Kiedy kupił stuletnią wieżę ciśnień, znajomi pytali: „Po co ci to?”. Gdy nabył starą gazownię — tym bardziej się dziwili. A on spełnia swoje marzenia.
— To nie lokata kapitału. To jakaś forma wolności. Trzeba mieć odskocznię dającą radość. W moim przypadku są to „starotki” — mówi o swojej pasji 33-letni Norbert Szulc z Morąga.
Te „starotki” widać też w biurze. Szyku zadaje stara szafa pancerna. Na szafce stoi stareńka maszyna do pisania. Obok radio z połowy lat sześćdziesiątych, z którego słychać „Trójkę”, zaś trochę z boku ciężka szafa gdańska.
Norbert odnowiciel
Wieża przy ul. Dąbrowskiego w Morągu jest charakterystycznym punktem miasta. Od ponad dwudziestu lat stała i niszczała. Nowy właściciel już naprawił dach, teraz pod okiem konserwatora zabytków odnawia elewację. Na dole będzie kawiarnia lub klub, a na górze — taras widokowy i prawdopodobnie antena radiowa. Norbert Szulc prowadzi w tej sprawie rozmowy z ostródzkim Radiem Mazury. Środek pozostanie pusty, bo konstrukcja wieży nie pozwala na jego zagospodarowanie.
Kupił również wysłużoną gazownię, nieużywaną od czasu, gdy kilkanaście lat temu Morąg podłączono do sieci gazu ziemnego. Obecnie trwa tam remont budynków – wymieniono już poszycie dachu, czyści się elewację, szkli okna, naprawia wysoki, charakterystyczny komin. Utwardza się także podłoże, by mogły wjeżdżać wielkie ciężarówki, gdyż w budynkach będą magazyny na materiały drewniane —sklejkę wodoodporną i płyty szalunkowe.
Geny sukcesu
Pieniądze na kupno zabytków Norbert Szulc zarobił sam. Pierwsze tysiące — jeszcze jako student Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Olsztynie (kierunek: zarządzanie i administracja). Dorabiał też na zleceniach ojca. Bogdan Szulc jest właścicielem firmy, która zajmuje się szeroko pojętą mechanizacją rolnictwa — m.in. stawia silosy, mechanizuje obory, stawia linie granulacyjne do paszy (zbijają pył paszowy w granulki). Zajmuje się też rozbiórkami starych budynków.
Część zleceń oddawał synowi. Kiedy zatem Norbert Szulc zdobył dyplom magistra zarządzania, miał już doświadczenie budowlane. Dlatego pomyślał o powrocie do Morąga i założeniu własnej firmy.
Start utrudniał brak kapitału.
— Od rodziny to się dostaje doświadczenie i pewne geny — ja to nazywam genami sukcesu. A kapitał trzeba wypracować sobie krok po kroku — mówi Norbert Szulc.
Po studiach, w 1997 r., zarejestrował Przedsiębiorstwo Instalacyjno-Budowlane Norbud i dalej rozbierał stare domy i popegeerowskie obory czy stodoły. Kiedyś od koleżanki dowiedział się, że Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych refunduje koszty stworzenia miejsc pracy dla osób z grupą inwalidztwa.
— Prowadziłem już usługi ogólnobudowlane, to rozszerzyłem działalność usługową o mycie samochodów — mówi pasjonat.
Myjnię postawił obok firmy ojca. Wtedy była nowością, szczególnie w takim miasteczku jak Morąg. Dziś myjnia jako samodzielny interes nie jest dochodowa — musi być dodatkiem do innego biznesu — uważa Norbert Szulc.
Unijne pieniądze
Kiedy już mógł sobie pozwolić na inwestycję, wykupił część gruntu przy ul. Przemysłowej w Morągu po dawnym PBRolu. Drugą kupił ojciec. Jeden budynek magazynowy Norbert zmodernizował, dwa nowe postawił i otworzył skład budowlany. Ma w nich łącznie około 1,9 tys. mkw. powierzchni. Klienci chodzą między półkami i wybierają. Dziewiętnastu pracowników Norbudu służy im radą i pomocą.
— Trzeba mieć wizję handlu. Tu, jak to na składzie, mamy wszystko, od ciężkiej budowlanki po zwykłą łopatę — mówi przedsiębiorca.
Norbud działa w sieci DOM. Oprócz Morąga ma ona filie w Działdowie, Jedwabnie, Wielbarku, a centrala jest w Nidzicy.
— Wolny strzelec w branży budowlanej sam nic nie zdziała. Musi łączyć się w grupy, by wywalczyć dobre rabaty i wygenerować duży obrót — tłumaczy szef firmy.
Od 1 maja 2004 r. do Przedsiębiorstwa Instalacyjno-Budowlanego Norbud trafiają pieniądze Unii.
— Koniunkturę gospodarczą nakręcają unijne pieniążki. Rolnik do tej pory był klientem nieinwestycyjnym. Dziś każdy z nich modernizuje gospodarstwa. Dobiera kredyt do unijnych dopłat i modernizuje. Ale zanim zacznie, do nas przyjeżdża po materiały — wyjaśnia Norbert Szulc.
Wysokości obrotu i zysku jednak nie chce ujawnić.
— To tajemnica. Nie chcę się odsłaniać przed konkurentami — tłumaczy Norbert Szulc.
Natomiast chwali się dynamiką sprzedaży — od stycznia do sierpnia 2005 r. sprzedaż firmy wzrosła o 39 proc. w stosunku do analogicznego okresu 2004 r.
— To sukces, bo przybył nam konkurent, filia sieci Jasam z Olsztyna, otwarta w sierpniu 2004 r.
Młody przedsiębiorca z Morąga jest kawalerem. Żadne domowe i rodzinne obowiązki go nie ograniczają, w pracy spędza całe dnie. O założeniu rodziny nie myśli.
— Po to ten biznes — mówi — żeby realizować cele życiowe, swoje marzenia. Na przykład uratować zabytek i sprawić, żeby zarabiał na swoje utrzymanie.
