W Milanówku zadomowiło się na dobre prywatne Laboratorium Snu. Już 60 pacjentów oplotły elektrody. A potem dowiedzieli się o sobie niejednego.
Laboratorium — we współpracy z lekarzami, specjalistami w leczeniu bezsenności — założył dwa lata temu Zbigniew Niedbalski. Pobyt w pracowni trwa dwie noce.
Miara majaków
W klinice — domowe warunki.
— Zawsze przebywa u nas jeden pacjent. Chcemy sprawić, by poczuł się jak w domu. Cały czas czuwa nad nim lekarz i personel medyczny — opowiada Zbigniew Niedbalski.
Bezsenność to coraz częstsza przypadłość zestresowanych i przepracowanych biznesmenów. Jest chorobą, którą i można, i trzeba leczyć.
— Sam mam niedużą, prywatną firmę. Dlatego wiem dobrze, co to codzienny stres: jak utrzymać się na rynku, poradzić sobie z zawi- łościami podatkowymi i prawnymi. Stąd już krok do nieprzespanych nocy — mówi właściciel Laboratorium Snu.
Do laboratorium trafiają pacjenci z typową bezsennością, ale i ci mający problemy z chrapaniem czy bezdechem śródsennym.
No i narkoleptycy. Bardzo niebezpieczna narkolepsja objawia się nagłymi napadami snu. Chorzy mogą zasnąć w każdej chwili — gdy prowadzą samochód lub gdy idą ulicą na przykład. Pracownię Zaburzeń Snu odwiedzają też ludzie ze świata biznesu i mediów. Zbigniew Niedbalski nie chce ujawnić nazwisk. Jego klienci muszą się czuć w Milanówku bezpiecznie.
— Trafia do nas stosunkowo dużo młodych ludzi. Badania snu mówią pacjentom o tym, o czym w żaden inny sposób by się nie dowiedzieli. Około 25 proc. badanych osób ma różne postacie padaczki... — ujawnia Zbigniew Niedbalski.
Synowie Niedbalskiego, Marek i Paweł również podzielają jego fascynację snem. Odbyli praktyki w warszawskim Instytucie Psychiatrii i Neurologii. Spędzali noce w Pracowni Zaburzeń Snu, obserwując, jak przygotować pracownię do badań i jak interpretować senne wykresy.
— Chciałbym, by takie pracownie jak w Milanówku powstały w całym kraju. Nie zamierzam być monopolistą. Bezsenność dotyka coraz większej grupy ludzi. Pacjenci muszą mieć łatwy dostęp tam, gdzie mogliby liczyć na szybką i fachową pomoc. Należy szkolić także lekarzy — mówi Zbigniew Niedbalski.
Laboratorium Snu nie przynosi właścicielowi kokosów. To praktyczna realizacja jego pasji. Utrzymuje się z czego innego.
Potentat z uznaniem
Trzy lata temu podczas pobytu w Polsce siedzibę Elmiko, firmy Zbigniewa Niedbalskiego, odwiedził współwłaściciel Neuroscanu, słynnego w świecie producenta sprzętu do badań EEG. Amerykanin obejrzał, pokręcił głową — i z wielkim uznaniem mówił o wysokiej jakości podobnej aparatury, wytwarzanej przez polskie przedsiębiorstwo. A właściciel Elmiko nie krył zdumienia, gdy się dowiedział, że biznesowa droga amerykańskiego potentata biegła podobnie jak i polskiego przedsiębiorstwa.
W 1967 Niedbalski pracował w studenckim laboratorium informatyki medycznej na Wydziale Elektroniki Politechniki Warszawskiej. Pasjonował się elektroniką i techniką medyczną. Bardziej niż praca dydaktyczna fascynowała go jednak konstrukcja aparatury medycznej. 11 lat później, 12 grudnia 1978 r., jego firmę wpisano do rejestru przedsiębiorców.
Na początku Niedbalski chciał jedynie produkować aparaturę dla Warszawskiej Akademii Medycznej. Aby zdobyć pieniądze na wymarzony biznes, rozpoczął wytwarzanie elektronicznego metronomu (niezbędnego do nauki gry na instrumentach muzycznych). Metronomy projektu Niedbalskiego masowo kupowano w sklepach Centrali Przemysłu Muzycznego.
— Elmiko zbudowałem z własnych środków, bez kredytów. Budowa takiej firmy trwa latami. Aby jakieś urządzenie mogło wejść na rynek, trzeba konsultacji naukowców i lekarzy, doświadczeń. To unikatowa, trudna dziedzina. Ale — dla mnie — fascynująca — opowiada Zbigniew Niedbalski.
Po latach Elmiko to znany producent sprzętu i oprogramowania do badań EEG.
Swoją drogą
Pierwszy aparat do EEG w Elmiko powstał 15 lat temu — dla naukowców. A prototyp urządzenia do badań snu stworzono w 1997 roku — z wykorzystaniem aparatu do EEG. Konsultowali lekarze — dr Wojciech Jernajczyk i dr Michał Skalski.
— To był projekt autorski. Polskich konstrukcji wtedy nie było, nie wzorowaliśmy się także na żadnej zagranicznej — wspomina Zbigniew Niedbalski
Całe oprogramowanie do aparatury medycznej to spożytkowanie nowatorskich pomysłów ludzi z Elmiko. Takie technologie jak w warszawskiej firmie tworzy się tylko w kilku miejscach na świecie. Programiści muszą bowiem mieć wiedzę i z neurofizjologii, i informatyki — a takich trudno znaleźć.
— Moi pracownicy jeżdżą do użytkowników, rozmawiają z nimi, szkolą w obsłudze sprzętu, informują o technicznych elementach aparatury. Coraz częściej lekarze zgłaszają się do nas z pomysłami, by coś ulepszyć, zmienić, wprowadzić nowe funkcje. To mnie cieszy szczególnie! — opowiada Niedbalski.
Rodzinnie
W Elmiko pracują synowie pana Zbigniewa. Marek skończył filologię węgierską na Uniwersytecie Warszawskim. Teraz myśli o studiach na zarządzaniu. Jego hobby to fotografia. W firmie zajmuje się sprawami dostaw i kontaktami z klientami — teraz także węgierskimi.
Paweł to programista. Skończył wydział mechatroniki na Politechnice Warszawskiej (połączenie inżynierii biomedycznej i biocybernetyki). Tworzy specjalistyczne oprogramowanie do aparatury EEG.
— Żadnego z synów nie namawiałem do pracy u mnie. Chciałem, by wybrali swoją drogę. Ale cieszę się bardzo, że pracujemy razem — mówi Zbigniew Niedbalski.
Wydaje też publikacje, poświęcone neurologii (w przygotowaniu: polsko-angielski i angielsko-polski słownik EEG). Poza pracą lubi grę w tenisa, wycieczki rowerowe. Gra na akordeonie i gitarze. Interesuje się też łowiectwem.
Ale sen zajmuje go najmocniej.
