Skojarzenia czekają na dowody

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2014-06-26 00:00

Rząd przyznaje, że nie rozwiązał jeszcze zagadki związanej z podsłuchami. Twierdzi jednak, że jest na dobrej drodze

Pewna grupa interesu próbuje zdestabilizować polskie państwo — alarmował wczoraj w Sejmie premier Donald Tusk. Stwierdził, że Polsce „pisany jest scenariusz, który powstał nie wiadomo gdzie i czyjego jest autorstwa”.

— Jedno jest pewne — ten, kto to robi, robi to w konspiracji, a efektem tego scenariusza są straty dla państwa polskiego, a nie zyski — ostrzegał premier. Przyznał, że rząd nie ma jeszcze precyzyjnego zdania, kto stoi za nagraniami, jednak ma daleko idące domysły. Tropy w śledztwie są przynajmniej trzy i wszystkie krążą wokół energetyki.

— Nie ma dowodów, że takie powiązania są, ale nie ma też powodu, by ich nie dostrzegać — mówił premier.

Brudne interesy

Pierwszy wątek dotyczy handlu węglem. W ostatnich tygodniach rząd podjął działania, które mają ograniczyć skalę wyłudzeń VAT w branży węglowej oraz utrudnić import węgla z innych krajów, głównie z Rosji. Według premiera, osoby czerpiące zyski ze sprzedaży w Polsce zagranicznego węgla mogą w odwecie celowo destabilizować rząd.

— Sprawa jest duża, mówimy o bardzo dużych pieniądzach, a przede wszystkim o bardzo realnym wpływie obrotu węglem oraz tym, jaki to jest węgiel, na całą strukturę i bezpieczeństwo polskiej energetyki. To nie jest tylko mój wniosek — stwierdził Donald Tusk. Przypomniał, że ujawnianie taśm nastąpiło tuż po „akcji państwa wobec importerów i dystrybutorów węgla na wielką skalę”.

— Mam nadzieję, że śledztwo potwierdzi lub odrzuci te skojarzenia, które dzisiaj wydają się dość oczywiste — mówił Donald Tusk. O węglowym wątku afery podsłuchowej jako pierwszy pisał „Puls Biznesu”, później także inne media, m.in. „Gazeta Wyborcza”.

Gazowe wątki

Drugi trop dotyczy handlu gazem z Rosją. Według premiera, jest pewien związek między opublikowanymi przez „Wprost” nagraniami a projektem budowy drugiej nitki gazociągu jamalskiego, który w ubiegłym roku wzbudził duże kontrowersje polityczne (skończył się m.in. dymisją ministra skarbu).

— Wydarzenia związane z podsłuchami mają związek z osobami, które działały w dziedzinie połączeń gazowych między Polską a Rosją. Każdy, kto interesował się problemem tzw. pieriemyczki, czyli połączenia gazowego, które miało omijać Ukrainę, pamięta także zdarzenia, z którymi związane są niektóre osoby pojawiające się w kontekście afery podsłuchowej — argumentował Donald Tusk (czytaj więcej w tekście obok).

Trzeci wątek dotyczy wpływu Rosji. Premier sugerował, że ujawnienie nagrań może mieć związek z polityką geopolityczną, energetyczną i międzynarodową Polski. — Pamiętajmy, że mamy wojnę na Ukrainie. […] Rola polskiego rządu w kształtowaniu polityki energetycznej Unii Europejskiej, spór o to, na ile Europa powinna być uniezależniona od rosyjskiego gazu — we wszystkich tych kwestiach Polska odgrywała kluczową rolę — mówił premier. Na koniec złożył wniosek o wotum zaufania dla swojego rządu (do czasu zamknięcia tego wydania gazety głosowanie się nie odbyło).

Czekamy na dowody

Według Janusza Steinhoffa, byłego wicepremiera i ministra gospodarki, premier popełnia błąd, że rzuca oskarżenia, a nie przedstawia dowodów. Śledztwo trwa jednak dopiero od tygodnia. — Byłbym bardzo ostrożny w ferowaniu tak daleko idących wyroków. Doświadczenie wielokrotnie pokazało, że różne — wydawałoby się racjonalne — skojarzenia, jakie pojawiają się na etapie śledztwa, później w procesie sądowym okazują się bezzasadne — uważa Janusz Steinhoff. Na razie domysły premiera wyglądają raczej na teorię spiskową niż drogę do prawdy.

— Być może premier, wbrew temu, co mówi, ma jakieś dowody na poparcie swoich tez, ale szkoda, że ich nie pokazał. Na jego miejscu zamiast snuć domysły, raczej zastanowiłbym się, dlaczego jego ministrowie mówią takie rzeczy, jakie słychać na nagraniach — twierdzi były wicepremier.

Z dystansem do tłumaczeń premiera podchodzi też Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

— Teoria o tym, że to Rosja stoi za nagraniami, może być prawdziwa, a może być tylko polityczną manipulacją premiera. Dziś łatwo jest zasłaniać się Rosją i zrzucać na rosyjskie służby specjalne odpowiedzialność za wszystkie własne potknięcia. Dopóki premier nie przedstawi dowodów, trudno te wyjaśnienia traktować poważnie. Może w 2005 r. uwierzyłbym Donaldowi Tuskowi na słowo, teraz proszę o dowody — mówi Cezary Kaźmierczak.

Gra o europejską energetykę

Podczas gdy Polską wstrząsa afera taśmowa, w Brukseli trwają negocjacje dotyczące obsady stanowisk w Komisji Europejskiej. Według nieoficjalnych informacji, na stanowisko szefa komisji przemysłu, badań i energii typowany jest Jerzy Buzek, były szef europarlamentu. To niekoniecznie optymalny scenariusz dla Polski. Sam Jerzy Buzek już kilkanaście dni temu stwierdził jednak, że „jeżeli ktoś z polskiej delegacji w Europejskiej Partii Ludowej zostanie szefem komisji ds. energii, ubieganie się przez Polskę o tekę komisarza ds. energii będzie trudniejsze”. A tą teką była zainteresowana Polska. Wygląda jednak na to, że Niemcy będą naciskać na to, żeby obecny komisarz UE ds. energii, Guenther Oettinger, pozostał w składzie Komisji Europejskiej na obecnym stanowisku.