Ślimak pokaż rogi, a zobaczysz Francję

Ryszard Gromadzki
opublikowano: 2004-04-21 00:00

Ruszył doroczny zbiór ślimaków. „Żniwa” potrwają do końca maja. Lwia część zbiorów trafi do Francji.

Tegoroczne zbiory ślimaków powinny być zbliżone do tych z poprzednich lat — ocenia Leszek Molas, szef Stowarzyszenia Przetwórców i Eksporterów Ślimaków. W 2003 r. w Polsce zebrano około 1,2 tys. ton.

— W ponad 90 proc. zbiory zostały wyeksportowane do Francji — twierdzi Leszek Molas.

Ocenia, że w tym roku firmy wyeksportują winniczki za 2 mln EUR.

— Mimo rosnącej konkurencji z krajów bałkańskich, Węgier, Ukrainy, Białorusi czy krajów bałtyckich, polskie winniczki mają niezmiennie wysokie notowania u francuskich smakoszy — mówi Leszek Molas.

Pod ochroną

Sezon na ślimaki tradycyjnie zaczyna się w trzeciej dekadzie kwietnia.

— Z wyjątkiem Polski środkowej winniczki są pozyskiwane wszędzie. Obficie występują na Warmii i Mazurach — twierdzi Leszek Molas.

Ze względu na to, że winniczki objęte są w Polsce ochroną, zgodę na ich zbiór wydają w poszczególnych województwach miejscowi konserwatorzy przyrody. Oni też określają limity zbiorów dla danego regionu.

— Mam wrażenie, że konserwatorzy przyrody podchodzą do kwestii limitów zbiorów zbyt asekuracyjnie. W efekcie, producenci zamiast u siebie, muszą poszukiwać winniczków w innych regionach, co podnosi koszty ich działalności — mówi Leszek Molas.

Z kolei Maria Mellin, wojewódzki konserwator przyrody w Olsztynie, twierdzi że względy ochrony środowiska nie pozwalają radykalnie zwiększyć limitów zbiorów winniczków na Warmii i Mazurach.

— W tym roku z wnioskami o zgodę na skup winniczków zgłosiło się 27 firm. Łącznie zamierzały one skupić 580 ton ślimaków. Ustaliłam limit na poziomie 150 ton, to i tak o 90 ton więcej niż w 2003 r. — argumentuje Maria Mellin.

Kilogram za 80 groszy

Skupem winniczków zajmuje się w sezonie kilkadziesiąt firm w Polsce. Pozyskują one ślimaki od zbieraczy. W tym roku za kilogram winniczków zapłacą 80 gr. Zbiór to okazja do ekstrazarobku.

— Zbieracze zarabiają w ciągu sezonu średnio kilkaset złotych, najbardziej doświadczeni wyciągają nawet po kilka tysięcy złotych — twierdzi Leszek Molas.

W branży dominują trzy firmy: Las Skwierzyna, RKS Łubnica i Warmex Wielbark. Wszystkie one mają uprawnienia eksportowe do Unii Europejskiej i kontrolują łącznie około 80 proc. krajowego rynku.

— W tym interesie jest sporo firm „komet”, które pojawiają się w jednym sezonie, żeby w następnym zniknąć — mówi Leszek Molas.

Część firm ogranicza się do eksportu żywych ślimaków.

— Las, Łubnica i Warmex, eksportują surowiec przerobiony, oddzielony od muszli. Ale to wciąż półprodukt, który po przetworzeniu za granicą trafia na europejskie stoły jako ślimak po burgundzku — wyjaśnia Leszek Molas.

Tymczasem polskie firmy są technologicznie w pełni gotowe do eksportu produktu finalnego (ślimaka po burgundzku).

— Z momentem wejścia do Unii znikną wreszcie wysokie cła, które nam to uniemożliwiały, co powinno sprzyjać rozwojowi branży — prognozuje Leszek Molas.