Sędzia we własnej sprawie

Jacek Konikowski
10-03-2006, 00:00

Ta rozprawa wzbudziła sensację. Oto wymiar sprawiedliwości miał skazać sam siebie i zapłacić kilka milionów złotych za błędy. Komu? Niewielkiej firmie z Wrocławia.

Zapłacił? Nie. Zapłaci? Ech, byłby precedens.

Biskupin, dzielnica Wrocławia. Najdroższa dzielnica. Mieszkać w niej to splendor, posiadać ziemię — dobry interes. To tak na marginesie. Tu, w 1995 r. właściciele firmy Lambda, produkującej materiały eksploatacyjne do komputerów, nabyli — na komorniczej licytacji — budynki po upadłym przedsiębiorstwie państwowym.

Licytacja

— Trochę przez przypadek, bo o licytacji dowiedzieliśmy się godzinę wcześniej i prawie z marszu kupiliśmy tę działkę i budynki. Na raty — wspomina Jan Nowicki, współwłaściciel Lambdy.

Budynki? Zrujnowane baraki biurowe. Pierwsze, do czego się wzięli, to był ich remont — żeby choć wewnątrz przypominały firmę z prawdziwego zdarzenia. Poszło sporo pieniędzy.

Raty spłacili przed terminem (zależało im na wzięciu kredytu) i dostali tzw. przysądzenie. Minął rok i do firmy zapukały problemy.

— Pamiętam jak dziś. Policja z nakazem prokuratury, potem żądanie wydania dokumentów związanych z licytacją, zaskoczenie, niedowierzanie... — wspomina Nowicki.

Okazało się, że komornik — zamiast przekazywać raty za zakupioną przez Lambdę nieruchomość do WBK, któremu bankrut był winien kredyt — chował je do kieszeni.

Wspólnik Nowickiego natychmiast pojechał do Sądu Najwyższego (SN) w Warszawie. I znów zaskoczenie:

— Sąd Najwyższy stwierdził, że — mimo że nabyliśmy nieruchomość zgodnie z prawem, było przybicie i przysądzenie — to jednak musi unieważnić licytację — wspomina Nowicki.

Dlaczego?

Zapytaliśmy o to Sąd Najwyższy. W odpowiedzi otrzymaliśmy tylko kopię postanowienia. Wynika z niego, że podstawą rewizji nadzwyczajnej ministra sprawiedliwości w sprawie Lambdy były rażące błędy zarówno komornika prowadzącego licytację, jak i sędziego, który ją nadzorował. Sędzia zlecił sprawę nie temu komornikowi, któremu powinien, źle określił przedmiot sprzedaży, zapominając o użytkowaniu wieczystym, nie uczestniczył w samej licytacji i nie sprawdził czynności komornika, które powinny ją poprzedzać (ów komornik m.in. nie dokonał opisu i oszacowania nieruchomości i nie uzgodnił terminu licytacji z sądem). Sąd wydał postanowienie o przybiciu na posiedzeniu niejawnym, a do tego na podstawie kserokopii dokumentów, przedstawionych przez komornika. I najlepsze: sąd zasądził na rzecz nabywców własność nieruchomości, choć dłużnik był tylko jej użytkownikiem wieczystym.

Tym sędzią była Marianna K., przewodnicząca wydziału cywilnego Sądu Rejonowego Wrocław Krzyki. Specjalizowała się w licytacji upadłych przedsiębiorstw. SN unieważnił siedem jej postanowień, uznając, że wydała je z naruszeniem prawa.

Po katastrofie

Właścicele nieruchomości z dnia na dzień przestali nimi być, choć niczemu nie zawinili. Paradoks? Pierwszy w tej sprawie.

— Sąd Najwyższy wyjaśnił, że ubolewa z powodu tej sytuacji, ale możemy się sądzić o odszkodowanie — wspomina Jan Nowicki.

Licha pociecha, bo sądzenie się o cokolwiek z wymiarem sprawiedliwości to prawie jak kopanie się z koniem.

Właściciele Lambdy byli jednak optymistami. Wierząc, że mają wygraną sprawę i na odszkodowanie nie przyjdzie im długo czekać, postanowili raz jeszcze kupić tę samą nieruchomość — tym razem bez licytacji — od banku WBK (nieruchomość przeszła bowiem na własność banku po niespłaceniu kredytów przez poprzedniego właściciela).

— WBK nam pomógł, bo gdyby sprzedał tę działkę komu innemu, bylibyśmy „ugotowani”, bo nie mielibyśmy nic. A tak bank miał pieniądze, a my — działkę — mówi Nowicki.

— Syndyk też nam poszedł na rękę, choć wcześniej współpracował i z komornikiem, i z sędzią — wtrąca Irena Bartoszewicz, główna księgowa.

I choć dzisiaj nie muszą już martwić się o własność nieruchomości na Biskupinie, którą dwukrotnie kupili, mają inny problem: jak odzyskać to, co już raz zapłacili. Albo inaczej: jak zmusić wymiar sprawiedliwości do zadośćuczynienia za błędy sędziego? Bo o tym, że będą liderem na rynku, już nawet nie myślą. 10 lat temu mogli nim być, ale czasu i koniunktury cofnąć się nie da.

Kopanie się z koniem

Dalej wypadki potoczyły się w zaskakującym kierunku.

— Sąd Najwyższy poradził nam, żebyśmy zażądali od skarbu państwa odszkodowania za błędne wyroki — twierdzi Nowicki.

Łatwo powiedzieć. Żeby to zrobić, trzeba było wpierw doprowadzić do skazania winowajcy, czyli sędzi Marianny K. Tak stanowiło wówczas prawo. Udało się! W 2001 roku, po latach korowodów, w sprawie Marianny K. zapadł wyrok: pół roku więzienia „w zawiasach” na dwa lata — za niedopełnienie obowiązków. Wrocławski Sąd Okręgowy dołożył swoje: 99,5 tys. zł odszkodowania za błędne wyroki. Nie udało nam się porozmawiać z Marianną K. Dziś jest na rencie. Kilka lat temu wyprowadziła się z Wrocławia i zamieszkała w niewielkiej miejscowości pod Radomiem.

Skazanie sędzi otworzyło Lambdzie drogę do dochodzenia odszkodowania od skarbu państwa. Firma wystawiła Sądowi Rejonowemu we Wrocławiu (reprezentant skarbu państwa) wezwanie do zapłaty. Zbyte milczeniem.

— Sąd uznał, że nie ma szkody, utraconych korzyści — nie ma sprawy — twierdzi Jacek Bijas, adwokat Lambdy.

Nie było rady. 21 marca 2002 r. firma pozwała Sąd Okręgowy we Wrocławiu (reprezentujący skarb państwa) o odszkodowanie 3,6 mln zł (utracone zyski) wraz z odsetkami (od 1999 r.) za błędy sędzi z tegoż sądu.

Ciekawa sytuacja. Pozwany sąd zażądał oddalenia pozwu, kwestionując wysokość sumy. Dodajmy, że biegły sądowy (z tego samego sądu) wyliczył je nie na 3,6 mln, lecz na 5,2 mln zł.

Co więcej, w grudniu 2005 r. Sąd Okręgowy we Wrocławiu wydał wyrok niekorzystny dla siebie: przyznał Lambdzie odszkodowanie, o jakie wcześniej wystąpiła, czyli 3,6 mln, ale z niższymi odsetkami (od 2001 r.).

— Odsetki należały nam się od 1999 r. Poza tym, skoro sądowy biegły sam wycenił nasze straty na więcej niż my, to tego się trzymaliśmy — twierdzi Nowicki.

Obie strony wniosły apelacje. Pozwany (sąd) konsekwentnie domagał się oddalenia pozwu w całości, Lambda zaś twardo walczyła o swoje. Kolejna rozprawa odbyła się w lipcu 2005 r. W powietrzu wisiała sensacja: czy sąd utrzyma niekorzystny dla siebie wyrok w mocy? Jeżeli tak, będzie precedens, wymiar sprawiedliwości skaże samego siebie! Niestety, sędzia odrzucił apelację Lambdy w całości, choć przychylił się do wniosku o wyższe odsetki.

I znowu paradoks, bo sąd wydał wyrok „za, a nawet przeciw” Lambdzie.

— Sąd popełnił ewidentny błąd, bo oddalił naszą apelację w całości, a z drugiej strony uznał, że sąd pierwszej instancji pomylił się, nie przyznając nam wyższych odsetek — twierdzi Jacek Bijas.

Błąd, jak się okazuje, wcale nie jedyny. Dziwne, że rozprawa toczy się przed sądem okręgowym, który jednocześnie jest stroną pozwaną.

Szanujemy publiczne pieniądze i staramy się chronić skarb państwa przed odpowiedzialnością odszkodowawczą. Stąd jest nam szczególnie przykro, że z powodu działań byłego komornika i byłego sędziego skarb państwa został narażony na straty. W wypadku zasądzenia odszkodowania wypłacimy stosowną sumę z bieżących środków — taki jest wniosek z pisma Bogusława Tocickiego, sędziego Sądu Okręgowego we Wrocławiu do redakcji.

Światło w tunelu

Co dalej? Lambda walczy nadal. Niedawno złożyła skargę kasacyjną do SN.

— Obawialiśmy się, czy SN ją przyjmie, bo — tym samym — stworzyłby precedens. Odetchnęliśmy z ulgą, gdy dowiedzieliśmy się, że jednak nasza kasacja została przyjęta. Nieczęsto to się zdarza. Wniosek z tego, że orzecznictwo zmierza w kierunku europejskim: zwiększenia odpowiedzialności urzędników państwowych za swe błędy — twierdzi Bijas.

Dotychczas wśród orzeczeń sądów nie ma takich, które dotyczą samych sądów i sędziów — w sprawach o odszkodowanie.

Ale nie czas na szampana. SN może negatywnie rozpatrzyć kasację. Co wtedy?

— Pozostanie nam już tylko Trybunał Sprawiedliwości — zapowiada Nowicki.

I wiara.

Linia Sądu Najwyższego

Zbigniew Drzewiecki

kancelaria Drzewiecki, Tomaszek i Wspólnicy

Na sprawę odpowiedzialności skarbu państwa za błędy urzędników istotny wpływ miał wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 4 grudnia 2001 (sygn. akt: SK 18/2000) i będąca jego następstwem nowelizacja kodeksu cywilnego (weszła w życie 1 września 2004 r.). Ów wyrok uznał za niezgodny z konstytucją dawny artykuł 418 kodeksu cywilnego, ograniczający odpowiedzialność skarbu państwa za szkodę wyrządzoną przez funkcjonariusza — na skutek wydania zarządzenia lub orzeczenia — jedynie do sytuacji, kiedy wydanie orzeczenia lub zarządzenia było naruszeniem prawa ściganym karnie lub dyscyplinarnie, a winę sprawcy szkody udowodnił prawomocny wyrok karny lub orzeczenie dyscyplinarne. Ponadto wyrok trybunału nakazał odpowiednio interpretować ówczesny art. 417:

owa interpretacja miała polegać na rozumieniu tego przepisu, jako przewidującego odpowiedzialność skarbu państwa za niezgodne z prawem działania funkcjonariuszy. W orzeczeniach Sądu Najwyższego (SN) wydawanych od czasu tych zmian można zaobserwować pewne tendencje. Otóż — co nie zaskakuje — SN dba, by do przyznawania odszkodowań za szkody wyrządzone przy wykonywaniu władzy publicznej dochodziło jedynie w przypadkach, w których spełnione są przesłanki ustawowe — m.in. bezprawność działania organów państwa (wyrok z 11 maja 2005 r., sygn. III CK 549/2004). W tym samym wyroku SN przyznaje jednak, że „odpowiedzialność za szkody wyrządzone przez funkcjonariuszy publicznych ukształtowana jest dość szeroko”. Można zatem stwierdzić, że linia orzecznictwa Sądu Najwyższego jest wyważona — broni ona interesów obywateli (np. przyznając odszkodowanie osobom, które poniosły straty wskutek spóźnionego ogłoszenia alarmu przeciwpowodziowego w 1997 r. — wyrok z 4 listopada 2005 r.), ale broni też interesów skarbu państwa przed nieuprawnionymi żądaniami obywateli (np. wyrok z 18 listopada 2005 r., negujący prawo do odszkodowania za szkodę wyrządzoną wydaniem nieprawomocnej i uchylonej później decyzji; zdaniem SN ujęcie takie rodziłoby zbyt szeroką odpowiedzialność skarbu państwa, a ta przysługuje jedynie w wypadku decyzji ostatecznych.).

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Konikowski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / / Sędzia we własnej sprawie