Skutki zostaną odłożone w czasie

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2016-04-04 22:00

Dwudniowa wizytacja w naszym kraju Thorbjoerna Jaglanda, sekretarza generalnego Rady Europy, w sensie politycznym czy finansowym ma znaczenie oczywiście niezrównanie mniejsze niż pobyt Fransa Timmermansa, wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej. Starsza od Unii Europejskiej organizacja z siedzibą w Strasburgu jest autorytetem wyłącznie w kategoriach moralnych. Jej dokumenty i standardy są dla państw członkowskich jedynie propozycją, a nie nakazem implementacji do prawa krajowego. A zatem największą dolegliwością grożącą obecnym władcom Polski za niewykonanie zaleceń Komisji Weneckiej — wśród których kluczowe znaczenie ma publikacja wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 9 marca — jest ewentualne postawienie ich do kąta rezolucją Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, czyli reprezentacji parlamentów narodowych. Tego organu absolutnie nie należy mylić z Parlamentem Europejskim, w Strasburgu są to osobne gmachy, ale połączone wewnętrznym przejściem. Dlatego można się spodziewać, że europosłowie nie pozostaną za krajowymi kolegami w tyle…

Realnie wiszące w Strasburgu rezolucje będą miały fatalne skutki dla wizerunku Polski na rynkach.

Oczywiście taki efekt zostanie odłożony w czasie, nie wystąpi za miesiąc czy nawet w 2016 r. Na podwórku krajowym analogiczne zjawisko dotyczy np. programu 500-złotowych wypłat dla części dzieci, którego następstwa demograficzne dadzą się zauważyć najwcześniej po kilku latach. Z tego rząd doskonale zdaje sobie sprawę i wręcz to podkreśla. Niestety, identycznie funkcjonujący mechanizm wpływu polityki bieżącej na postępującą zmianę zagranicznego wizerunku Polski w ogóle nie jest przyjmowany przez PiS do wiadomości.