Śląsk przyciąga brytyjskich inwestorów

Eric Roussel
opublikowano: 2001-03-30 00:00

Eric Roussel: Dla lokalnego rynku hipermarkety są pewnymi partnerami

Sklepy wielkopowierzchniowe nie funkcjonują w izolacji od regionalnego rynku produkcji i sprzedaży. Są ważnym pośrednikiem między lokalnymi wytwórcami a klientami. Niejednokrotnie stanowią czynnik pomagający tym wytwórcom w zorganizowaniu się i dostosowaniu produkcji do wymagań miejscowego rynku. Poza tym ambicją każdego lokalnego hipermarketu staje się umieszczanie produktów ze swojego regionu w całej sieci krajowej i zagranicznej.

Współpraca między siecią dystrybucji i lokalnymi producentami jest znacznie lepsza i łatwiejsza niż kontakt z zagranicznymi wytwórcami. Ci ostatni nie mają tak dobrego rozeznania w oczekiwaniach lokalnych konsumentów, jak producenci miejscowi. Rozumieją to dobrze szefowie wielkich sieci i dlatego też wiele z nich decyduje się na politykę decentralizacji. Dyrektorzy poszczególnych placówek najlepiej znają specyfikę regionu i mogą podejmować najtrafniejsze decyzje.

Wielka placówka handlowa — to wiele nowych miejsc pracy. Należy podkreślić, iż nie są to miejsca tworzone na rok czy na dwa lata. Średni koszt powstania hipermarketu w Polsce wynosi 20 mln USD. Nikt rozsądny nie inwestuje takich pieniędzy po to, by po kilku latach się wycofać. Otwarcie hipermarketu to miejsca pracy oraz podatki wpływające do gminnej kasy.

Zysk i pewność miejsc pracy nie dotyczy wyłącznie samych pracowników sieci, ale i wielu osób współpracujących — od wykonawców budowlanych po dostawców towarów i usług. Sieci dbają o to, aby dać pracownikom perspektywę zwiększenia zarobków. Premie załogi zależą wówczas od zysku hipermarketu. Część sieci przyjęła formę akcjonariatu pracowniczego. Co istotne, pracownicy mają szansę osiągnięcia sukcesu dzięki systemowi aktywnego awansu. Szeregowy pracownik może zostać nawet… właścicielem hipermarketu.

Przeciwnicy tworzenia wielkich centrów handlowych nie negują argumentu, iż każda nowa placówka to wiele nowych miejsc pracy. Uważają jednak, że obecność sieci jest śmiertelnym ciosem dla małych sklepów. Tymczasem obiekty wielkopowierzchniowe mają jedynie 28 proc. udziału w rynku sprzedaży artykułów żywnościowych i środków czystości. Zatem niemal 3/4 produkcji zbywane jest w osiedlowych sklepikach, o los których tak bardzo obawiają się działacze samorządowi. Poza tym w galeriach i pasażach hipermarketu mieszczą się niezależne sklepy, które mogą znakomicie rozwinąć się u boku wielkiego partnera.

Nie należy się obawiać wyparcia z polskiego rynku drobnych handlowców. Hipermarkety nie zmonopolizują rynku. Odwiedzane są przez tłumy nie dlatego, że klientom nie pozostawia się wyboru. Po prostu każdy znajduje w nich to, co jest dla niego najważniejsze przy robieniu zakupów. Osoby oszczędne mogą być pewne niskich cen, zaś klienci nie przepadający za wędrówkami po sklepach — pełną gamę towarów w jednym punkcie. Klienci odzwyczaili się już od czasów, gdy wybór sklepu i towaru należał do sfery marzeń.