Secesja w szkocką kratę

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 22-10-2012, 00:00

Bogata Szkocja może odłączyć się od Londynu i pójść własną ścieżką. Czy w drogę zabierze funta i członkostwo w UE?

Brytyjczycy od tygodnia zastanawiają się, czy Szkoci rzeczywiście odłączą się od Zjednoczonego Królestwa. Premier Wielkiej Brytanii i szef rządu Szkocji ustalili, że referendum niepodległościowe odbędzie się w 2014 r. Na razie sondaże sugerują, że szanse na rozłam są niewielkie. Najnowszy pokazywał, że secesję popiera 30 proc. Szkotów, a 54 proc. jest przeciwko. Władze Szkocji są jednak przekonane, że do referendum wszystko się zmieni.

— Tak jak całe życie wierzyłem w niepodległość Szkocji, tak teraz wierzę w wygraną w referendum — mówi Alex Salmond, szef szkockiego rządu.

Jak Nowa Zelandia

Władze w Edynburgu mają dwa lata na zorganizowanie skutecznej kampanii informacyjnej. Dysponują silnymi argumentami finansowymi. Jeśli Szkoci odłączą się od królestwa, wzbogacą się. Szkocja to region bogatszy niż reszta Wielkiej Brytanii. Choć mieszkańcyregionu (5,25 mln osób) stanowią 8,4 proc. populacji Królestwa, to wytwarzają 9,4 proc. jego PKB. Produkt brutto na mieszkańca wynosi w Szkocji 41,19 tys. USD wobec 36,44 proc. w całej Wielkiej Brytanii (dane za 2010 r.). Gdyby region stał się odrębnym krajem, jego gospodarka byłaby odzwierciedleniem Nowej Zelandii, Czech, Irlandii czy Portugalii. Struktura gospodarki szkockiej jest zdrowsza od brytyjskiej. Przemysł stanowi w Szkocji 11 proc. PKB, a sektor finansowy 9 proc. W Wielkiej Brytanii w obu przypadkach to 10 proc.

— Szkocka gospodarka może spokojnie funkcjonować samodzielnie, ma dość stabilne fundamenty. Rozłam na pewno nie spowodowałby recesji ani w tym regionie, ani w całej Wielkiej Brytanii — uważa Michael Suanders, ekonomista Citigroup z Londynu. Z ostatnią falą kryzysu Szkocja radzi sobie lepiej niż reszta Wielkiej Brytanii. W IV kwartale 2011 r. i w I kwartale 2012 r. (nowszych danych jeszcze nie ma) gospodarka regionu kurczyła się o 0,1 proc. kwartalnie. Brytyjski PKB spadał w tym czasie znacznie szybciej — o 0,3-04 proc.

— Szkocja weszła w techniczną recesję, głównie z powodu problemów sektora budowlanego. Jest ona jednak płytsza niż w przypadku Wielkiej Brytanii, gdzie gospodarka doświadcza wyraźnie drugiego dna kryzysu — twierdzi Gary Gillespie, główny ekonomista rządu Szkocji.

Naftowy argument

Co więcej, Szkocja ma też większe niż reszta kraju zasoby mineralne, zwłaszcza ropy naftowej. W regionie leży 92 proc. wszystkich złóż na terenie Wielkiej Brytanii.

— Obecnie przychody z wydobycia wynoszą 12 mld GBP i trafiają do budżetu centralnego w Londynie. Gdyby Szkocja uzyskała całkowitą niepodległość, przejęłaby prawdopodobnie to źródło dochodów. Stanowiłoby to wówczas 9 proc. PKB kraju — mówi Michael Saunders.

To oznacza, że szkockie finanse publiczne po rozłamie byłyby nawet zdrowsze niż teraz.

— Szkocja ma dość wysokie transfery socjalne. Przychody z ropy, gdyby jej cena pozostała na obecnym poziomie, pozwoliłyby utrzymać te wydatki i jednocześnie uzyskać niższy deficyt w finansach publicznych niż Wielka Brytania — podkreśla Michael Saunders.

Analitycy twierdzą, że jeśli te liczby będą przez dwa lata regularnie przedstawiane Szkotom, referendum może wskazać na secesję. Co by to oznaczało? Instytucjonalnie nie byłby to trudny proces, bo Szkocja już teraz ma ugruntowane struktury rządowe i parlamentarne. Większym dylematem może być kwestia waluty. Szkocja może zostać przy funcie, ale wtedy prawdopodobnie nie uzyska pełnej niepodległości. Brytyjczycy nie zgodzą się na utrzymanie jednej waluty bez unii fiskalnej.

— Wspólny system walutowy dla kilku krajów wymaga też wspólnej lub mocno skoordynowanej polityki fiskalnej. Przykład strefy euro pokazał to bardzo wyraźnie — zaznacza Michael Saunders.

Budowanie przez Szkotów własnej waluty, nowego banku centralnego i polityki pieniężnej będzie natomiast procesem skomplikowanym i obarczonym dużym ryzykiem dla gospodarki. Ponadto nie jest jasne, jaki byłby status niepodległej Szkocji w Unii Europejskiej. Rząd w Londynie nie widzi przeszkód, żeby nowy kraj stał się automatycznie 28. członkiem wspólnoty, jednak będą to prawdopodobnie blokować rządy Hiszpanii i Belgii. Taki precedens mógłby wzmocnić ruchy separatystyczne w ich krajach. Odłączenia od Hiszpanii domagają się władze Katalonii, a od Belgii — władze Flandrii. Oba regiony są bogatsze niż „kraje-matki”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu