Aż pół roku potrzebował Sejm na przygotowanie stanowiska wobec prezydenckiego wniosku do Trybunału Konstytucyjnego (TK) w sprawie zmian w otwartych funduszach emerytalnych (OFE). Nie tylko opracowanie merytorycznego stanowiska ciągnęło się bardzo długo. Mimo że sejmowa Komisja Ustawodawcza przyjęła opinię 9 lipca, marszałek Sejmu Ewa Kopacz aż do 1 sierpnia zwlekała ze złożeniem na niej podpisu. Dopiero teraz stanowisko jest oficjalnym dokumentem Sejmu i może zostać wysłane do trybunału. Zdaniem ekspertów, Sejm położył nacisk na polityczne uzasadnienie ustawy rujnującej system OFE.

Budżet ponad wszystko
Prezydent Bronisław Komorowski skierował wniosek do TK 30 stycznia 2014 r. w trybie kontroli następczej (po podpisaniu zmian w OFE). Zarzucił ustawodawcom niezgodność z konstytucją kilku istotnych regulacji, m.in. zakazu inwestowania przez OFE w papiery wartościowe emitowane lub gwarantowane przez skarb państwa, nakazu inwestowania dużej części pieniędzy OFE w akcje i zakazu reklamy funduszy. Zdaniem prezydenta, rządowa nowelizacja łamie kilka zasad konstytucyjnych, np. pewności prawa, zaufania
do państwa, wolności gospodarczej. Sejm absolutnie nie zgadza się z prezydentem. Twierdzi, że uchwalone zmiany przyczynią się do lepszej ochrony składek obywateli. Pieniądze gromadzone na subkoncie w ZUS będą stale waloryzowane przez państwo, ich wartość ekonomiczna będzie więc rosła szybciej niż w OFE.
„Rozwiązania prawne zawarte w ustawie nowelizującej w pełniejszy i lepszy sposób gwarantują obywatelom ich prawo do zabezpieczenia społecznego” — czytamy w dokumencie. Posłowie twierdzą, że wszystkie uchwalone zmiany są zgodne z konstytucją, ponieważ zmierzają do ochrony bardzo ważnej wartości konstytucyjnej — bezpieczeństwa finansów publicznych.
„W swoim orzecznictwie TK dozwala nawet na takie zmiany ustawodawcze, które naruszają pewność i bezpieczeństwo prawne jednostek i są dla nich niekorzystne, o ile są uzasadnione koniecznością zachowania równowagi budżetowej lub równowagi finansów publicznych. Kwestionowane przez prezydenta rozwiązania są uzasadnione koniecznością zachowania równowagi finansów publicznych, co już samo w sobie jest silnym argumentem na rzecz ich konstytucyjności” — czytamy w stanowisku Sejmu.
— Uważam, że wartość merytoryczna opinii Sejmu jest bardzo mała. Całkowicie ignorowana jest delikatność materii prawa konstytucyjnego, która polega na równoważeniu zasad zapisanych w ustawie zasadniczej. Autorzy opinii używają bezpieczeństwa finansów publicznych niczym walca, który miażdży inne normy konstytucyjne. Skrajnym tego przykładem jest kwestia zakazu reklamy OFE, uzasadnianego trudnościami budżetowymi, które powodują niemożność sfinansowania… kampanii reklamowej ZUS — mówi Maciej Bitner, główny ekonomista Warszawskiego Instytutu Studiów Ekonomicznych.
Miliardy na szali
Sejm twierdzi też, że podważenie przez trybunał regulacji kwestionowanych przez Bronisława Komorowskiego spowodowałoby do 2051 r. niedobór 675 mld zł w Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Natomiast państwowy dług publiczny, zdaniem posłów, tylko w 2014 r. wzrósłby o 152 mld zł, a koszty jego obsługi zwiększałyby się nawet o kilkanaście miliardów złotych rocznie.
„Ekonomiczne i finansowe dane przekonują o tym, że bez uchwalenia kwestionowanych przez prezydenta przepisów równowaga finansów publicznych zostałaby naruszona” — podkreśla Sejm.
— Polskie finanse publiczne nie są w tak złym stanie, jak sugerują autorzy sejmowego stanowiska. Jest wiele innych metod rozwiązania narosłych problemów. Nie trzeba deptać norm konstytucyjnych, kładąc rękę na pieniądzach zgromadzonych w OFE. Mam nadzieję, że TK nie podąży tokiem rozumowania zaprezentowanym w stanowisku Sejmu — mówi Maciej Bitner. Trybunał nie wyznaczył jeszcze terminu rozprawy w sprawie nowelizacji ustawy o OFE.