Siedzieć przy stole czy być w karcie dań

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2026-01-28 17:58

Zaproszenie przez Karola Nawrockiego reprezentantów wszystkich klubów i kół parlamentarnych na 29 stycznia do Pałacu Prezydenckiego miało ustanowić nową świecką tradycję.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Od początku III RP kontakt bezpośredni dwóch władz odbywa się przecież odwrotnie, to prezydent RP ma w gmachu Sejmu gabinet, zaś w sali plenarnej aż dwa fotele – na dole dla przysięgi i orędzia, a na galerii dla przysłuchiwania się obradom. Zamiana ról gospodarza i gościa miała nawiązywać do filozoficznej relacji między Mahometem a górą. Czwartkowy event pod żyrandolem nie ma jednak żadnego sensu, ponieważ pozostaną puste krzesła – przynajmniej dla Koalicji Obywatelskiej i Lewicy. Bez tych obu udziałowców rządzącego tzw. konsorcjum 15 października rozmów prezydencko-parlamentarnych nie ma sensu nawet rozpoczynać.

Nawet gdyby stawił się komplet klubów, to i tak jedyny komentarz do rozmów brzmiałby „konstruktywne”. To puste określenie oznajmiające brak porozumienia i kompromisu, od miesięcy słyszymy je na styku amerykańsko-ukraińsko-rosyjskim, zaś u nas zabrzmiało po poniedziałkowej rozmowie Karola Nawrockiego z Radosławem Sikorskim. Teoretycznie poświęcona ona była próbie wynegocjowania listy ambasadorów akceptowalnych i dla prezydenta, i ministra. Niespodziewanie jednak doszedł całkiem nowy punkt sporny grubego kalibru, który nazywa się Rada Pokoju – Board of Peace (BoP). W ubiegłym tygodniu komentarz na gorąco z 56. Światowego Forum Ekonomicznego (WEF) z Davos zatytułowałem „Trump utworzył prywatną ONZ”, ale obecnie uznaję tamto określenie jednak za zbyt górnolotne. Realnie utworzył podobny do golfowego klubik o międzynarodowym zadęciu, z siedzibą główną w jego rezydencji Mar-a-Lago.

Ogłoszony 22 stycznia w Davos tekst Karty Rady Pokoju jest znany, zatem zdumiewają krążące komentarze bez jego przeczytania. Niedokładnie podawana jest nawet lista 19 sygnatariuszy, którzy razem z Donaldem Trumpem stworzyli specyficzną wasalną G20 – nie mylić ze znaną grupą potęg gospodarczych. U nas powielana jest fałszywka, że spośród 27 członków Unii Europejskiej wiernopoddańczą kartę podpisał tylko węgierski rozłamowiec Viktor Orbán. Nieprawda – również odchodzący bułgarski premier Rosen Żelazkow, ale z bardzo specyficznego powodu taktycznego. Otóż dla Bułgarii wielkim powodem do dumy jest wyznaczenie Nikołaja Mładenowa, byłego ministra, europosła i doświadczonego dyplomaty ONZ jako mediatora postrzeganego neutralnie przez obie strony tragicznego konfliktu izraelsko-palestyńskiego w Strefie Gazy oraz zatwierdzenie kandydatury Bułgara przez prezydenta USA. Notabene właśnie przywrócenie życia w Gazie miało być teoretycznym celem BoP, ale tekst przeforsowany z zaskoczenia w Davos całkowicie wypaczył tę formułę epizodyczną. Jednoosobowa władza Donalda Trumpa nad uszczęśliwianym przez jego majestat światem na platformie BoP ma być generalna i dożywotnia.

Europę wśród sygnatariuszy Karty Rady Pokoju reprezentują jeszcze dwa sąsiadujące bałkańskie maluchy muzułmańskie – Albania i Kosowo. Ich rządy szybko przeforsowały u siebie ratyfikacje, traktując zaproszenie od Donalda Trumpa jako szczególny zaszczyt, wzmacniający rolę obu peryferyjnych państewek na arenie międzynarodowej. W Davos poczuły, że wobec generalnej odmowy podpisania akcesu do klubiku ze strony czołówki Zachodu – właśnie one otrzymują swoje historyczne pięć minut. Podpisaniem oba rządy odpowiedziały na przestrogę kanadyjskiego premiera Marka Carneya – która stała się przebojem 56. WEF – że „kto nie siedzi przy stole, ten jest w karcie dań”. Jeśli zostaną pozytywnie zapamiętane przez Donalda Trumpa, to być może zostaną nawet zaproszone jako jednorazowi goście szczytu G20 na Florydzie. Że co, że to absurd? Merytoryczny oczywiście, ale 47. prezydent USA uważa, że może absolutnie wszystko. Na razie poza Polską – w osobie Karola Nawrockiego – przyznał status epizodycznych gości szczytu 14-15 grudnia w Miami prezydentom Kazachstanu i Uzbekistanu w nagrodę za ich udział w BoP. Wstrzymuje decyzję wobec premiera Węgier, bo to oczywiście zależy od wyniku tamtejszych wyborów 12 kwietnia…