Maksymalnie 250 kalorii ma mieć porcja słodyczy. Taką regulację wymyślili dla siebie producenci — donosi branżowy portal Confectionery News. Porcję definiują jako opakowanie słodyczy. W przypadku czekolad, batonów czy słonych przekąsek, jak paluszki, tego kryterium nie spełnia wiele produktów, również pochodzących od najbardziej znanych producentów.

Rozmowy o ograniczeniu miały się rozpocząć już na forum europejskiej organizacji zrzeszającej firmy z branży — Caobisco (Chocolate, Biscuits and Confectionery of Europe), do której należą krajowe stowarzyszenia i najwięksi wytwórcy. Włączają się w nią więc słodyczowi giganci, tacy jak Nestle, Mars czy Mondelez — informują dziennikarze Confectionery News. Do Caobisco należy też Stowarzyszenie Polskich Producentów Wyrobów Czekoladowych i Cukierniczych Polbisco. — Na razie toczą się wewnętrzne dyskusje na ten
temat. Nie mamy żadnego terminarza, na pewno nic się nie wydarzy z dnia na dzień. To kwestia dużych przygotowań technologicznych i logistycznych — trzeba zmienić recepturę produktu bądź jego gramaturę, więc przestawić maszyny produkcyjne, przygotować nowe opakowania itp., co wymaga czasu i wiąże się z kosztami. Dla globalnych koncernów to ogromne przedsięwzięcie, ale to mniejsi, lokalni producenci będą najbardziej dotknięci takimi zmianami, bo nie mają dużego zespołu ludzi i funduszy, pozwalających na taką całościową reorganizację biznesu. Dlatego należy to zrobić spokojnie i racjonalnie, żeby w jak najmniejszym stopniu dotknęło to producentów. Szukamy najlepszych rozwiązań — mówi Marek Przeździak, prezes Polbisco.
To tylko jedna z wielu dyskusji na forum krajowym i europejskim, odnosząca się do kaloryczności m.in. słodyczy i prób zmian nawyków żywieniowych. Władze niektórych unijnych krajów zdecydowały się układać swoim rodakom menu, żonglując podatkami, np. w Wielkiej Brytanii ogłoszono podatek od napojów słodzonych cukrem. Z kolei w Belgii tamtejszy handel i producenci dobrowolnie (pod auspicjami resortu spraw społecznych i zdrowia) zobowiązali się do ograniczenia kaloryczności produktów o 5 proc. Pomysł Caobisco nie jest powszechnie znany polskim producentom, z którymi rozmawialiśmy.
— Idea być może zacna, ale pomysł nierealny. Dotyczy to zbyt wielu słodyczy — zmiana ich kaloryczności poprzez zmianę receptury będzie oznaczać zmianę smaku i prawdopodobne odrzucenie przez klientów, a zmiana gramatury, np. produkcja o połowę mniejszego batona, też nie spotka się z zadowoleniem konsumentów, a ostatecznie mogą po prostu kupić nie jeden, a dwa czy trzy takie produkty i tym sposobem i tak nie przestrzegać „kontroli wielkości porcji” — komentuje jeden z producentów słodyczy.
Branża za każdym razem przypomina, że sama zrobiła już sporo — podpisała przed laty kodeks etyki reklamy, w którym zobowiązała się do niekierowania przekazów reklamowych słodyczy do dzieci poniżej 12. roku życia. Producenci słodyczy zrezygnowali też z prowadzenia działań o charakterze promocyjnym w szkołach podstawowych (zgodnie z kodeksem nie wysyła tam swoich handlowców).