Sfinks nabrał apetytu

Michalina SzczepańskaMichalina Szczepańska
opublikowano: 2014-09-03 00:00

Grupa chce rosnąć szybciej. Potrzebuje pieniędzy i łaskawości banków. Mówi też o czwartym szyldzie.

— Jeżeli mielibyśmy finansowanie na 100 restauracji, to jesteśmy w stanie tyle otworzyć — deklaruje Sylwester Cacek, prezes Sfinks Polska, spółki zarządzającej 110 restauracjami pod szyldami Sphinx, Chłopskie Jadło i Wook. Spółka przystępuje do opracowania nowej strategii rozwoju.

— Jesteśmy już zadowoleni z rentowności i jakości placówek, a tym samym gotowi, żeby rosnąć szybciej. Przed nami ważna decyzja — czy rozwijamy się powoli, więc nie ponosimy większychkosztów i tylko spłacamy kredyty, czy korzystamy z rynkowej szansy, jaką daje obecnie rynek, ale potrzebujemy pieniędzy na inwestycje — twierdzi prezes.

Chodzi o zawarte dwa lata temu porozumienie z bankami. Banki wydłużyły wówczas okres spłaty długu i zwolniły spółkę z płacenia rat, dopóki nie poprawi rentowności. Cała spłata nastąpić ma do końca 2019 r. Po pierwszym półroczu Sfinks wypracował 0,53 mln zł skonsolidowanego zysku netto, co oznacza poprawę o 2,72 mln zł w porównaniu z takim samym okresem 2013 r. Jeszcze w tym roku sieć ma się powiększyć o 5-10 restauracji. Zarząd zaczyna też się rozglądać za nowym — czwartym konceptem gastronomicznym.

— Najpopularniejsza kuchnia w naszym kraju to kuchnia polska, za nią jest kuchnia włoska, trzecia jest azjatycka, a mocno rośnie popularność kuchni amerykańskiej. W naszym portfelu nie mamy dwóch z nich — mówi Sylwester Cacek.

Nie zrezygnował z planów zagranicznej ekspansji. Sfinks miał już przed laty nieudany debiut za granicą, m.in. w czeskiej Pradze.

— Ręce mnie świerzbią, żeby udać się do Berlina, gdzie spokojnie moglibyśmy otworzyć 20 punktów. Jest to jednak kwestia opracowania narzędzi dla masterfranczyzobiorcy i perfekcyjnej logistyki — twierdzi Sylwester Cacek.