Szanowny Panie Redaktorze, 13 bm. na drugiej stronie redagowanego przez Pana dziennika została zamieszczona opinia, z której wynika, że Senat RP zajmuje się sprawami, do których nie jest powołany. Jak pisze autor: Senat zmarnował szansę, żeby milczeć. Tego typu wypowiedzi wymagają sprostowania. Konstytucja zobowiązuje Senat RP do zajęcia stanowiska w sprawie każdej ustawy uchwalonej przez Sejm. Zajęcie stanowiska w sprawie ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych było więc konstytucyjną powinnością Senatu.
Wniesione poprawki — jest ich 114 — nie tylko w ocenie senatorów, ale także przedstawiciela rządu, ministra zdrowia Marka Balickiego, w istotny sposób te ustawę udoskonalają.
W głosowaniu nad poprawką zmierzającą do przywrócenia, odebranych decyzją Sejmu, przywilejów w opiece zdrowotnej prezydentowi, premierowi, marszałkom Sejmu i Senatu, za przyjęciem poprawki opowiedziało się 42 senatorów, 32 było przeciw, 12 wstrzymało się od głosu. Marszałek Longin Pastusiak nie uczestniczył w głosowaniu nad tą poprawką.
Zgodnie z prawem prasowym, uprzejmie proszę o zamieszczenie powyższego sprostowania na łamach „Pulsu Biznesu”.
Z poważaniem...
Krzysztof Sobkow
Kancelaria Senatu, Dział Prasowy
By nie zachowywać się jak „Trybuna Ludu” w słusznie minionych czasach, która polemizowała z treściami zawartymi w audycjach Radia Wolna Europa, chociaż przecież nikt tego radia nie słuchał, przytoczmy notatkę, która była inspiracją dla dyrektora Sobkowa do napisania „sprostowania”, które sprostowaniem nie jest. Oto ona: „Longin Pastusiak. Nie pytany i nie zachęcany Senat, pod przewodnictwem omnipotentnego marszałka, zmarnował kolejną szansę, żeby milczeć. Wręcz przeciwnie, nieustannie dostarcza ważkich argumentów za jego likwidacją. Ostatnio opowiedział się za przywróceniem przywilejów medycznych prezydentowi, premierowi oraz marszałkom Sejmu i Senatu. Może by jeszcze do tej listy dopisać króliki szablozębne. Jak Pan sądzi, Panie Marszałku. Można?” (k) Tyle.
„Sprostowanie” pana dyrektora jest trzy razy dłuższe od notatki. Nie wyjaśnia natomiast, dlaczego Senat uparł się być „adwokatem diabła” — przecież ani prezydent, ani premier, ani — jak rozumiem — obaj marszałkowie tych przywilejów w opiece zdrowotnej nie chcą.
Gdyby teraz tak nieopatrznie przeprowadzić referendum w sprawie zasadności funkcjonowania Senatu i ponoszenia przez obywateli istotnych kosztów na jego utrzymanie, wynik — według wszelkich badań i znaków na ziemi i niebie — byłby jednoznaczny: Senat jest zbędny. Mam więc pytanie: czy w tej sytuacji skojarzenie z dowcipem, w którym baca zapamiętale piłujący gałąź na której siedział, zlekceważył przestrogę przechodnia, że spadnie, a jak już zleciał na zbity łeb, to nie dziwił się, dlaczego spadł, ale skąd to, że spadnie, wiedział ten przechodzień — pokusił się nawet o sugestię: prorok jakiś czy co? — jest zasadne czy nie. Bo nie chciałbym być tym prorokiem.
Kazimierz Krupa