepsze koncerny. Przedstawiciele pracodawców przyjeżdżają na kampusy, urządzają różnego typu eventy, organizują prezentacje. Wszystko po to, by przyciągnąć najlepszych studentów. Na szczęście do interview zostałem dobrze przygotowany. Pamiętam, jak byłem zaskoczony, kiedy już podczas pierwszych dni w Londynie mieliśmy warsztaty dotyczące CV oraz rozmowy kwalifikacyjnej. Dwa tygodnie później nasze CV zostały sprawdzone przez zewnętrzną firmę rekrutacyjną i odbyliśmy próbne rozmowy kwalifikacyjne z prawdziwymi head- -hunterami. Kolejna rzecz, którą daje MBA, to networking. Nikomu nie trzeba tłumaczyć, że kontakty są w biznesie sprawą kluczową. Na moim roku byli ludzie z 27 krajów świata, między innymi Chińczyk, Hindus, Japończyk, Kanadyjka i Amerykanin. Znajomości trzeba pielęgnować, a wcześniej czy później to zaprocentuje.
Praktyka górą
Cezary Smorszczewski, wiceprezes PKN Orlen, ma tytuł MBA Business University of Chicago
- Dobry menedżer to ten, który ma wiedzę i umiejętności z różnych dziedzin. Ja miałem wykształcenie prawnicze i techniczne, brakowało mi przygotowania finansowego. Dlatego doszedłem do bariery w rozwoju. Aby ją pokonać, postanowiłem zrobić MBA. Co mi dały te studia? Skróciły moją krzywą uczenia się biznesu. Podkreślam: biznesu, a nie regułek czy teorii. Europejskim uczelniom ciągle jeszcze trudno zerwać z akademickim podejściem. Szkoły amerykańskie, takie jak Harvard, Kellog czy Chicago, znane są z tego, że kładą nacisk na aspekt praktyczny. Wykładają w nich wybitnej klasy specjaliści, którzy współpracują z wielkimi koncernami. Ich doświadczenie zawodowe znaczy więcej niż wszystkie tytuły i stopnie naukowe razem wzięte. Istotą programów MBA jest uczenie się na tzw. case’ach, czyli analizowanie konkretnych przypadków z ostatnich lat. Chodzi o rozwiązywanie problemów, z którymi musieli zmierzyć się prezesi największych firm na świecie. Studenci pracują w grupach. Biorąc pod uwagę, że są to zespoły wielokulturowe, padają najróżniejsze pomysły. Dzisiaj interesy mają charakter międzynarodowy. Dobrze więc wiedzieć, jak z kryzysem w korporacji poradziłby sobie Brytyjczyk, a jak w identycznej sytuacji postąpiłby Japończyk, Brazylijczyk, Szwajcar albo Włoch. To bardzo wzbogacające ćwiczenie. W dobie globalizacji niezbędne. Pozwala przełamać własną hermetyczność, poszerza horyzonty. Pokazuje, że aby odnieść sukces w biznesie, warto wziąć pod uwagę najróżniejsze punkty widzenia.
Człowiek orkiestra
Anna Królak, dyrektor The Top Careers Club, absolwentka Wyższej Szkoły Zarządzania/The Polish Open University w Warszawie
- Często pada pytanie, czy pieniądze zainwestowane w MBA się zwracają. Ale to nie jest tak, że dostaję dyplom i mogę już nic nie robić, a wszystko samo staje się w moim życiu — biją się o mnie head-hunterzy, a firmy oferują bajońskie stawki. Tego typu podejście jest pomyłką. Zwłaszcza teraz, kiedy ten tytuł ma coraz więcej osób. To tak jakby uważać, że o zdobyciu dobrej posady decyduje tylko i wyłącznie świetna prezencja albo to, że doskonale znam dwa języki obce. Każdy z tych czynników jest ważny, ale żaden nie przesądza o sukcesie. Wprawdzie odkąd zrobiłam Master of Business Administration, otrzymuję więcej ofert od pracodawców, ale nie łączę tego z żadnym papierkiem. Jest to raczej efekt uboczny rozwoju i zmiany, która dokonała się we mnie niepostrzeżenie — między innymi w trakcie tych studiów, ale nie tylko. Szkołą życia i biznesu jest dla mnie także klub kariery, który prowadzę razem z Grzegorzem Turniakiem i Katarzyną Rudzką-Kowalską. Poznaję w nim profesjonalistów, menedżerów, którym mogę towarzyszyć i pomagać w różnych sytuacjach zawodowych. W ten sposób sama nabieram coraz większego doświadczenia. Dziś w biznesie ideałem jest człowiek orkiestra, a więc ten, kto łączy w swoim działaniu wiele wątków. Kto rozumie wszelkie aspekty i mechanizmy funkcjonowania przedsiębiorstwa: finansowe, marketingowe, ludzkie. Bo firma to całość, jeden żywy organizm. Program MBA pozwala wyjść poza wąską specjalizację, daje szerszą perspektywę. Uwalnia od schematycznego myślenia. Pomnaża nasz potencjał. To studia dla ludzi ciekawych świata, gotowych na zmiany, elastycznych. Traktuję je jednak jako solidną podstawę, ważny etap w rozwoju — a nie jako punkt dojścia.