Skarbówka opodatkowuje według… słownika

Iwona Jackowska
opublikowano: 2013-03-20 00:00

Uroczyste otwarcie nowej inwestycji może się zakończyć sporem z fiskusem. Ten niechętnie uznaje, że taka impreza służy także promocji firmy.

Jedna z firm, która „z pompą” zainaugurowała uruchomienie nowego zakładu produkcyjnego, musiała zapłacić wyższy podatek, gdy urząd skarbowy uznał tę imprezę za typowo reprezentacyjną. Wydarzeniu nadano rozgłos, media poświęciły mu sporo uwagi. Był specjalny wystrój (flagi i banery), wynajęty fotograf, katering. Wydatki te, także na druk zaproszeń i obsługę techniczną, firma zaliczyła do kosztów uzyskania przychodów, ale urząd skarbowy ich nie uznał. Jego zdaniem, uroczystość skierowano do zaproszonych gości. Miała charakter reprezentacji, a takich wydatków nie wlicza się do kosztów. Przedsiębiorca był przekonany o promocyjnym znaczeniu imprezy, co pozwala na uznanie jej kosztów za związane z prowadzoną działalnością. Na skutek stanowiska organu podatkowego firma nie mogła ich jednak rozliczyć, musiała zwiększyć przychód do opodatkowania. W ocenie Piotra Kwaśnego, doradcy podatkowego z ASB Tax, podatnik miał rację.

Jego przykład należy zakwalifikować do reklamy, chociaż żaden dokument nie potwierdza, że na taki cel poniesiono wydatki. Spór z fiskusem nie jest w tym przypadku niczym nowym, bo przy rozstrzyganiu wątpliwości co do interpretacji przepisów podatkowych, zgodnie z generalną zasadą pierwszeństwo ma wykładnia językowa. Doradca zwraca jednak uwagę, że dla uznania wydatku za koszt firmy większe znaczenie należałoby nadać wykładni celowościowej. Sugeruje to wręcz ustawa o podatku dochodowym od osób prawnych (CIT). W art. 15 jest mowa o tym, że do kosztów można zaliczyć wydatki poniesione w celu uzyskania przychodów lub zachowania albo zabezpieczenia ich źródeł.

— Uroczyste otwarcie z udziałem zaproszonych gości i mediów powinno być uznane za osiągnięcie takiego celu. Zdobycie rozgłosu medialnego służy poinformowaniu potencjalnych klientów o istnieniu firmy, a w efekcie zwiększeniu sprzedaży, czyli przychodu. Efekt niczym się nie różni od uzyskanego dzięki standardowym przekazom reklamowym. Zakwalifikowanie takich wydatków jako kosztów podatkowych nie powinno być kwestionowane — wyjaśnia Piotr Kwaśny.

Dotyczy to także kateringu, bo to integralna część takiego wydarzenia. Jak tłumaczy doradca, w przypadku interpretacji przepisu, który w swojej treści zawiera cel, przy ocenie konkretnej sytuacji uzasadnione jest właśnie zastosowanie wykładni celowościowej, a nie językowej.

— Nie wydaje mi się, aby badając, czy koszty poniesiono dla uzyskania przychodu, niezbędne było sięganie do pochodzenia wyrazów, zmiany ich znaczenia w czasie i oparcie na tym rozstrzygnięcia. Negatywna ocena zasadności poniesienia istotnego wydatku dla przedsiębiorcy budzi poważne wątpliwości — podkreśla doradca z ASB Tax.

Podejście organów skarbowych jest coraz bardziej fiskalne. Ale Piotr Kwaśny uważa, że należy walczyć o swoje, rozważnie analizować sposób dokumentowania wydatków, by udowodnić ich związek z przychodem. W zasadzie na etapie organizowania wydarzenia ważnego dla firmy należałoby zadbać o jego charakter reklamowy.

Potrzebna ministerialna wykładnia

Doradcy podatkowi i organizacje przedsiębiorców od dłuższego czasu apelują o wydanie przez ministra finansów wykładni definiującej wydatki na reprezentację. Problem nie leży bowiem w samych przepisach, ile w ich interpretacji. Jasna wytyczna mogłaby pomóc także w ocenie, jak traktować m.in. takie wydarzenia marketingowe jak otwarcie nowego zakładu czy inne działania promujące działalność. Możliwe, że omawiany dziś przykład trafi do Naczelnego Sądu Administracyjnego, ale rozstrzygnięcie trudno przewidzieć. Sądy wydają w tych sprawach rozbieżne stanowiska.