Skończyło się gumowe eldorado

BAM, MICH
opublikowano: 22-04-2018, 22:00
aktualizacja: 23-04-2018, 06:27

Trzy lata temu Polska była największym rynkiem opon rolniczych w Europie. Sprzedaż spadła jednak aż o 70 proc. i dziś jest tylko średniakiem.

Prawie 275 tys. opon rolniczych sprzedano w Polsce w 2014 r. Byliśmy europejskim liderem w tym segmencie rynku. W kolejnych latach sprzedaż jednak siadła. Dziś wyprzedają nas nie tylko Francja i Niemcy, gdzie nie widać trendu spadkowego, ale nawet Włochy i Hiszpania, gdzie również kupuje się coraz mniej rolniczych opon. Te statystyki dotyczą jednak tylko markowego ogumienia z firm należących do Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Opon i Gumy (ETRMA).

— Zaraz po uruchomieniu pierwszych unijnych dopłat bezpośrednich polscy rolnicy masowo kupowali nowoczesne maszyny rolnicze, często nie kierowali się przy tym rachunkiem ekonomicznym i dopasowaniem do potrzeb swojego gospodarstwa. Część z nich przeinwestowała, kupując ciągniki i maszyny, które nie zawsze były im potrzebne i na które nie zawsze było ich stać — mówi Piotr Sarnecki, dyrektor generalny Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego (PZPO).

Po pewnym czasie opony się zużyły i wtedy okazało się, że pasujące do tego drogiego sprzętu ogumienie również jest droższe.

— Część rolników próbowała więc opóźnić moment wymiany, korzystając wciąż z tych samych, inni szukali najtańszych zamienników gorszej jakości. To oraz ogólny wzrost zadłużenia gospodarstw rolnych spowodowały, że najtańsze niskiej jakości opony zaczęły wypierać z rynku markowe ogumienie, w tym także to produkowane w Polsce — tłumaczy szef PZPO. Chodzi głównie o niskobudżetowe opony sprowadzane z dalekiejAzji, których żywotność — według danych organizacji — to 3 tys. motogodzin, podczas gdy markowe ogumienie wytrzymuje 7-10 tys. motogodzin. Według Piotra Sarneckiego na Zachodzie Europy takie zjawisko nie występuje, bo tam dla farmerów liczy się zysk z hektara, a lepsze opony to niższe zużycie paliwa i lepsze wykorzystanie możliwości sprzętu.

— Tak jak poszukujemy tańszych części zamiennych do samochodów, tak samo do maszyn rolniczych. Opony nie są tu wyjątkiem — potwierdza Marian Sikora, przewodniczący rady Federacji Branżowych Związków Producentów Rolnych.

Według niego rotacja opon rolniczych, zwłaszcza w sprzęcie, który jeździ tylko po polach, a nie drogach, nie jest duża.

— Sam nie wymieniłem jeszcze opon w ciągniku, którego używam dobre kilka lat. To też kwestia wysokiej jakości tego ogumienia — dodaje Marian Sikora.

Współczesne gumy są wytrzymalsze niż te produkowane dawniej. Jeśli rolnik nie ma nadmiaru funduszy, a w tej sytuacji jest większość polskich gospodarstw, priorytetowym wydatkiem są nawozy czy środki ochrony roślin, a nie ogumienie do ciągnika. Na finansowy aspekt zwraca uwagę także Karol Zarajczyk, prezes Ursusa.

— Spadek sprzedaży opon rolniczych wiąże się ściśle z zaniechaniem dopłat i spadkiem rynku nowych ciągników. Jeżeli jeszcze w 2014 r. takich maszyn sprzedawało się około 17 tys., a w kolejnych latach już tylko 6-7 tys., to musiało się to odbić też na popycie na opony — tłumaczy menedżer. Jego zdaniem, nie jest to raczej kwestia rosnącej popularności opon z Azji.

— Opony dobierają konstruktorzy i technolodzy każdego producenta ciągników i żadnego szału na dostawców z Azji tu nie widać — mówi Karol Zarajczyk.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: BAM, MICH

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Skończyło się gumowe eldorado