Władze gminy Łącko twierdzą, że nadszedł czas, by lokalny trunek trafił na krajowe stoły... legalnie.
Łącko od niepamiętnych czasów słynie w Polsce ze śliwowicy. Jednak w sklepach jej nie ma. Władze gminy chcą to zmienić.
Władze gminy Łącko (województwo małopolskie) chcą, by półlegalny trunek, jakim jest śliwowica, wytwarzana w miejscowych gospodarstwach, dostał szansę na wejście w normalny obrót handlowy.
— Śliwowica Łącka została uznana w 1989 r. przez urząd konserwatora zabytków w Nowym Sączu za niematerialne dobro kultury narodowej — podkreśla Franciszek Młynarczyk, wójt gminy Łącko.
Nie taka akcyza
Na drodze do legalizacji śliwowicy gmina zrobiła już pierwszy krok. W maju uzyskała rejestrację w Urzędzie Patentowym znaku towarowego „Śliwowica Łącka”. Następnym etapem będzie uznanie trunku przez ministerstwo rolnictwa za produkt lokalny. W końcu gmina ruszy do Ministerstwa Finansów po zgodę na legalizację i obniżenie akcyzy.
— Nasza śliwowica jest produkowana w niewielkiej skali, a to wyklucza opłacalność przy obecnym poziomie akcyzy sięgającym 90 proc. Uważamy, że nie powinna ona przekroczyć 30-40 proc. — mówi Franciszek Młynarczyk.
Wójt ocenia, że miejscowe gospodarstwa mogą wydestylować nie więcej niż 5 tys. litrów trunku rocznie.
— Aby produkcja opłacała się przy normalnym poziomie akcyzy, należałoby wytwarzać co najmniej 200 tys. litrów. Przy wykorzystaniu miejscowych sadów jest to niemożliwe. Ze 100 kg śliwek otrzymuje się tylko 4 litry trunku — wyjaśnia Franciszek Młynarczyk.
Według Anny Adamkiewicz z biura prasowego Ministerstwa Finansów obecnie prawo nie daje takiej możliwości, aby w indywidualnych sprawach zwalniać sprzedaż wyrobów akcyzowych z podatku akcyzowego lub stosować niższą stawkę.
Mimo to gmina zamierza walczyć o swoje. Liczy też na przepisy unijne.
— Takie ulgi uzyskały niewielkie, lokalne gorzelnie, działające na terenie Austrii — argumentuje Franciszek Młynarczyk.
Chronić markę
Legalizacja śliwowicy ma służyć także utrzymaniu marki i wysokiej jakości.
— Producenci musieliby badać laboratoryjnie wytwarzane przez siebie partie produktu, a klient wiedziałby, z którego gospodarstwa pochodzi dana butelka — mówi Franciszek Młynarczyk.
Wójt Łącka przyznaje, że plagą są różnego rodzaju podróbki, wytwarzane ze spirytusu.
— W lokalnych hurtowniach sprzedano w tym sezonie ponad 90 tys. butelek. Do ich napełnienia trzeba 45 tys. litrów alkoholu — opowiada Franciszek Młynarczyk.
Bez kapitału
Śliwowicą Łacką interesowały się także niektóre Polmosy. Jednak chciały produkować ją na skalę przemysłową.
— A u nas z każdej górki jest inna śliwowica i chcemy to zachować — podsumowuje Franciszek Młynarczyk.
Według niego produkcją powinno się zająć działające już stowarzyszenie rolników Łącka Droga Owocowa, które przekształciłoby się w grupę producencką.