Sieć pod lupą NIK

Marcin Kuśmierz
opublikowano: 2004-11-22 00:00

Izba sprawdza działalność akademickiej sieci. Jej dyrekcja jest spokojna, pracownicy trochę mniej.

W czwartek Najwyższa Izba Kontroli (NIK) zawitała w Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej (NASK). Kontrola prowadzona jest przez Departament Gospodarki, Skarbu Państwa i Prywatyzacji NIK. Nieoficjalnie mówi się, że potrwa około dwóch miesięcy.

— To rutynowa kontrola działalności gospodarczej — mówi Maria Baranowska z NASK.

Termin kontroli nie jest dobry dla dyrekcji NASK. Na początku przyszłego roku kończy się bowiem kadencja Macieja Kozłowskiego, obecnego dyrektora. Był murowanym kandydatem na kolejny okres, teraz sytuacja może się zmienić. Wszystko zależy od czasu zakończenia kontroli i opublikowania raportu NIK. A ten nie musi być dla obecnej dyrekcji korzystny.

Bolączki dyrekcji…

W lipcu NASK zapłaciła 2,27 mln zł za 5 proc. akcji spółki telekomunikacyjnej SM-Media. Dyrekcja tłumaczyła wówczas, że jest to zarówno inwestycja finansowa, jak i element strategicznej współpracy. Dziś akcje SM-Media są warte trzykrotnie mniej, a o synergii NASK nie chce mówić.

— To inwestycja długofalowa — ucina Maciej Kozłowski, dyrektor NASK.

NASK ma również problem z nierentowną działalnością telekomunikacyjną, którą musi subsydiować przychodami, jakie czerpie z rejestracji i utrzymania domen internetowych z końcówką .pl. Taka sytuacja budzi sprzeciw telekomunikacyjnych konkurentów NASK, którzy uważają, że to nie sprzyja rozwojowi rynku.

…i rozterki załogi

Część pracowników NASK obawia się wyników pracy kontrolerów, mimo iż dyrekcja uspokajała, że ich wizyta to efekt przygotowań do zmian w ustawie o jednostkach badawczo-rozwojowych. Niekorzystny raport może zburzyć panujący układ. Ale nie wszystkich martwi wizyta kontrolerów.

— Trzeba potraktować to jako audyt. Już dawno ktoś niezależny powinien sprawdzić, na czym NASK zarabia, a na czym traci — tłumaczy jeden z pracowników.