Słabe fimy nie mogą liczyć na żadną pomoc

Marcin Zieliński JS
21-04-1999, 00:00

Słabe fimy nie mogą liczyć na żadną pomoc

POD OSTRZAŁEM: Danuta Wałcerz, prezes PUNU, jest coraz częściej krytykowana za zbyt tolerancyjne traktowanie niektórych firm. fot. Marcin Wegner

Winą za ewentualny upadek jednej ze spółek ubezpieczeniowych może być także obarczony Państwowy Urząd Nadzoru Ubezpieczeniowego. Zdaniem niektórych, jest bowiem zbyt słaby lub zbyt tolerancyjny. Jedno jest jednak pewne: w Polsce nie ma wypracowanych metod ratowania kulejących towarzystw.

Państwowy Urząd Nadzoru Ubezpieczeń, który dzisiaj dysponuje głównie represyjnymi instrumentami karnymi, powinien mieć też inne kompetencje. Tak przynajmniej twierdzi część naszych rozmówców.

— Gdyby PUNU mogło wcześniej zwalniać zagrożone spółki z określonych obowiązków, dysponować ulgami, to słabnący może mogliby dać sobie radę. Dzisiaj nadzór może jedynie tworzyć lobby na rzecz znalezienia inwestorów. A zarząd komisaryczny był i jest traktowany jak wstęp do bankructwa — mówi prezes jednego z towarzystw życiowych.

— Na świecie zarząd komisaryczny jest jednym ze sposobów sanacji firmy. U nas jednak ta forma ratowania ma negatywne zabarwienie — twierdzi Jerzy Wysocki, prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Zdaniem szefa samorządowej organizacji ubezpieczeniowców, powinien zostać powołany rodzaj funduszu lub konsorcjum pomocowego dla firm na granicy bankructwa.

— Na fundusz mogłyby składać się towarzystwa ubezpieczeniowe. Chodzi o to, żeby nie była to kolejna składka na maruderów. Wpłacający musieliby mieć gwarancję przejęcia kontroli nad ratowanym — wyjaśnia prezes Wysocki.

Ubezpieczeniowcy podkreślają, że system bankowy o wiele sprawniej pomaga czarnym owcom.

— Bankowy Fundusz Gwarancyjny jest zasilany z budżetu, z kasy Narodowego Banku Polskiego i z banków. Takie rozwiązanie plus większa solidarność bankowców przynosi sukces wielu programom ratowania banków — uważa Jan Monkiewicz z Polisy Życie.

Zgadza się z nim Ryszard Micyk, prezes Reliance National Polska.

Zdaniem innych, dramatyczna sytuacja w niektórych spółkach to właśnie wyzwanie dla PIU.

— Izba powinna być partnerem dla resortu finansów i PUNU.

Mogłaby odegrać istotną rolę w uzyskaniu np. kredytu podporządkowanego, zamiennego na akcje. Tani kredyt to być może wyjście dla niedomagającej firmy. PIU mogłoby się wykazać i jako remedium przygotować program konsolidacji branży — mówi Mirosław Roguski, prezes towarzystw Inter Polska.

Większość prezesów widzi ratunek dla tonących firm w przejmowaniu ich przez silniejszych.

— Bankructwo to olbrzymi cios dla rynku. Na świecie wybawienie dla słabeuszy przychodzi ze strony innych firm. Oni przejmują portfel i zobowiązania niedomagającego zakładu — twierdzi Mirosław Kowalski, prezes spółek Zurich Handlowy.

Z kolei zdaniem Władysława Jamrożego, szefa PZU, nadzór ubezpieczeniowy może być lepiej zorganizowany.

— Powinna zostać powołana Komisja Nadzoru Ubezpieczeniowego. W jej skład wchodziliby również przedstawiciele Polskiej Izby Ubezpieczeń, UFG. Jej rolą byłoby podejmowanie kluczowych decyzji dotyczących sektora. Chodzi o to, żeby wyeliminować ryzyko błędu czy stronniczości, jakimi mogą być obarczone obecne rozwiązania — podkreśla Władysław Jamroży.

Jego zdaniem, w przyszłości instytucja ta, jeżeli powstanie, powinna połączyć się z KPWiG.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Zieliński JS

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Słabe fimy nie mogą liczyć na żadną pomoc