Decyzje urzędu antymonopolowego niemal zawsze spotykają się z lakonicznymi zapewnieniami ukaranych o braku słuszności działań i deklaracją złożenia odwołania. Największa w Polsce sieć casual dining obrała inną drogę. W świetle kamer wytknęła urzędowi uchybienia i sama sformułowała zarzuty. Poszło o stosowanie jednolitych stawek, których efektem jest ta sama cena frytek, shoarmy czy margherity w lokalach działających pod jednym szyldem.

Zgodnie z obowiązującym prawem dozwolone w sieci franczyzowej jest ustalanie cen minimalnych (poniżej których franczyzobiorca nie może produktu odsprzedać) i cen sztywnych (z wyjątkiem ograniczonych czasowo promocji). W praktyce sieci stosują ceny rekomendowane lub maksymalne. I te ostatnie znajdowały się w umowach Sfinksa z franczyzobiorcami — według deklaracji spółki.
Zdaniem Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK), były to ceny sztywne. Sfinks odwołał się od decyzji urzędu i czeka na wyznaczenie terminu rozprawyprzed Sądem Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
— Do tej sprawy zapraszamy inne sieci franczyzowe — mówi Sylwester Cacek, prezes Sfinks Polska. Jego zdaniem, sprawa zakwestionowania polityki cenowej może dotyczyć całej branży. Dlatego też zachęca inne firmy do skorzystania z instytucji interwencji ubocznej. W jej ramach do jednej ze stron procesu może przystąpić niezwiązana ze sprawą osoba, która ma interes prawny. — Nie będzie to potraktowane jako donos na samego siebie — zaznacza Dariusz Górnicki, pełnomocnik Sfinks Polska i partner z Kancelarii Radców Prawnych Górnicki Durowicz Badowska- -Domagała. Tłumu chętnych nie będzie. Sieci oficjalnie nie chcą się wypowiadać na temat kary dla Sfinksa.
— Z naszymi cenami wszystko jest w porządku. Pojawienie się obok tej spółki mogłoby zostać źle odebrane — usłyszeliśmy w kilku sieciach. Sylwester Cacek — powołując się na słowa prezesa UOKiK, która określiła decyzję jako precedensową — przekonuje, że właśnie ten precedens stanowi zagrożenie dla rynku franczyzowego, a nie Sfinksa.
— Nałożona kara finansowa [464 tys. zł — przyp. red.] nie rozłoży spółki finansowo. Decyzja UOKiK podważyła natomiast możliwość prowadzeniabiznesów franczyzowych o cenę maksymalną, którą stosuje większość graczy na rynku. Działania urzędu i informacje udzielane mediom to PR, który działa na szkodę spółki — przekonuje Sylwester Cacek.
— Nie komentujemy kontrargumentów spółki. Od rozstrzygnięcia sporu jest sąd. Mamy twarde dowody w tej sprawie. Praktyka trwała wiele lat. Warunki umów mówią same za siebie. Będziemy czekać na wyznaczenie rozprawy — ucina Małgorzata Cieloch, rzecznik UOKiK.
— Nasi franczyzobiorcy mogą obniżać ceny maksymalne. W sieci funkcjonują trzy cenniki oparte na cenach maksymalnych — twierdzi Sylwester Cacek. Jego zdaniem, urząd uznał funkcjonowanie systemu IT, który monitoruje ceny, za narzędzie służące do egzekwowania jednolitych cen.
— W XXI w. taki zarzut można postawić każdemu pomiotowi, bo wszyscy korzystają przecież z systemów informatycznych, które są elementem normalnego funkcjonowania firmy. Musimy mieć narzędzie, które weryfikuje obrót, bo jako franczyzodawca pobieramy od niego procent. Z tego samego systemu przekazaliśmy urzędowi wydruki o wartości rabatów, których udzielali franczyzobiorcy — zapewnia prezes Sfinksa.