Seks też może być smart

  • Marta Bellon
opublikowano: 16-06-2015, 00:00

Pomysł na biznes: Polacy stworzyli inteligentny gadżet erotyczny, który kryje w sobie czułe sensory. O blisko 100 tys. USD na jego produkcję poprosili internautów

Choć rewolucję seksualną mamy już dawno za sobą, to o rynku gadżetów, które pozwalają urozmaicić życie seksualne, wciąż mówi się niewiele. A szkoda, bo jego wartość z roku na rok rośnie. I to nie tylko na fali popularności historii niejakiego pana Greya, mającego nieco kontrowersyjne upodobania seksualne.

W badaniu na temat fantazji Polaków przeprowadzonym na zlecenie marki Durex na początku tego roku 42 proc. Polaków odpowiedziało, że regularnie próbuje wprowadzać nowości do sypialni. Aż 60 proc. badanych przyznało, że chciałoby, aby ich druga połówka była bardziej pomysłowa we wprowadzaniu nowości w tym zakresie. W erze e-handlu zakup seksgadżetu — także anonimowy — jest bezproblemowy. Wybór też jest spory. Na rynku powoli pojawiają się już pierwsze wysublimowane i inteligentne gadżety.

Naukowe podejście

Gadżetem, który nie tylko zwiększa przyjemność z seksu, ale również ułatwia rozprawienie się z rutyną w sypialni, a do tego kusi estetyką, jest wynalazek krakowian, którzy we współpracy z amerykańskimi seksuologami stworzyli Lovely — erotyczną zabawkę i aplikację w jednym. Zespół Lovely tworzą Polacy: Jakub Konik, pomysłodawca, projektanci: Nina Gregier i Bart Zimny, oraz inżynier Tomasz Badyla.

Swoją wiedzą i doświadczeniem służą im Amerykanie: seksuolog Reid Mihalko oraz Caitlin Murphy, ekspertka od seksgadżetów. Na amerykańskim portalu crowdfundingowym IndieGogo trwa kampania Lovely. Krakowianie chcą zebrać za jej pośrednictwem 95 tys. USD. Po kilkunastu dniach kampanii mają już jedną trzecią potrzebnej kwoty, a przed nimi jeszcze 3 tygodnie.

— Wyprodukowanie zabawki erotycznej, zwłaszcza takiej jak nasza, wiąże się z dużymi kosztami. W Lovely używamy takich samych komponentów, które Apple stosuje w swoich iPhone’ach. Jedna forma, która pozwala na wyprodukowanie ok. 500 tys. sztuk Lovely, kosztuje 5 tys. EUR. A potrzebujemy ich cztery. Do tego dochodzi koszt komponentów i koszty stałe. Konsultacje z seksuologami to też spory wydatek. Ale zakładamy, że 95 tys. USD wystarczy nam na zrealizowanie wszystkich planów, jakie mamy wobec Lovely — mówi Jakub Konik.

Jeśli akcja crowdfundingowa zakończy się sukcesem, w pierwszej kolejności ruszy produkcja wspomnianych form. To najtrudniejszy etap, który trwa kilka miesięcy.

— Stawiamy na najwyższą jakość. Używamy silikonu od najlepszego producenta ze Stanów Zjednoczonych, produkcja będzie odbywać się w Polsce. Większość komponentów będzie sprowadzana z USA, takich jak sensory czy silikon, tylko niektóre, np. baterie, sprowadzamy ze sprawdzonej fabryki w Chinach — zapewnia Jakub Konik.

Krótka lekcja przyciągania

Samo Lovely to silikonowa nakładka (z silikonu medycznego, który używany jest też np. w produkcji wenflonów) na penisa stymulująca łechtaczkę i pomagająca utrzymać członek we wzwodzie. Urządzenie wykorzystuje sensory — magnetometr, żyroskop i akcelerometr.

Wykrywają i analizują ruchy ciała podczas stosunku. Aplikacja podsumowuje łóżkową aktywność partnerów, informuje np. o ilości spalonych podczas seksu kalorii i podpowiada, jak urozmaicić życie seksualne. Parom hetero i homoseksualnym. Te informacje mogą być dla pary bezpośrednią inspiracją, ale przede wszystkim stanowią podstawę do przedstawienia użytkownikom porad — np. pozycji, jakie mogą wypróbować.

W bazie Lovely jest ich ponad 120, jest więc z czym poeksperymentować. Dane wysyłane są do aplikacji przez Bluetooth 4.0, a ta przeprowadza ich dalszą analizę.

— Nie wyświetlamy tych wszystkich informacji po to, by użytkownik wiedział, że podczas stosunku poruszał się z prędkością np. 24 km/h. Gdy Lovely zmierzy, że para poruszała się podczas seksu szybko, aplikacja prosi o ocenę takiej aktywności, i na jej podstawie podpowiada mniej lub bardziej delikatne pozycje czy pomysły na wzbogacenie gry wstępnej lub atmosfery w sypialni.

Podstawą dobrego seksu jest dobra komunikacja między partnerami. Chcemy ją ułatwić — mówi Jakub Konik. Aplikacja Lovely ma kilka wersji językowych: polską, angielską, hiszpańską, niemiecką, włoską, japońską, chińską i koreańską. Polacy liczą, że gadżet znajdzie wielu zwolenników w krajach azjatyckich, których mieszkańcy przodują zarówno w wydatkach na rozrywkę, w tym seksualną, jak i produkcji gadżetów erotycznych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marta Bellon

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy