Piątkowa sesja w USA obaliła poglądy, że wysoka cena ropy nie wywrze większego wpływu na inflację i wydatki konsumentów. Inwestorzy zaczęli się obawiać drogiej ropy i fatalnych prognoz wielu spółek. Pozostaje pytanie, czy był to jedynie spazm strachu, czy to już trwalszy trend. Odpowiedź mogą dać, choć nie muszą, najbliższe sesje w USA. Jeśli byki zaatakują i odrobią większość strat, to strach przeminie. Gdyby jednak znów doszło tam do spadków, zwycięstwo niedźwiedzi, nawet w średnim okresie, zostanie przypieczętowane.
Najgorszy z prognostycznego punktu widzenia jest przypadek, w którym indeksy rosną, ale niewiele (0,5 proc.). Wtedy odpowiedzi na kluczowe pytanie (kto rządzi — byki czy niedźwiedzie) nie dostaniemy. Ale uwaga: często takie małe odbicie uznawane jest za tzw. ząbek w trendzie spadkowym.
Bardzo mnie martwi, że ministrowie finansów grupy G-7 podczas swojego weekendowego szczytu zrobili wszystko, by pomóc niedźwiedziom. Powiedzieli, że „zawirowanie na rynkach, wysokie ceny ropy i słabość rynku nieruchomości w USA prawdopodobnie doprowadzą do zmniejszenia tempa wzrostu gospodarczego”. Warto zwrócić szczególną uwagę na słowo „prawdopodobnie” — ministrowie nie są pewni spowolnienia. Dlaczego? Znajdujemy odpowiedź w następnym zdaniu: „fundamenty gospodarcze (globalne) pozostają mocne, a rynki rozwijające się są motorem wzrostu”. Najważniejsze jednak było to, że G-7 nie odniosło się do coraz szybszego osłabienia dolara, a przecież gracze tego się spodziewali. Niemożność uzgodnienia wspólnej akcji przeciwko osłabieniu dolara, czyli eksportowaniu przez USA swoich problemów do Europy, daje zielone światło graczom, którzy chcą widzieć kurs EUR/USD dużo wyżej. Dolewając oliwy do ognia, Rodrigo Rato, dyrektor zarządzający MFW, powiedział w sobotę, że dolar jest „w średnim terminie” przewartościowany, a rynki słusznie grają na jego osłabienie.
Uważam, że G-7 i MFW odgrywają rolę uczniów czarnoksiężnika. Uruchamiają proces, nad którym będzie im bardzo trudno zapanować. Rynki potrafią doprowadzić do całkowicie irracjonalnych (chodzi o skalę) spadków/wzrostów indeksów. Wątpię, czy G-7 i MFW, a z pewnością europejscy eksporterzy cieszyliby się, gdyby kurs EUR/USD w na przykład 2 miesiące zaatakował poziom 1,6, a to wykluczone nie jest. Wygłaszając takie tezy, nie tylko przyśpieszają osłabienie dolara, ale również zwiększają tempo wzrostu cen surowców, wśród których jednym z ważniejszych jest ropa. A przecież droga ropa nie tylko może w końcu zwiększyć inflację, ale wyciąga także pieniądze z kieszeni konsumentom, ograniczając wzrost gospodarczy. Osłabiając dolara, ministrowie podstawiają nogę gospodarce światowej.
Piotr Kuczyński
Xelion, główny analityk