Selektywność jest często tylko w nazwie

  • Jagoda Fryc
opublikowano: 21-02-2014, 00:00

Fundusze selektywne mają przynosić stabilne wyniki i dystansować rywali wyjątkowo trafnym doborem spółek do portfela. W praktyce różnie z tym bywa

Zarządzający jak mantrę powtarzają: w tym roku jeszcze większy nacisk trzeba położyć na selekcję, bo kursy wielu spółek wejdą w trend boczny, a na niektórych tworzy się już bańka spekulacyjna. Inwestorom, którzy nie chcą samodzielnie udać się na giełdowe łowy, TFI oferują fundusze selektywne. Sprawdziliśmy, czy to tylko marketing, czy rzeczywiście ich zarządzający potrafią łowić perełki i bić wynikami kolegów po fachu, dbając przy tym o niską zmienność wartości jednostek uczestnictwa.

Okazja czyni… selektywnym

Na celowniku funduszy selektywnych mają być spółki będące potencjalnie celem przejęć lub fuzji, firmy rodzinne przeprowadzające pierwsze i kolejne publiczne oferty akcji oraz przedsiębiorstwa, które krótkoterminowo straciły na wartości po podaniu niekorzystnych informacji (distressed securities).

Udział agresywnych walorów w portfelu może wynieść od 0 do 100 proc., a fundusze przez swój selektywny charakter nie powinny stosować benchmarków. Ich celem nie jest ściganie się o jak najwyższe stopy zwrotu, lecz przynoszenie dobrych, ale przede wszystkim stabilnych wyników i ograniczanie strat w okresie dekoniunktury, przy zachowaniu relatywnie niskiej zmienności jednostek uczestnictwa. Innymi słowy — produkty te powinny charakteryzować się lepszymi parametrami opisującymi relację zysku do ryzyka (mierzoną np. wskaźnikiem Information Ratio) niż klasyczne fundusze akcji. Wyniki przez nie osiągane są więc papierkiem lakmusowym umiejętności zarządzających. Może właśnie dlatego na polskim rynku takich produktów jest jak na lekarstwo. Krajowe TFI oferują zaledwie 6 funduszy, które swój selektywny charakter podkreślają w nazwie, z czego tylko dwa spełniają podręcznikowe kryteria. Liderem jest Quercus Selektywny, kierowany przez Wojciecha Zycha. Jego strategia, bazująca na wyszukiwaniu okazji inwestycyjnych, nie tylko przynosi stabilne wyniki, ale przyciąga jak magnes inwestorów — w portfelu znajduje się już ponad 1,5 mld zł.

W spadkowym 2011 r., kiedy indeks szerokiego rynku zanurkował o ponad 20 proc., a fundusze akcji polskich straciły średnio 23 proc., Quercus Selektywny ograniczył straty do 6,8 proc. W 2012 i 2013 r. powiększył portfele o 12 i 15,6 proc., podczas gdy WIG zyskał odpowiednio 26 i 8 proc. Bardzo podobną strategię stosuje BPH Selektywny, który w 2011 r. powstał z przekształcenia funduszu ochrony kapitału. Oba produkty zaliczane są do grupy absolute return.

— Nie chodzi o maksymalizację zysku, lecz o stabilność wyników. Ciężko też w tego typu funduszach mówić o benchmarku. Zarządzający nie inwestuje w akcje reprezentujące tzw. szeroki rynek, lecz szuka okazji, ograniczając w ten sposób ryzyko. Przykładem takiej okazji jest spółka Rainbow Tours, której nie dotyczyły problemy, z jakimi borykała się w 2012 r. cała branża. Firma nie miała kredytów i posiadała dużo gotówki, jednak w związku z ogólnie negatywnym nastawieniem do biur podróży popadła w niełaskę inwestorów. My zdecydowaliśmy się wówczas kupić akcje wyceniane wtedy na kilka złotych. Dziś jeden papier kosztuje ponad 17 zł — tłumaczy Wojciech Zych, zarządzający funduszami Quercus TFI.

Strategia bez efektów

Kolejne fundusze, które w nazwie podkreślają swój selektywny charakter, to Pioneer Akcji — Aktywna Selekcja oraz Allianz Selektywny. Oba należą do należą do grupy akcji polskich uniwersalnych. Choć strategia Pioneera zakłada selektywne podejście przy wyborze konkretnych walorów, to jednak w jego portfelu dominują giełdowe blue chipy. W 2011 r. fundusz stracił tyle, co indeks szerokiego rynku, w 2012 był o 4 pkt proc. gorszy od WIG, a w 2013 r. pokonał bechmark o prawie 5 pkt proc. Allianz zgodnie ze statutem również stawia na selekcję niedowartościowanych walorów, a potwierdzeniem realizacji strategii może być niewielka liczba składników, nieprzekraczająca 60 spółek. Efekty nie napawają jednak optymizmem: w 2012 r. średnia w grupie wyniosła 17,7 proc., a Allianz stracił 2,1 proc. W 2013 r. zyskał 9,8 proc., podczas gdy rywale ponad 11 proc.

Dowodem na to, że wyłapywanie okazji rynkowych może być dla niektórych zarządzających nie lada wyzwaniem, jest również ING Selektywny, który powstał w 2006 r., a jego ojcem był Sebastian Buczek, dziś prezes Quercus TFI. Początkowo fundusz realizował dokładnie taką samą strategię, jaką dziś stosuje Quercus Selektywny. Po roku działalności, a dokładnie na szczycie hossy w 2007 r., towarzystwo postanowiło zmienić strategię. Podniesiono minimalny udział akcji w portfelu do 66 proc., przez co fundusz stał się typowym produktem akcyjnym. Przestał wyszukiwać okazji i zbliżył się do benchmarku, czyli indeksu WIG. W latach 2010-12 fundusz plasował się w najniższym kwartylu stóp zwrotu. W ubiegłym roku pokonał rywali o prawie 4 pkt proc.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jagoda Fryc

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu