Simple? Sytuacja w spółce wcale nie jest prosta

Kamil Kosiński
opublikowano: 2005-11-09 00:00

Niegdyś czołowy dostawca aplikacji wspomagających zarządzanie dla małych i średnich firm. Obecnie — spółka targana kłótniami akcjonariuszy.

W piątek 7 października 2005 r. rada nadzorcza odwołała Grzegorza Kaletę z funkcji prezesa spółki Simple. Stanowisko to zajmował od 27 grudnia 2004 r. Pod jego kierownictwem firma zakończyła na plusie pierwsze półrocze 2005. Nie jest jednak pewne czy stabilizacja ma trwałe podstawy.

— Celem Grzegorza Kalety było zwiększenie sprzedaży i odbudowanie pozycji Simple jako dostawcy rozwiązań klasy ERP. Niestety, wyniki są niezadowalające, a zaprezentowana przez zarząd strategia nie rokowała nadziei na polepszenie sytuacji w 2006 r. — twierdzi Elżbieta Zybert, przewodnicząca rady nadzorczej Simple i jednocześnie prezes spółki Cron, będącej głównym akcjonariuszem Simple.

W oświadczeniu zarządu Simple — poza Grzegorzem Kaletą w jego skład wchodził Sławomir Siedlarski — wydanym kilka dni po odwołaniu prezesa czytamy m.in.:

„Zarząd firmy Simple ma odmienne zdanie niż Elżbieta Zybert, przewodnicząca rady nadzorczej Simple, na temat przewidywanych wyników spółki w III i IV kwartale 2005 r. (...) W spółce przeprowadzono głęboką reorganizację zakończoną powstaniem firmy Sof-team, w której Simple posiada ponad 50 proc. udziałów. To oznacza, że prognozowanie wyniku powinno obejmować także prognozę wyników spółki zależnej.”

Zakręty firmowego losu

A wszystko zaczęło się w 1988 r. Wtedy to powstał warszawski dom software’owy. Były to czasy, gdy o kompletnych pakietach oprogramowania biznesowego jeszcze mało kto w Polsce myślał. Informatyzacja większości polskich przedsiębiorstw i instytucji sprowadzała się do pojedynczych stanowisk z komputerami PC. Twórcy nowej firmy pragnęli od początku sprzedawać coś, co zasługiwałoby na nazwę — system. Aby było to możliwe, musieli jednak znaleźć klienta, który zgodziłby się finansować prace badawczo-rozwojowe nad oprogramowaniem, czyli w praktyce kupić kota w worku. Takie ryzyko podjął szpital wojewódzki w Kaliszu. Podpisał z nowo powstałą spółką Simple umowę o wartości 63 mln ówczesnych złotych. System dla szpitala miał powstać w dwa lata. Ostatecznie nic z tego nie wyszło, ale ponieważ prace nad oprogramowaniem rozpoczęto od elementów najbardziej uniwersalnych, dających się wykorzystać w różnych branżach, firma zaczęła zdobywać innych klientów.

W 1997 r. firma przekształciła się w spółkę akcyjną. Rok później jej akcje zadebiutowały na CeTO. W 2000 r. trafiły na giełdę. Biuro analityczno-badawcze DiS uznało Simple za największego pod względem liczby użytkowników końcowych dostawcę systemów wspomagających zarządzanie dla średnich firm. I wtedy zaczęły się kłopoty. Przychody spółki gwałtownie spadły. Zysk zastąpiły straty — zarówno netto, jak i na działalności operacyjnej.

W lipcu 2002 r. Simple podpisała porozumienie z SAP. Warszawska spółka miała zacząć sprzedawać i wdrażać pakiet SAP Business One.

— To był ruch sugerujący, że w Simple źle się dzieje. Jest bowiem niespotykane, by dom software’owy wchodził w takie układy z producentem aplikacji konkurencyjnej. A SAP Business One jest trochę droższy, ale jednak konkurencyjny wobec produktów Simple — komentuje Piotr Toński, wiceprezes firmy Terminus, wdrażającej oprogramowanie produkowane przez SAP i BPSC.

Mimo wszystko, w 2004 r. Simple osiągnęło zysk zarówno na działalności operacyjnej, jak i netto. Późną wiosną 2005 r. akcje Simple zaczęła skupować firma Cron — sama mająca w ofercie pakiet oprogramowania wspomagającego zarządzanie firmą. W czerwcu 2005 r. miała ona już 10 proc. głosów na walnym zgromadzeniu. Obecnie doszła do 18 proc. Cronowi nie przeszkadzała krucha stabilizacja finansowa Simple.

— Simple ma potencjał, dobry produkt, świetnych ludzi, ale w dobie olbrzymiej konkurencji na rynku ERP to nie wystarczy. Najważniejsza jest umiejętność budowania relacji z klientem. Zyski to istotny czynnik decydujący o losach każdego zarządu. Simple potrzebuje prezesa, który zagwarantuje firmie sprzedaż i lojalność klientów, będzie przywódcą-wizjonerem, a nie inżynierem. Takich już Simple miało — uważa Elżbieta Zybert.

Aplikacje to kapitał

Zgoda panuje w zasadzie tylko w jednej kwestii. Najmocniejszą stroną firmy są produkty, co zaświadczają również niezależni analitycy.

— Produkty Simple mają wieloletnie tradycje i są szeroko stosowane zarówno przez małe i średnie firmy, jak i sektor publiczny. Relacja ceny tych systemów do ich jakości wydaje się być zadowalająca — ocenia Andrzej Dyżewski, właściciel biura analitycznego DiS.

Do konfrontacji opinii na temat zarządzania firmą dojdzie 15 listopada 2005 r. Na ten dzień zaplanowano nadzwyczajne walne zgromadzenie akcjonariuszy. Głównym punktem jego programu są zmiany w radzie nadzorczej spółki. Obecna rada popiera stanowisko spółki Cron. Pod koniec października powierzyła nawet Elżbiecie Zybert czasowe pełnienie obowiązków prezesa Simple. Czy za tydzień górą będą jej przeciwnicy?