Skandynawski SEB (Skandinaviska Enskilden Banken) broni swojej oferty na akcje BOŚ. Szwedzki inwestor uważa, że cena na poziomie 73 zł za akcję jest atrakcyjna dla inwestorów i nie zgadza się z komentarzami polityków, którzy są przeciwnego zdania.
- Uważamy, że cena oferowana przez SEB jest wysoka, zważywszy na historię akcji na rynku i wobec wyników i perspektyw BOŚ – uważa Mats Kjaer, wiceprezes SEB ds. Bankowości w Europie Wschodniej.
- W momencie ogłoszenia wezwania, cena ta stanowiła 35-procentową premię w stosunku do średniej ceny zamknięcia akcji BOŚ na warszawskiej giełdzie z poprzednich trzech miesięcy. Oferowana cena jest 1.6 razy większa od wartości księgowej BOŚ z końca 2004 roku (wskaźnik C/WK) oraz 26 razy większa niż dochody z akcji osiągnięte w 2004 r (wskaźnik C/Z) – uzasadnia SEB w komunikacie.
12 września szwedzki bank wezwał do sprzedaży 6 mln 955 tys. 45 akcji Banku Ochrony Środowiska, stanowiących 52,69 proc. kapitału zakładowego i głosów na WZA, po 73 zł za akcję. Zapisy w wezwaniu rozpoczęły się 19 września i mają się zakończyć 14 października.
Grupa SEB jest głównym udziałowcem BOŚ i posiada obecnie 47,04 proc. akcji banku. Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚ) ma 44,35 proc. akcji banku, a właścicielami pozostałych są wojewódzkie fundusze ochrony środowiska i akcjonariusze indywidualni.
Kluczowe dla wezwania są decyzje Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i wojewódzkich funduszy, gdyż w obrocie wolnym jest mniej niż 3 proc. akcji BOŚ. Tu jednak szanse są niewielkie, gdyż szef resortu ochrony środowiska Tomasz Podgajniak nie wyda Narodowemu i Wojewódzkim Funduszom Ochrony Środowiska zgody na sprzedaż akcji polskiego banku. Minister w wypowiedzi dla Polsatu powiedział, że decyzję o sprzedaży BOŚ pozostawi swoim następcom. Stwierdził, że konsultował kwestię ewentualnej ceny z analitykami i uznał, że akcje banku można sprzedać za około 120 zł, a nie - jak proponuje SEB — po 73 zł. Uważa, że po tej cenie to narodowy fundusz może odkupić akcje od SEB .
Podgajniak poinformował, że wezwanie do sprzedaży akcji przez SEB jest analizowane, a wyniki analiz zostaną przekazane następnemu ministrowi ochrony środowiska.
- W obecnej sytuacji przed wyborami było to ogłoszenie niefortunne i poinformowaliśmy o tym szwedzkiego partnera – powiedział minister.
- Niektóre podnoszone kwoty przekraczają według nas obiektywnie uzasadniony poziom. Szanujemy prawo każdego z inwestorów do indywidualnej oceny czy oferta jest dla niego korzystna. Obawiamy się jednak, że z powodu braku wiarygodnej, niezależnej, dostępnej publicznie analizy warunków oferty, takie komentarze mogą celowo bądź nie zamierzenie wprowadzić rynek w błąd – komentuje takie wyceny SEB.
Według szwedzkiego inwestora, realizacja zadań związanych z ochroną środowiska, czy to zlecanych przez spółki państwowe, czy też prywatne, będzie możliwa tylko wówczas, gdy BOŚ pokaże, że jest najbardziej konkurencyjnym potencjalnym partnerem biznesowym w tego typu projektach. Aby tego dowieść, bank musi mieć dostęp do dodatkowego kapitału i środków, jak również do ponadprzeciętnego know-how w zakresie project finance.- Dopiero integracja banku z międzynarodową grupą SEB, może zapewnić mu dostęp do wszystkich niezbędnych zasobów – uważają Szwedzi.
Pod znakiem zapytania stoi też decyzja nowego rządu. Jeden z potencjalnych koalicjantów, Prawo i Sprawiedliwość opowiada się za utrzymaniem polskiej kontroli nad Bankiem Ochrony Środowiska. PiS zaapelował już do funduszy ochrony środowiska, aby nie odpowiadały na wezwanie SEB.
DA