Czwartkowa sesja na Wall Street zakończyła się niewielką przeceną indeksów. Po dwóch dniach wzrostów, napędzanym postępami aliantów na froncie w Iraku, rynek ponownie zwrócił uwagę na gospodarkę, gdyż ta przesłała niepokojące sygnały. Przed rozpoczęciem sesji opublikowano słabe dane z rynku pracy, a tuż po otwarciu notowań kiepskie wieści z sektora usługowego. Na zamknięciu Dow Jones i Standard & Poors straciły po 0,5 proc., a Nasdaq pozostał praktycznie bez zmian.
Wojenną hossę powstrzymały złe dane makroekonomiczne. W ubiegłym tygodniu liczba nowych bezrobotnych w USA wzrosła do 445 tys., najwyższego poziomu od roku. Przekroczenie poziomu 400 tys. wniosków świadczy o stagnacji na amerykańskim rynku pracy.
Dodatkowo Instytut Zarządzania Podażą (ISM) poinformował, że indeks aktywności w sektorach amerykańskiej gospodarki poza przemysłem spadł w marcu do 47,9 pkt z 53,9 pkt w lutym. Po raz pierwszy od stycznia 2002 roku indeks znalazł się poniżej poziomu 50 punktów, który oddziela rozwój od spowolnienia gospodarczego. Oznacza to, że w marcu amerykański sektor usług przestał się rozwijać, a koniunktura gospodarcza w USA wyraźnie osłabła.
Publikacja niepokojących sygnałów gospodarczych powstrzymała wzrosty amerykańskich indeksów, jednak nie przyniosła wyprzedaży akcji. Zmiany indeksów były niewielkie, gdyż gracze wciąż skupiają uwagę na postępach wojsk w Iraku. Amerykańskie oddziały są już 10 kilometrów od Bagdadu i toczą walki o lotnisko, położone o 20 km od centrum miasta.
Ostatnie sesje pozwoliły na odrobienie ubiegłotygodniowych strat na Wall Street. Jednak po czwartkowym niewielki spadku Dow Jones i Nasdaq mają wartości minimalnie niższe, w porównaniu do zamknięcia z 19 marca, ostatniego dnia przed wybuchem wojny. Indeks blue chipów S&P jest za to o 0,3 proc. wyższy, niż przed wybuchem wojny.
W porównaniu ze stanem sprzed wybuchu konfliktu, baryłka ropy Brent jest w Nowym Jorku tańsza o 6,6 proc., a uncja złota o 3,12 proc.
Paweł Kubisiak