Kulisy kontraktu GTechu z Totalizatorem badane są nie tylko w USA, ale też w Polsce. Śledztwo trwa ponad pięć lat. I co? I nic.
Podejrzenia o korupcję przy przetargu na obsługę systemu dla Totalizatora Sportowego trafiły pod lupę polskiej prokuratury wiosną 2001 r. Dziś lupa ta musi być mocno zakurzona. Śledztwo jest zawieszone od ponad czterech lat. Powód?
— Wciąż czekamy na wykonanie pomocy prawnej za granicą — mówi Krzysztof Kopania, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi, która prowadzi sprawę.
Na dnie szafy
W łódzkiej prokuraturze zmienił się nie tylko rzecznik, ale również prokurator prowadzący śledztwo.
— To formalność. W tym postępowaniu i tak nic się nie dzieje. Akta są odłożone ad acta — ocenia nasz informator.
Czy to się zmieni po tekstach „PB” o 20 mln dolarów dla konsultanta? Krzysztof Kopania obiecał, że prokuratura odniesie się do naszych informacji bardzo szybko.
Łódzkie śledztwo wszczęto wiosną 2001 r. na polecenie ówczesnego ministra sprawiedliwości Lecha Kaczyńskiego. Ten krok był pokłosiem informacji uzyskanych od Jarosława Bauca, który w tamtym czasie pełnił funkcję ministra finansów. Jego z kolei o możliwej korupcji w przetargu na obsługę lottomatów poinformował Rick Burt, były ambasador Stanów Zjednoczonych w Niemczech, który zasłynął jako główny negocjator USA w rozmowach z byłym Związkiem Radzieckim na temat redukcji broni strategicznej (tzw. układ START). W trakcie przetargu Rick Burt był członkiem rady nadzorczej spółki Anchor Gaming, czyli właściciela AWI, konkurenta GTechu.
Miliony dolarów
Na czym miały polegać nieprawidłowości — ujawnił Lech Kaczyński, który w odpowiedzi na interpelację poselską napisał w kwietniu 2001 r. o fakcie „zażądania przez osobę pełniącą funkcję publiczną, reprezentującą statutowe władze jednoosobowej spółki skarbu państwa Totalizator Sportowy (chodzi o Władysława Jamrożego, on sam odrzucał wszelkie oskarżenia — przyp. aut.), korzyści majątkowej od przedstawicieli AWI, dla spółki Support, wskazanej jako polski partner operatora systemu, a polegającej na przysporzeniu tej spółce nienależnych jej przychodów w kwocie wielokrotnie przekraczającej rzeczywistą wartość oferowanych przez ten podmiot usług”. Według naszych informacji rzekomo chodziło o 1 mln dolarów (ponad 4 mln zł) rocznie (czyli łącznie ponad 40 mln zł).
Support to warszawska spółka, zajmująca się wytwarzaniem software’u i outsourcingiem usług informatycznych dla firm, zatrudniająca dziś 160 osób. Jej przedstawiciele zapewniali nas w 2002 r., że nie byli zaangażowani w jakiekolwiek nieprawidłowe działania i bez obaw czekają na wyniki prowadzonego śledztwa.
— Rzeczywistym beneficjentem tych 10 mln dolarów miał być nie Support, ale firma, z którą Support miał współpracować, czyli PZU-CL Agent Transferowy — twierdzi nasz informator.
Z tą opinią zgodziło się kilka innych osób, z którymi rozmawialiśmy. Nikt nie chciał się jednak wypowiadać pod nazwiskiem, zaznaczając, że nie dysponuje dowodami na potwierdzenie tej tezy.
Pomoc nie nadchodzi
Centrum Informatyki Grupy PZU (bo tak obecnie brzmi nazwa PZU- -CL) to spółka outsourcingowa założona w 1998 r. przez PZU i Computerland. Od września 2001 r. jedynym jej udziałowcem jest PZU. To dzięki tej firmie Grzegorz Wieczerzak, były szef PZU Życie, przez wiele miesięcy skutecznie unikał odwołania ze stanowiska (PZU-CL Agent Transferowy nie dopuszczał do zwołania WZA). W 2001 r. zarówno Grzegorz Wieczerzak, jak i Władysław Jamroży zasiadali w radzie nadzorczej PZU-CL Agent Transferowy.
Łódzka prokuratura już dawno przesłuchała wszystkie osoby znajdujące się w Polsce, które miały związek z przetargiem z 2001 r. Zeznania mają jeszcze złożyć byli menedżerowie AWI (część już to zrobiła). Nie kwapią się do tego, bo — według naszych informacji — przeszli do GTechu, czyli głównego konkurenta AWI przy przetargu i jego zwycięzcy! I dlatego łódzka prokuratura „wciąż czeka na wykonanie pomocy prawnej za granicą”.
