Import aut używanych i złe przepisy mają największy wpływ na rynek usług zarządzania flotami.
Duży potencjał polskiego rynku oraz wzrost gospodarczy miały stać się impulsem dla szybkiego wzrostu branży car fleet management (CFM). Jednak tak się nie stało. Powód? Świadomość korzyści z outsourcingu floty samochodowej jest wciąż za niska.
Zdaniem Radosława Grzeli, dyrektora handlowego LeasePlan Fleet Management (Polska), przekonanie przedsiębiorców do idei i zalet outsourcingu floty wymaga wiele czasu, a same wdrożenia trwają często miesiącami.
— Zainteresowanie tymi usługami jest bardzo duże, ale nie przekłada się w krótkim okresie na spektakularny wzrost rynku i liczbę podpisanych kontraktów — mówi Radosław Grzela.
Ponadto cały sektor leasingu i wynajmu odczuł konsekwencje importu samochodów używanych. Wpłynął on szczególnie na obniżenie wartości rezydualnych, czyli wartości samochodów po zakończeniu okresu ich leasingowania. Wiele firm nie przewidziało w swoich kontraktach z klientami aż takiej skali spadku cen, co spowodowało straty przy odsprzedaży samochodów używanych we flotach. Był to jeden z czynników obniżenia rentowności działalności operacyjnej niektórych firm flotowych.
Brakujące ogniwo
Jak zauważa Blanka Liszko ze spółki Arial, rynek CFM w Polsce dopiero się rozwija, a świadomość opłacalności tego typu usług jest niewielka.
— Obecnie wachlarz usług oferowanych przez firmy CFM całkowicie zaspokaja potrzeby klientów. Nowe produkty pojawią się dopiero wówczas, gdy sytuacja się ustabilizuje — dodaje Blanka Liszko.
Niestabilność rynku i niska świadomość potencjalnych klientów powoduje, że wiele usług nie jest dostępnych w Polsce. Niektóre z nich po prostu nie mają racji bytu w naszym kraju, bo są dostosowane do przepisów prawnych obowiązujących w konkretnym państwie lub wynikają np. z wyższego poziomu rozwoju infrastruktury informatycznej.
— Od pewnego czasu na polskim rynku operatorzy CFM zaczęli umożliwiać klientom dostęp online do raportów na temat flot oddanych im w zarządzanie. Raporty mają bardzo zróżnicowane funkcje i możliwości. ALD również planuje w najbliższym czasie umożliwienie klientom dostępu do informacji o ich flocie za pośrednictwem internetu — mówi Ewa Kołodziejczyk z firmy ALD Automotive.
Na polskim rynku nikt nie oferuje jeszcze usługi, która daje klientowi możliwość automatycznej zmiany warunków umowy na podstawie ustaleń poczynionych na początku współpracy.
— Według tej reguły w momencie podpisywania umowy klient otrzymuje zestawienie wszystkich możliwych przebiegów oraz okresów trwania umowy przeliczonych na konkretną ofertę miesięcznego czynszu. W trakcie trwania umowy istnieje możliwość zmiany jej warunków według wspomnianego już zestawienia. W Polsce klienci mają możliwość zmiany warunków umowy w okresie jej trwania, lecz usługa ta nie jest zautomatyzowana i powszechnie dostępna — wyjaśnia Ewa Kołodziejczyk.
Pańskie oko
Rynek usług CFM znalazł się w fazie wyczekiwania — potencjalni klienci zastanawiają się nad wyborem oferty. Jest duże zainteresowanie, które jednak nie przekłada się jeszcze na liczbę podpisywanych kontraktów.
Polskie firmy wolą kontrolować swoje floty wewnętrznie. Racjonalne i wymierne korzyści związane z CFM nie przekonują ich tak, jak wizja kontrolowania wszystkich dziedzin przedsiębiorstwa we własnym zakresie. Wychodzą z założenia, że tylko właściciel może dopilnować wszystkiego najlepiej.
— Prawdą jest, że w ostatnim czasie zainteresowanie branżą CFM bardzo wzrosło.
Jednak na wymierne efekty tego zainteresowania musimy jeszcze zaczekać. Mam wrażenie, że już niedługo ta faza oczekiwania przekroczy swój stan krytyczny i przełoży się na rozwój naszego biznesu, czyli na nowe umowy — mówi Radosław Grzela.
Coraz więcej firm flotowych konkuruje ze sobą na rynku, którego wzrost nie spełnił wszystkich oczekiwań. Zdarza się, że rywalizacja z poziomu jakości oferty przechodzi na jej koszt, który nie powinien być głównym argumentem w negocjacjach z klientem. Niepokojąca jest determinacja, z jaką niektóre firmy CFM dążą do zwiększenia za wszelką cenę liczby flot i samochodów, którymi zarządzają. Kosztem marży, która czasami zbliża się do zera, firmy próbują realizować plany dotyczące wzrostu liczb w statystykach, co w rzeczywistości oznacza próbę zawładnięcia jak największą częścią rynku.
— Jednak obniżenie opłacalności głównej działalności powoduje obniżenie standardów obsługi. Jest to o tyle krótkowzroczne, że klient, skuszony niską ceną, po jakimś czasie może odczuwać rozczarowanie jakością świadczonych usług. Nie można bowiem utrzymać wysokiej jakości oferty, jeśli się na niej nie zarabia — przekonuje Radosław Grzela.
Rozchwianie rynku
Ostatni rok to również niestabilność regulacji podatkowych i księgowych. W ciągu pięciu ostatnich lat były trzy duże zmiany przepisów, które w dwóch przypadkach oznaczały dla całej branży CFM prawdziwą rewolucję. W ciągu półtora miesiąca trzeba było przebudować cały system komputerowy, zmienić zasady fakturowania, modyfikować struktury kontraktów itd.
Brak stabilizacji przepisów zmniejsza więc możliwości rozwoju oferty. Projektując swoje usługi, firma CFM powinna działać w środowisku stabilnych i przewidywalnych regulacji.
— Najważniejsze są przejrzyste i logiczne zasady, których dzisiaj nie ma. Wygląda to tak, że umowa lea-singu jest inna z punktu widzenia ustawy o rachunkowości czy ustawy o podatku dochodowym. Do tego dochodzą niejasno sprecyzowane różnice w definicjach samochodu ciężarowego. Elementy systemu nie są więc spójne i nie ma pewności, że wszystko działa w zgodzie z przepisami — wylicza Radosław Grzela.