Sejm chce pójść na rękę firmom transportowym

Mira Wszelaka
opublikowano: 2003-01-21 00:00

Projekt nowelizacji prawa transportowego, który opuszcza sejmową podkomisję, ma ułatwić życie przewoźnikom. Niektóre zapisy mogą jednak działać na niekorzyść przedsiębiorców innych branż.

Projekt nowelizacji prawa transportowego, który lada dzień ponownie trafi pod obrady komisji infrastruktury, generalnie wychodzi naprzeciw oczekiwaniom przewoźników. Jednak kontrowersje, związane z częścią rozwiązań zaproponowanych przez rząd, zadecydowały o powołaniu podkomisji.

Zarówno posłowie, jak i przedsiębiorcy nie chcą, by kary nakładane na przewoźników przekraczały z góry ustalony poziom. Jaki — tego nie wiadomo. Do tego pomysłu na razie z trudem jednak skłania się rząd.

— Podczas kontroli pojazdów przez inspektorów transportu drogowego okazało się, że w wielu firmach jest ogromna liczba nieprawidłowości, a łączna kara często oznacza wyrok śmierci dla przedsiębiorcy. Zależy nam, by surowa kara była wymierzona, ale nie może ona przyczynić się do zamknięcia firmy — uważa Edward Maniura, poseł Platformy Obywatelskiej i przewodniczący podkomisji zajmującej się ustawą o transporcie drogowym.

Drugą sprawą jest określenie wysokich kar dla bardzo poważnych wykroczeń, jak np. kabotaż, jazda bez zezwoleń, oraz niższych dla pozostałych nieprawidłowości.

— Konkretne stawki za poszczególne wykroczenia będą umieszczone w załączniku do ustawy. Obecnie ustala je minister infrastruktury. Ten problem może jeszcze powrócić podczas prac w komisji — twierdzi poseł.

„PB” alarmował już, że z tego powodu kary wymierzane przez inspektorów nie mają umocowania prawnego.

System kar ma być tak przebudowany, żeby zachowując równe traktowanie podmiotów polskich i unijnych, obniżyć je dla działalności gospodarczej na terenie kraju.

— Niższe kary dotyczyłyby krajowego przewozu osób i rzeczy. Ureguluje to wspomniany załącznik do ustawy — mówi Edward Maniura.

W nowelizacji zostaną też określone dolne i górne granice kar. I tak np. na etapie podkomisji widełki poważnych kar ustalono między 5 a 15 tys. zł, niższych — między 50 a 200 zł. Poseł zaznacza, że wyższe kary obejmą głównie przewoźników zagranicznych, mniejsze — np. za usterkę pojazdu — większość krajowych.

Następną dużą zmianą jest postulat, aby kontrola prowadzona przez inspektorów odbywała się tylko na drodze. Obecnie mają oni prawo do kontrolowania siedziby firmy. Zgodnie z propozycjami poselskimi, inspekcja w przedsiębiorstwach mogłaby się odbywać jedynie w przypadkach uzasadnionych, kiedy w wyniku kontroli drogowej inspektor stwierdzi znaczące naruszenie prawa. Chodzi np. o brak licencji, tachografu czy podejrzany ładunek.

Wiele kontrowersji budzi też kwestia przewozu na potrzeby własne. Wsłuchując się w postulaty przewoźników posłowie mogą przy okazji poważnie utrudnić życie średnim przedsiębiorcom.

— W bardzo wielu przypadkach pod płaszczykiem takich przewozów wykonuje się po prostu transport. Chcemy wzorem niemieckim wprowadzić przepisy, które wyeliminują szarą strefę. W projekcie wpisaliśmy zastrzeżenie, że taki transport będzie można wykonywać samochodami o masie do 7,5 tony. Na pewno jednak wprowadzimy długie vacatio legis, by dać przedsiębiorcom czas na uzyskanie licencji — podkreśla poseł Maniura.

Rząd wnioskował od trzech do czterech lat, posłowie sugerują dwa lata. Niewykluczone jednak, że komisja może powrócić do propozycji rządowej. Wszystko jednak będzie zależało od argumentów.

Posłowie podkomisji oraz przedsiębiorcy odrzucili propozycję rządu, by wprowadzić zakaz przewozu dzieci między godziną 23.00 a 6.00.

— Zapis bardzo uderzyłby w krajowych przedsiębiorców świadczących usługi turystyczne. Takiej propozycji nie konsultowano też z Polską Izbą Turystyki. Tymczasem np. transfery na lotnisko czy powroty z jednodniowych wyjazdów przygranicznych odbywają się głównie nocą, a dzieci łatwiej znoszą taką podróż — podkreśla poseł.