Słoma zamiast złotej korony

Łukasz OstruszkaŁukasz Ostruszka
opublikowano: 2016-12-22 22:00

Bóg przemówił w sposób, którego uparcie nie chcemy zaakceptować — w bezbronnym, biednym i szukającym domu dziecku

Liczby nie pozostawiają złudzeń, na czym opierają się dziś święta Bożego Narodzenia. Przekręciliśmy wszystkie możliwe znaczenia i w efekcie króluje już tylko kasa. Przeliczamy świąteczny czas na konkretną walutę, zamiast przewertować kilka kartek i dowiedzieć się, o co w tym wszystkim chodzi. Typowy świąteczny szał sieje spustoszenie w naszych portfelach i głowach.

BĄDŹ MĘDRCEM:
BĄDŹ MĘDRCEM:
Zamiast wydawać pieniądze na niechciane prezenty lub jedzenie, którego i tak nie dasz rady zjeść, możesz wesprzeć Polską Akcję Humanitarną, która pomaga ofiarom wojny w Syrii. To okazja do bycia jednym z mędrców, którzy przed wiekami przynieśli dary małemu Jezusowi.
FOT. FORUM

Joel Waldfogel, profesor ekonomii w Carlson School of Management Uniwersytetu Minnesoty, szacuje, że Amerykanie wydają w każde święta na prezenty 70 mld USD. Bankowa grupa ING natomiast przeprowadziła badanie, z którego wynika, że co czwarty Europejczyk rozpakował w zeszłym roku niechciany prezent. Swoje dodała też firma doradcza Deloitte, która oszacowała świąteczne wydatki Polaków i naszych sąsiadów z Europy.

Okazuje się, że rodzinny budżet nad Wisłą wyniesie tym razem 1121 zł, czyli 261 EUR. Europejska średnia to 408 EUR. Z jednej strony wydaje się więc, że z poziomem świątecznej komercji nie jest u nas najgorzej, ale z drugiej musimy pamiętać, że jedno euro Polaka to trochę inne euro od tego, którym obraca przeciętny mieszkaniec Zachodu. Niezależnie od szerokości geograficznej niejednemu biblijna relacja z narodzin Jezusa Chrystusa będzie zgrzytała przy suto zastawionym wigilijnym stole. Bo biblijne obrazy trudno przetrawić.

Nie ma tutaj korony ze złota, pierścieni wysadzanych drogimi kamieniami czy ozdobnych szat szytych złotymi nićmi. Nie ma nawet dostatku, wytrawnych potraw i nadmiaru jedzenia. Co zamiast tego? Mamy historię, która bardziej pasuje do rzeczywistości współczesnego obozu dla uchodźców, rozłożonego gdzieś na obrzeżach cywilizacji, niż do tłoku centrum handlowego lub — nie daj Boże — politycznej awantury o koronowanych bohaterów.

A było to tak: „I stało się w owe dni, że wyszedł dekret cesarza Augusta, aby spisano cały świat. Pierwszy ten spis odbył się, gdy Kwiryniusz był namiestnikiem Syrii. Szli więc wszyscy do spisu, każdy do swego miasta. Poszedł też i Józef z Galilei, z miasta Nazaretu, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, dlatego że był z domu i z rodu Dawida, aby był spisany wraz z Marią, poślubioną sobie małżonką, która była brzemienna. I gdy tam byli, nadszedł czas, aby porodziła. I porodziła syna swego pierworodnego, i owinęłago w pieluszki, i położyła go w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie” — czytamy na samym początku Ewangelii św. Łukasza.

Narodziny Zbawiciela ciężko więc przeliczyć na wartość wigilijnego stołu, koszt niechcianych upominków czy siłę nabywczą świątecznych konsumentów. Było skromnie, biednie i niepewnie. Bóg przyszedł na świat w osobie bezbronnego dziecka, ponadto nie w pałacu, ale w zwykłym żłobie. Tym samym raz po wszystkie razy zgniata wszelką ludzką pychę i zrzuca z siebie jakąkolwiek ziemską koronę, bo przecież jego królestwo nie jest z tego świata. Maria i będący trochę w cieniu Józef też królewskim małżeństwem raczej nie byli.

Prędzej uciekinierami czy — jakbyśmy dziś powiedzieli, o zgrozo, uchodźcami. Gdyby nie dary mędrców, pewnie uciekaliby dosłownie z niczym. „A anioł Pański ukazał się we śnie Józefowi i rzekł: Wstań, weź dziecię oraz matkę jego i uchodź do Egiptu, a bądź tam, dopóki ci nie powiem, albowiem Herod będzie poszukiwał dziecięcia, aby je zgładzić. Wstał więc i wziął dziecię oraz matkę jego w nocy, i udał się do Egiptu” — czytamy w Ewangelii św. Mateusza.

Rozumiemy z tego zatrważająco niewiele. Polska roku 2016 jakby tego nie dostrzegała, nie rozumiała (a może nie przeczytała?!) i uparcie Marię na tron wynosi.

W połowie grudnia posłowie postanowili, że przyszły rok będzie Rokiem 300-lecia Koronacji Obrazu Matki Bożej. „Jeśli coś w Kościele może jest dla mnie mało zrozumiałe, to z pewnością są to koronacje obrazów. Nie dość, że Maryja patrzy na mnie jakimś smutnym wzrokiem, to jeszcze cała pokryta jest drogimi kamieniami i złotem. Czy rzeczywiście Ona by tego chciała?” — napisała w komentarzu na portalu Deon.pl siostra Ewa Bartosiewicz, młoda zakonnica ze Zgromadzenia Najświętszego Serca Jezusa. Po co Marii kamienie, złoto i korona?

Może po to, żeby Polakom łatwiej było przełknąć wydane na święta miliony, gdy nie tak daleko jakiś uchodźca lub — co gorsza — zwykły sąsiad odnajduje w biedzie moc tych Narodzin. © Ⓟ